Louis udał się do sypialni, aby przygotować się do pracy. Podszedł do swojej komody i wyciągnął sweter i czerwone jeansy. Szybko się ubrał, po czym założył Tomsy. Wziął telefon i poszedł do salonu, gdzie znajdowały się kluczyki od domu i chwycił płaszcz.
Wyszedł z mieszkania i od razu uderzyło w niego zimne powietrze, wywołując na jego ciele dreszcz. Założył swój płaszcz i ruszył w stronę pracy. Na końcu drogi skręcił w lewo ponieważ pracował w centrum miasta w kawiarni Moonlight Caffe. Sprzedawali tam różne rodzaje pieczywa, herbat i kaw. Louis był bardzo dobry w tym co robił, z czym był bardzo szczery.
Szedł przez rześkie grudniowe powietrze, znaną drogą do pracy, a także znał wiele sposobów jak dotrzeć tam bez trudu. Zajęło mu około dwudziestu minut, aby znalazł się na właściwej ulicy.
Przeszedł przez drzwi sklepu i uderzyła go fala ciepła. Podszedł do lady.
- Hej, Ed - powiedział i poszedł do kuchni. Z tyłu wyszła dziewczyna z kręconymi włosami i ciemną karnacją.
- Hej Loobear - przywitała się dziewczyna, cmokając go w policzek, kiedy podchodził do kartoteki.
- Cześć, Dani - powiedział Louis uśmiechając się do niej. Pracowała na pół etatu jako instruktorka tańca w małym studiu, które znajdowało się kilka przecznic stąd.
Chłopak zdjął swój płaszcz i poszedł do pokoju socjalnego, aby go powiesić. Wrócił i ustał obok Danielle.
- Czy było dzisiaj tłoczno? - zapytał.
- Eh, było w porządku. Normalnie.
- Ach, dobrze. Widzę.
*
Praca szła bardzo szybko. Kiedy wybiła godzina jedenasta, wiedział, że czas wracać do domu. Skończył obsługiwać klientów, a następnie zaczął sprzątać. Kawiarnia była otwarta przez 24 godziny, ale Louis rzadko pracował na nocną zmianę. Gdy praca została wykonana pożegnał się ze wszystkimi o 11:30.
Chwycił swój płaszcz i udał się do mroźnej nocy. W prognozie nie zapowiadali na dzisiaj śniegu, ale niebo mówiło co innego. Zasunął płaszcz i ruszył w dół ulicy. Dzisiejszego wieczoru było kilka osób, albo siedzących w klubach i barach, albo w kawiarniach.
Szedł w dół ulicy, a następnie skręcił w lewo. Obszedł dwa bloki, przeszedł przez ulicę, a następnie znów skręcił w lewo i szedł w dół inną uliczką. Zatrzymał się w półmroku widząc jak starszy mężczyzna pcha chłopca na ścianę.
- Będziesz dla mnie pracować, chłopcze - powiedział mężczyzna. Chłopak nic nie odpowiedział tylko zapiszczał. Louis podszedł bliżej aby lepiej się przyjrzeć. Mimo, że starał się zachowywać jak najciszej, skończył kopiąc puszkę, która wydała głośny brzdęk. Mężczyzna rzucił chłopca i uciekł z zaułka. Louis podbiegł do chłopca i westchnął.
- Harry! - chłopiec spojrzał na niego - O mój Boże. Harry! - Louis objął chłopca trzymając go blisko swojego ciała.
Harry zaczął płakać. Wtulił się w szyję szatyna, a następnie jego gorące łzy moczyły skórę Louisa.
- Och, nie. Kochanie, nie płacz. Chodź kochanie. Jest w porządku - Powiedział chłopak. Harry potrząsnął głową na nie.
Louis zapytał: - Dlaczego nie?
- B-Bo nie chcę być dla Ciebie c-ciężarem - jąkał się Harry.
- Nie, nie, kochanie, nie. Nie jesteś ciężarem. Zaufaj mi. Nie wziąłbym Cie do domu za pierwszym razem jeśli wiedziałbym, że będzie problem - Odpowiedział szatyn.
- O-ok - Wyszeptał.
- Dobrze, chodź. Zaraz będzie padać śnieg i chce wrócić do domu wcześniej - wstał i podał Harry'emu rękę. Loczek wziął ją wdzięcznością i wstał z pomocą Louisa.
- Czy ten człowiek cię skrzywdził? - Harry pokiwał głową na nie - Dobra, okey chodźmy - Louis owinął ramieniem Harry'ego, przyciągając go do swojego boku, starając się zwiększyć ciepło.
Przeszli jeszcze parę bloków, nagle Harry krzyknął - Louis, co to jest?! - następnie schował twarz w ramieniu szatyna.
- Co, co kochany kotku? - zapytał Louis. Zielonooki wskazał tylko na niebo, z którego padał śnieg.
- Och to? To jest śnieg - oznajmił starszy.
- C-Co to jest śnieg? - zapytał loczek.
- Śnieg, to jest zamrożony deszcz, lub woda. Spada, gdy robi się zimno, na tyle by się zamroził. Naprawdę wszystko wygląda pięknie, gdy jest nim pokryte. Może uda ci się to zobaczyć jutro. Jeśli nie napada go za mało - poinformował go Louis.
- W wodzie? Jak prysznic? - Harry przełknął ślinę.
- Och, nie martw się o to. Deszcz jest bardziej jak prysznic, oprócz tego, że jest zimny - powiedział Louis, który zaczął kierować się w dół drogi, po czym zaczęli zbliżać się do jego mieszkania, ale śnieg zaczynał padać mocniej - To może być wielka burza. Dobrze, że mamy na dzisiaj zakupy - oznajmił niebieskooki. Harry tylko zapiszczał przez przeszywający go chłód, który uderzył w jego ciało. Louis zauważył dreszcze Harry'ego i przyciągnął go niemożliwie blisko swojego ciała - Już prawie jesteśmy kochanie - powiedział skręcając w inną uliczkę.
Około dwie minuty później dotarli do ścieżki, która prowadziła do mieszkania Louisa. Szybko podszedł do drzwi, po czym je otworzył, popychając przemoczonego chłopca do środka. Szybko zamknął i zakluczył drzwi opierając się o nie.
Harry tam stał, z przekrzywioną głową patrząc na niego z zaciekawieniem. Louis uśmiechnął się ciepło do loczka.
- Jesteś głodny Hazz? - zapytał Louis, zdejmując płaszcz i buty.
- Uhm... Tak, tak jestem - odpowiedział cicho. Louis złapał go za rękę i zaprowadził go do kuchni. Doprowadził go do stołu i kazał mu usiąść.
- Czy może być kanapka z tuńczykiem? - zapytał.
- Podoba mi się - powiedział wdzięcznie Harry.
Louis podszedł do szafki i wyjął puszkę tuńczyka. Chwycił otwieracz do puszek i podszedł do zlewu. Otworzył ją do połowy i odlał wodę, która znajdowała się w środku, a następnie otworzył puszkę do końca. Po wykonanej czynności podszedł do szafki i sięgnął talerz. Wziął chleb, który leżał na blacie i wyciągnął dwie kromki i umieścił je na talerzu. Sięgnął widelec z szuflady i położył kawałek tuńczyka na kromki chleba. Ułożył kromkę na kromce i wziął do ręki nóż. Przekroił kanapkę na pół po przekątnej i zaniósł ją Harre'mu.
Harry spojrzał na niego z zaciekawieniem, wyciągnął rękę i podniósł ją. Powoli przeniósł ją do ust, Louis skinął głową zachęcając go. Harry ugryzł kanapkę i żuł w zamyśleniu. W jego oczach pojawiły się iskierki i wydał cichy jęk. Louis uśmiechnął się do niego, szczęśliwy widząc, że lubi kanapki.
- Dziękuję - wyszeptał Harry, patrząc na Louisa, a później z powrotem na swoje kolana.
- Przyjemność po mojej stronie - powiedział Louis. Położył rękę na ramieniu Harry'ego i je ścisnął. Loczek spojrzał na niego, a mały uśmiech pojawił się na jego ustach. Odwrócił się z powrotem w stronę kanapki i szybko ją zjadł.
- Wciąż głodny? - zapytał Louis, na co Harry potrząsnął głową - Cóż, to co powiesz na gorącą kąpiel i kilka czystych ubrań? Jak to brzmi? - spytał.
- Tak, dobrze - odpowiedział młodszy. Louis wziął brudny talerz Harry'ego i zaniósł go do zlewu. Spojrzał na chłopaka i skinął głową w kierunku łazienki, cicho mówiąc, by za nim poszedł. Harry wstał i wyszedł za Louis'em z kuchni.Poszli do łazienki i Harry tam stał, a Louis podszedł do wanny. Odkręcił kran i zatkał odpływ. Odsunął się i podszedł do zielonookiego.
- Pójdę ci po jakąś piżamę. Zaraz będę z powrotem - powiedział. Wyszedł z łazienki i przeszedł przez korytarz do swojego pokoju. Podszedł do kredensu i wyciągnął jakieś spodnie od piżamy, t-shirt i parę majtek.
Ruszył z powrotem do łazienki, aby znaleźć Harry'ego, który był już nagi siedział w wannie. Jego ogon był owinięty, wokół brzucha, a jego uszy ustały na czubku głowy. Miał zamknięte oczy i głębokie mruczenie wydobywało się ze środka chłopca. Louis położył ubrania na zlewie i podszedł do wanny, siadając koło niego.
Kiedy wanna była napełniona, pochylił się i zakręcił kurki. Oczy Harry'ego szybko się otworzyły, gdy usłyszał zatrzymanie wody, strach przejął nad nim kontrolę. Jego uszy się schowały tak, że dosięgały jego loków, prawie gubiąc się w masie włosów. Louis spojrzał na niego przepraszająco i Harry się zaczął rozluźniać, uświadamiając sobie, że to był Louis, który zakręcił wodę, po czym jego uszy po woli zaczęły się ponownie pojawiać.
- Przepraszam, za to. Po prostu nie chcę zalać łazienki - powiedział cicho niebieskooki.
- Jest okey. Po prostu mnie zaskoczyłeś, to wszystko - oznajmił Harry, z lekkimi rumieńcami na policzkach. Louis wstał i ruszył by wyjść.
- Czekaj - zawołał Harry, a jego głos brzmiał cicho - Czy, uhm...Zostaniesz....tutaj... ze mną?
Louis spojrzał na jego zmiękczoną twarz i natychmiast skinął głową - Tak oczywiście, oczywiście Hazz - powiedział, uśmiechając się do chłopca. Ogon Harry'ego zaczął szczęśliwie chlapać w wodzie i miał wielki uśmiech na twarzy, przy którym pojawiły się dołeczki.
- Hej! Masz dołeczki! - wykrzyknął Louis.
- Ja? - zapytał Harry.
- Tak, kiedy się uśmiechasz - powiedział Louis, patrząc czule na chłopaka.
- Och.. - Harry uśmiechnął się do siebie - Hej, Louis? - przemówił loczek - Czy umyjesz mi włosy? - zapytał cicho.
- Oczywiście kochanie - odpowiedział szatyn. Podszedł do wanny i uklęknął obok niego - Czy możesz się trochę pochylić do przodu, kochanie? - Harry przesunął się tak, że siedział nie opierając się o wannę - Pochyl głowę do tyłu - powiedział. Harry zrobił tak jak kazano.
Louis zebrał trochę wody w dłonie, a następnie przeniósł ją na jego loki. Sięgnął butelkę szamponu i odkręcił korek.Nalał trochę szamponu na dłonie i rozsmarował je. Następnie przeniósł ręcę do głowy Harry'ego i zaczął wmasowywać w jego głowę, myjąc przy tym dokładnie włosy. Starannie czyścił uszy chłopaka, drapiąc go za nimi. Harry zaczął głośno mruczeć, trącając głową rękę Louisa. Niebieskooki sięgnął również rękę do ogona chłopaka i zaczął go myć, dzięki czemu chłopiec zaczął mruczeć jeszcze głośniej. Louis naprał trochę wody w dłonie i zaczął zmywa mydło z loków Harry'ego, który chlapał ogonem w wodzie, by zmyć pozostałości po szamponie.
- Myślisz, że możesz sam się umyć? - zapytał Louis. Harry spojrzał na niego i skinął głową. Louis wstał i sięgnął myjkę z szafki. Ukucnął z powrotem przy Harrym i włożył myjkę do wody. Zwilżył ją, a następnie nalał na nią płynu. Przetarł ją parę razy, po czym włożył do wody i podał Harry'emu - Proszę słoneczko - powiedział z uśmiechem i wstał siadając na zamkniętym sedesie. Harry zaczął się oczyszczać, upewniając się aby umyć się wszędzie.
Kiedy skończył, spojrzał na Louisa i wyciągnął szmatkę. Louis podszedł i wziął ją od niego otrząsając ją nad wodą. Odłożył ją na bok do kosza, by wyschła. Harry wstał, kiedy Louis wziął ręcznik i trzymał go otwartego dla Harry'ego. Wyszedł z wanny i owinął ręcznik wokół siebie, przytulając się do niego. Louis przeszedł koło Harry'ego, wyjmując korek spustowy.
Kiedy się odwrócił, zielonooki miał już na sobie bieliznę, Louis ustał za nim. Był odwrócony od Louisa, więc nie zdawał sobie sprawy, że chłopak się na niego patrzy. Skończył zakładają spodnie i odwrócił się. Cofnął się trochę, gdy zobaczył patrzącego na niego Louisa. Starszy wybuchł śmiechem i podszedł do przodu w kierunku młodszego. Harry wzdrygnął się i cofnął, gdy Louis położył dłoń na jego ramieniu.
- Hej, nie skrzywdzę Cie kochanie. Chcę po prostu zobaczyć, czy twoje urazy tam jeszcze są - powiedział cicho Louis, wędrując dłonią w górę i w dół jego ramienia, próbując pocieszyć chłopca. Harry wyraźnie się zrelaksował.
- Och...Dobrze - mówił cicho patrząc na swoje ręce, które miał razem splecione.
Louis chwycił ręce w obie dłonie i przeniósł je do twarzy, badając jego nienaturalnie długie paznokcie - Czy byłoby w porządku, jeśli troszkę byśmy je skrócili? Nie chcę byś ponownie się zranił - zapytał chłopca.
- Hmm...Tak, tak, ale nie wiele, bo będzie bolało - wyszeptał Harry.
- Dobrze, dobrze. Możesz usiąść za mną? - powiedział Louis, przechylając głowę w kierunku zamkniętego sedesu.
Harry skinął głową i usiadł. Louis odwrócił się do szafy i otworzył ją i zaczął grzebać w rzeczach. Zajęło mu to chwilę, ale w końcu znalazł pilnik.
Przykucnął przed Harrym i wziął jedną z jego rąk w swoje. Chwycił jeden z jego długich palców, między swoje krótsze i zaczął powoli piłować do punktu jego paznokci. Harry wzdrygnął się nieco, na hałas jaki przy tym powstał, ale dalej pozostał spokojny. Gdy Louis skończył paznokcia, podniósł go, aby Harry mógł zobaczyć.
- W porządku? - zapytał. Harry pokiwał głową. Louis wrócił do dokończenia reszty paznokci, a zakończył to dość szybko. Kiedy Louis przestał, młodszy podniósł ręce do twarzy, uważnie je badając. Spojrzał w dół na ręce szatyna i zobaczył, że ich paznokcie są teraz w podobnym kształcie i wielkości. Uśmiechnął się, a jego wargi drgnęły w górę.
- Dziękuję - wyszeptał.
Louis wstał z miejsca, w którym kucał i stanął przed Harrym. Pochylił się i pocałował go w czoło - Jesteś bardzo mile widziany, kochanie. Teraz wstań, bym mógł zobaczyć resztę.
Harry wstał z sedesu, a Louis cofnął się do tyłu, a jego oczy skanowały nagi tors loczka. Wszystkie jego siniaki były teraz żółtawe i zaczęły się goić. Jego zadrapania zamieniły się w strupy, lub zniknęły.
Louis chwycił Harry'ego za ramię i obrócił go dookoła. Harry owinął ogon wokół siebie, tak aby usunął go z drogi Louisa. Szatyn spojrzał na siniaki i zadrapaniach, które znajdowały się na plecach, większość z nich goiła się dobrze. Przesunął dłonią nad wyblakłą skórą, mięśnie pleców Harry'ego zaczęły trząść się pod dotykiem, co powodowało gęsią skórkę na ciele Harry'ego.
Louis się odsunął - Wydaje mi się, że goi się dobrze - mruknął.
Harry odwrócił się twarzą do Louisa, który się do niego uśmiechnął po czym podszedł i objął go w talii, przyciągając go do ciasnego uścisku. Wsadził głowę w zagłębie szyi Harry'ego, wąchając i zapoznając się z jego zapachem.
- Jestem bardzo szczęśliwy, że ciebie znalazłem. Tęskniłem za Tobą Hazz - wymamrotał do odsłoniętej skóry Harry'ego.
Harry zaczął pociągać nosem, a oczy rozerwały się. Harry objął Louisa, przyciągając go bliżej do swojego ciała. Kilka łez spadło na włosy Louisa. Szatyn odsunął się uśmiechając się do zielonookiego. Otarł jego łzy i ustał na palcach, by pocałować go w policzek.
Loczek zamruczał z radością, z uśmiechem na twarzy. Louis cofnął się i sięgnął za siebie, chwytając koszulkę, którą przyniósł dla Harry'ego. Podał ją chłopcu, który w zamian posłał mu nieśmiały uśmiech.
- Też za Tobą tęskniłem Louis- szepnął Harry. Założył koszulkę, natomiast Louis stał tam, czekając aż skończy się ubierać.
- Czy jesteś zmęczony kochanie? - zapytał Louis.
- Nie bardzo.
- Co powiesz, na pooglądanie trochę telewizji? - spytał szatyn.
Harry pokiwał głową i wyszedł za Louis'em z łazienki. Weszli do salonu, a Louis opadł na kanapę i spojrzał na Harry'ego, który stał wpatrując się w niego.
- Możesz usiąść - powiedział Louis z uśmiechem na twarzy. Odwrócił się w stronę telewizora i go włączył.
- Oh tak - powiedział Harry, a wstydliwy uśmiech pojawił się na jego twarzy. Usiadł na drugim końcu kanapy, z dala od Louisa, który rzucił mu zaciekawione spojrzenie.
- Czemu jesteś aż tam? - zapytał. Harry rzucił mu zaciekawione spojrzenie, przechylając głowę na bok - Chodź - powiedział Louis, otwierając ramiona.
Harry spojrzał na niego niepewnie. Postanowił, że to będzie w porządku, więc doczołgał się do Louisa i zwinął się w jego ramionach. Louis uśmiechnął się i nachylił by złożyć pocałunek między uszami chłopca. Harry uśmiechnął się, pozwalając sobie na niewielki pomruk. Jego oczy z przyjemności były zamknięte. Louis uśmiechnął się w jego włosy, a Harry przytulił się bardziej do Louisa, pocierając głową o jego pierś.
Louis sięgnął ręką do góry i zaczął gładzić nią wilgotne loki Harry'ego. Potem zaczął drapać go za uchem. Harry wypuścił ciąg głośnych mruczeń, na o Louis dyskretnie zachichotał. Louis odwrócił sie z powrotem do filmu, jednocześnie dalej drapiąc Harry'ego, który dalej mruczał. Około pół godziny później, Louis zauważył, że mruczenie zamieniło się w miękkie oddychanie. Kiedy Louis spojrzał w dół, okazało się, że jego myśli były prawidłowe.
Harry spał spokojnie na piersi Louisa, a jego oczy były zamknięte. Na co Louis westchnął. Odwrócił się wyłączając telewizor i spojrzał na młodszego. Włożył ręce pod chłopca i podniósł tak, aby mógł wstać. Włożył ręce do tyłu pod Harry'ego i zaniósł go do sypialni. Położył chłopca delikatnie na łóżku i naciągnął na niego kołdrę. W czołgał się na drugą stronę łóżka i także nakrył się kołdrą. Przysunął się do Harry'ego i go objął. Harry kręcił się we śnie, obracając się w stronę Louisa, patrząc na niego. Przytulił swoją głowę do podbródka Louisa.
- Dobranoc Harry - szepnął Louis - Kocham Cię - wymamrotał w jego loki, powoli odpływając w sen
*
Louis obudził się sam następnego ranka.
Mam nadzieję, że Harry nie uciekł od niego ponownie!!
OdpowiedzUsuńSuper rozdział!!
Pozdrawiam
G x
omg końcówka :o
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny x
@guma_balonowa_x
Jeju ale urocze *-* tylko dlaczego Lou obudził się znowu sam?? Harry głupku nie uciekaj już więcej,ugh x czekam na następny
OdpowiedzUsuńoh nie wierzę, że Harry znów zostawił Lou.. chyba, że go nie zostawił? kurczę, nie mogę się doczekać nexta *-* to jest takie słodziutkie awww :3
OdpowiedzUsuńkocham Cię <3
//@ShipperMonte