Louis udał się do sypialni, aby przygotować się do pracy. Podszedł do swojej komody i wyciągnął sweter i czerwone jeansy. Szybko się ubrał, po czym założył Tomsy. Wziął telefon i poszedł do salonu, gdzie znajdowały się kluczyki od domu i chwycił płaszcz.
Wyszedł z mieszkania i od razu uderzyło w niego zimne powietrze, wywołując na jego ciele dreszcz. Założył swój płaszcz i ruszył w stronę pracy. Na końcu drogi skręcił w lewo ponieważ pracował w centrum miasta w kawiarni Moonlight Caffe. Sprzedawali tam różne rodzaje pieczywa, herbat i kaw. Louis był bardzo dobry w tym co robił, z czym był bardzo szczery.
Szedł przez rześkie grudniowe powietrze, znaną drogą do pracy, a także znał wiele sposobów jak dotrzeć tam bez trudu. Zajęło mu około dwudziestu minut, aby znalazł się na właściwej ulicy.
Przeszedł przez drzwi sklepu i uderzyła go fala ciepła. Podszedł do lady.
- Hej, Ed - powiedział i poszedł do kuchni. Z tyłu wyszła dziewczyna z kręconymi włosami i ciemną karnacją.
- Hej Loobear - przywitała się dziewczyna, cmokając go w policzek, kiedy podchodził do kartoteki.
- Cześć, Dani - powiedział Louis uśmiechając się do niej. Pracowała na pół etatu jako instruktorka tańca w małym studiu, które znajdowało się kilka przecznic stąd.
Chłopak zdjął swój płaszcz i poszedł do pokoju socjalnego, aby go powiesić. Wrócił i ustał obok Danielle.
- Czy było dzisiaj tłoczno? - zapytał.
- Eh, było w porządku. Normalnie.
- Ach, dobrze. Widzę.
*
Praca szła bardzo szybko. Kiedy wybiła godzina jedenasta, wiedział, że czas wracać do domu. Skończył obsługiwać klientów, a następnie zaczął sprzątać. Kawiarnia była otwarta przez 24 godziny, ale Louis rzadko pracował na nocną zmianę. Gdy praca została wykonana pożegnał się ze wszystkimi o 11:30.
Chwycił swój płaszcz i udał się do mroźnej nocy. W prognozie nie zapowiadali na dzisiaj śniegu, ale niebo mówiło co innego. Zasunął płaszcz i ruszył w dół ulicy. Dzisiejszego wieczoru było kilka osób, albo siedzących w klubach i barach, albo w kawiarniach.
Szedł w dół ulicy, a następnie skręcił w lewo. Obszedł dwa bloki, przeszedł przez ulicę, a następnie znów skręcił w lewo i szedł w dół inną uliczką. Zatrzymał się w półmroku widząc jak starszy mężczyzna pcha chłopca na ścianę.
- Będziesz dla mnie pracować, chłopcze - powiedział mężczyzna. Chłopak nic nie odpowiedział tylko zapiszczał. Louis podszedł bliżej aby lepiej się przyjrzeć. Mimo, że starał się zachowywać jak najciszej, skończył kopiąc puszkę, która wydała głośny brzdęk. Mężczyzna rzucił chłopca i uciekł z zaułka. Louis podbiegł do chłopca i westchnął.
- Harry! - chłopiec spojrzał na niego - O mój Boże. Harry! - Louis objął chłopca trzymając go blisko swojego ciała.
Harry zaczął płakać. Wtulił się w szyję szatyna, a następnie jego gorące łzy moczyły skórę Louisa.
- Och, nie. Kochanie, nie płacz. Chodź kochanie. Jest w porządku - Powiedział chłopak. Harry potrząsnął głową na nie.
Louis zapytał: - Dlaczego nie?
- B-Bo nie chcę być dla Ciebie c-ciężarem - jąkał się Harry.
- Nie, nie, kochanie, nie. Nie jesteś ciężarem. Zaufaj mi. Nie wziąłbym Cie do domu za pierwszym razem jeśli wiedziałbym, że będzie problem - Odpowiedział szatyn.
- O-ok - Wyszeptał.
- Dobrze, chodź. Zaraz będzie padać śnieg i chce wrócić do domu wcześniej - wstał i podał Harry'emu rękę. Loczek wziął ją wdzięcznością i wstał z pomocą Louisa.
- Czy ten człowiek cię skrzywdził? - Harry pokiwał głową na nie - Dobra, okey chodźmy - Louis owinął ramieniem Harry'ego, przyciągając go do swojego boku, starając się zwiększyć ciepło.
Przeszli jeszcze parę bloków, nagle Harry krzyknął - Louis, co to jest?! - następnie schował twarz w ramieniu szatyna.
- Co, co kochany kotku? - zapytał Louis. Zielonooki wskazał tylko na niebo, z którego padał śnieg.
- Och to? To jest śnieg - oznajmił starszy.
- C-Co to jest śnieg? - zapytał loczek.
- Śnieg, to jest zamrożony deszcz, lub woda. Spada, gdy robi się zimno, na tyle by się zamroził. Naprawdę wszystko wygląda pięknie, gdy jest nim pokryte. Może uda ci się to zobaczyć jutro. Jeśli nie napada go za mało - poinformował go Louis.
- W wodzie? Jak prysznic? - Harry przełknął ślinę.
- Och, nie martw się o to. Deszcz jest bardziej jak prysznic, oprócz tego, że jest zimny - powiedział Louis, który zaczął kierować się w dół drogi, po czym zaczęli zbliżać się do jego mieszkania, ale śnieg zaczynał padać mocniej - To może być wielka burza. Dobrze, że mamy na dzisiaj zakupy - oznajmił niebieskooki. Harry tylko zapiszczał przez przeszywający go chłód, który uderzył w jego ciało. Louis zauważył dreszcze Harry'ego i przyciągnął go niemożliwie blisko swojego ciała - Już prawie jesteśmy kochanie - powiedział skręcając w inną uliczkę.
Około dwie minuty później dotarli do ścieżki, która prowadziła do mieszkania Louisa. Szybko podszedł do drzwi, po czym je otworzył, popychając przemoczonego chłopca do środka. Szybko zamknął i zakluczył drzwi opierając się o nie.
Harry tam stał, z przekrzywioną głową patrząc na niego z zaciekawieniem. Louis uśmiechnął się ciepło do loczka.
- Jesteś głodny Hazz? - zapytał Louis, zdejmując płaszcz i buty.
- Uhm... Tak, tak jestem - odpowiedział cicho. Louis złapał go za rękę i zaprowadził go do kuchni. Doprowadził go do stołu i kazał mu usiąść.
- Czy może być kanapka z tuńczykiem? - zapytał.
- Podoba mi się - powiedział wdzięcznie Harry.
Louis podszedł do szafki i wyjął puszkę tuńczyka. Chwycił otwieracz do puszek i podszedł do zlewu. Otworzył ją do połowy i odlał wodę, która znajdowała się w środku, a następnie otworzył puszkę do końca. Po wykonanej czynności podszedł do szafki i sięgnął talerz. Wziął chleb, który leżał na blacie i wyciągnął dwie kromki i umieścił je na talerzu. Sięgnął widelec z szuflady i położył kawałek tuńczyka na kromki chleba. Ułożył kromkę na kromce i wziął do ręki nóż. Przekroił kanapkę na pół po przekątnej i zaniósł ją Harre'mu.
Harry spojrzał na niego z zaciekawieniem, wyciągnął rękę i podniósł ją. Powoli przeniósł ją do ust, Louis skinął głową zachęcając go. Harry ugryzł kanapkę i żuł w zamyśleniu. W jego oczach pojawiły się iskierki i wydał cichy jęk. Louis uśmiechnął się do niego, szczęśliwy widząc, że lubi kanapki.
- Dziękuję - wyszeptał Harry, patrząc na Louisa, a później z powrotem na swoje kolana.
- Przyjemność po mojej stronie - powiedział Louis. Położył rękę na ramieniu Harry'ego i je ścisnął. Loczek spojrzał na niego, a mały uśmiech pojawił się na jego ustach. Odwrócił się z powrotem w stronę kanapki i szybko ją zjadł.
- Wciąż głodny? - zapytał Louis, na co Harry potrząsnął głową - Cóż, to co powiesz na gorącą kąpiel i kilka czystych ubrań? Jak to brzmi? - spytał.
- Tak, dobrze - odpowiedział młodszy. Louis wziął brudny talerz Harry'ego i zaniósł go do zlewu. Spojrzał na chłopaka i skinął głową w kierunku łazienki, cicho mówiąc, by za nim poszedł. Harry wstał i wyszedł za Louis'em z kuchni.Poszli do łazienki i Harry tam stał, a Louis podszedł do wanny. Odkręcił kran i zatkał odpływ. Odsunął się i podszedł do zielonookiego.
- Pójdę ci po jakąś piżamę. Zaraz będę z powrotem - powiedział. Wyszedł z łazienki i przeszedł przez korytarz do swojego pokoju. Podszedł do kredensu i wyciągnął jakieś spodnie od piżamy, t-shirt i parę majtek.
Ruszył z powrotem do łazienki, aby znaleźć Harry'ego, który był już nagi siedział w wannie. Jego ogon był owinięty, wokół brzucha, a jego uszy ustały na czubku głowy. Miał zamknięte oczy i głębokie mruczenie wydobywało się ze środka chłopca. Louis położył ubrania na zlewie i podszedł do wanny, siadając koło niego.
Kiedy wanna była napełniona, pochylił się i zakręcił kurki. Oczy Harry'ego szybko się otworzyły, gdy usłyszał zatrzymanie wody, strach przejął nad nim kontrolę. Jego uszy się schowały tak, że dosięgały jego loków, prawie gubiąc się w masie włosów. Louis spojrzał na niego przepraszająco i Harry się zaczął rozluźniać, uświadamiając sobie, że to był Louis, który zakręcił wodę, po czym jego uszy po woli zaczęły się ponownie pojawiać.
- Przepraszam, za to. Po prostu nie chcę zalać łazienki - powiedział cicho niebieskooki.
- Jest okey. Po prostu mnie zaskoczyłeś, to wszystko - oznajmił Harry, z lekkimi rumieńcami na policzkach. Louis wstał i ruszył by wyjść.
- Czekaj - zawołał Harry, a jego głos brzmiał cicho - Czy, uhm...Zostaniesz....tutaj... ze mną?
Louis spojrzał na jego zmiękczoną twarz i natychmiast skinął głową - Tak oczywiście, oczywiście Hazz - powiedział, uśmiechając się do chłopca. Ogon Harry'ego zaczął szczęśliwie chlapać w wodzie i miał wielki uśmiech na twarzy, przy którym pojawiły się dołeczki.
- Hej! Masz dołeczki! - wykrzyknął Louis.
- Ja? - zapytał Harry.
- Tak, kiedy się uśmiechasz - powiedział Louis, patrząc czule na chłopaka.
- Och.. - Harry uśmiechnął się do siebie - Hej, Louis? - przemówił loczek - Czy umyjesz mi włosy? - zapytał cicho.
- Oczywiście kochanie - odpowiedział szatyn. Podszedł do wanny i uklęknął obok niego - Czy możesz się trochę pochylić do przodu, kochanie? - Harry przesunął się tak, że siedział nie opierając się o wannę - Pochyl głowę do tyłu - powiedział. Harry zrobił tak jak kazano.
Louis zebrał trochę wody w dłonie, a następnie przeniósł ją na jego loki. Sięgnął butelkę szamponu i odkręcił korek.Nalał trochę szamponu na dłonie i rozsmarował je. Następnie przeniósł ręcę do głowy Harry'ego i zaczął wmasowywać w jego głowę, myjąc przy tym dokładnie włosy. Starannie czyścił uszy chłopaka, drapiąc go za nimi. Harry zaczął głośno mruczeć, trącając głową rękę Louisa. Niebieskooki sięgnął również rękę do ogona chłopaka i zaczął go myć, dzięki czemu chłopiec zaczął mruczeć jeszcze głośniej. Louis naprał trochę wody w dłonie i zaczął zmywa mydło z loków Harry'ego, który chlapał ogonem w wodzie, by zmyć pozostałości po szamponie.
- Myślisz, że możesz sam się umyć? - zapytał Louis. Harry spojrzał na niego i skinął głową. Louis wstał i sięgnął myjkę z szafki. Ukucnął z powrotem przy Harrym i włożył myjkę do wody. Zwilżył ją, a następnie nalał na nią płynu. Przetarł ją parę razy, po czym włożył do wody i podał Harry'emu - Proszę słoneczko - powiedział z uśmiechem i wstał siadając na zamkniętym sedesie. Harry zaczął się oczyszczać, upewniając się aby umyć się wszędzie.
Kiedy skończył, spojrzał na Louisa i wyciągnął szmatkę. Louis podszedł i wziął ją od niego otrząsając ją nad wodą. Odłożył ją na bok do kosza, by wyschła. Harry wstał, kiedy Louis wziął ręcznik i trzymał go otwartego dla Harry'ego. Wyszedł z wanny i owinął ręcznik wokół siebie, przytulając się do niego. Louis przeszedł koło Harry'ego, wyjmując korek spustowy.
Kiedy się odwrócił, zielonooki miał już na sobie bieliznę, Louis ustał za nim. Był odwrócony od Louisa, więc nie zdawał sobie sprawy, że chłopak się na niego patrzy. Skończył zakładają spodnie i odwrócił się. Cofnął się trochę, gdy zobaczył patrzącego na niego Louisa. Starszy wybuchł śmiechem i podszedł do przodu w kierunku młodszego. Harry wzdrygnął się i cofnął, gdy Louis położył dłoń na jego ramieniu.
- Hej, nie skrzywdzę Cie kochanie. Chcę po prostu zobaczyć, czy twoje urazy tam jeszcze są - powiedział cicho Louis, wędrując dłonią w górę i w dół jego ramienia, próbując pocieszyć chłopca. Harry wyraźnie się zrelaksował.
- Och...Dobrze - mówił cicho patrząc na swoje ręce, które miał razem splecione.
Louis chwycił ręce w obie dłonie i przeniósł je do twarzy, badając jego nienaturalnie długie paznokcie - Czy byłoby w porządku, jeśli troszkę byśmy je skrócili? Nie chcę byś ponownie się zranił - zapytał chłopca.
- Hmm...Tak, tak, ale nie wiele, bo będzie bolało - wyszeptał Harry.
- Dobrze, dobrze. Możesz usiąść za mną? - powiedział Louis, przechylając głowę w kierunku zamkniętego sedesu.
Harry skinął głową i usiadł. Louis odwrócił się do szafy i otworzył ją i zaczął grzebać w rzeczach. Zajęło mu to chwilę, ale w końcu znalazł pilnik.
Przykucnął przed Harrym i wziął jedną z jego rąk w swoje. Chwycił jeden z jego długich palców, między swoje krótsze i zaczął powoli piłować do punktu jego paznokci. Harry wzdrygnął się nieco, na hałas jaki przy tym powstał, ale dalej pozostał spokojny. Gdy Louis skończył paznokcia, podniósł go, aby Harry mógł zobaczyć.
- W porządku? - zapytał. Harry pokiwał głową. Louis wrócił do dokończenia reszty paznokci, a zakończył to dość szybko. Kiedy Louis przestał, młodszy podniósł ręce do twarzy, uważnie je badając. Spojrzał w dół na ręce szatyna i zobaczył, że ich paznokcie są teraz w podobnym kształcie i wielkości. Uśmiechnął się, a jego wargi drgnęły w górę.
- Dziękuję - wyszeptał.
Louis wstał z miejsca, w którym kucał i stanął przed Harrym. Pochylił się i pocałował go w czoło - Jesteś bardzo mile widziany, kochanie. Teraz wstań, bym mógł zobaczyć resztę.
Harry wstał z sedesu, a Louis cofnął się do tyłu, a jego oczy skanowały nagi tors loczka. Wszystkie jego siniaki były teraz żółtawe i zaczęły się goić. Jego zadrapania zamieniły się w strupy, lub zniknęły.
Louis chwycił Harry'ego za ramię i obrócił go dookoła. Harry owinął ogon wokół siebie, tak aby usunął go z drogi Louisa. Szatyn spojrzał na siniaki i zadrapaniach, które znajdowały się na plecach, większość z nich goiła się dobrze. Przesunął dłonią nad wyblakłą skórą, mięśnie pleców Harry'ego zaczęły trząść się pod dotykiem, co powodowało gęsią skórkę na ciele Harry'ego.
Louis się odsunął - Wydaje mi się, że goi się dobrze - mruknął.
Harry odwrócił się twarzą do Louisa, który się do niego uśmiechnął po czym podszedł i objął go w talii, przyciągając go do ciasnego uścisku. Wsadził głowę w zagłębie szyi Harry'ego, wąchając i zapoznając się z jego zapachem.
- Jestem bardzo szczęśliwy, że ciebie znalazłem. Tęskniłem za Tobą Hazz - wymamrotał do odsłoniętej skóry Harry'ego.
Harry zaczął pociągać nosem, a oczy rozerwały się. Harry objął Louisa, przyciągając go bliżej do swojego ciała. Kilka łez spadło na włosy Louisa. Szatyn odsunął się uśmiechając się do zielonookiego. Otarł jego łzy i ustał na palcach, by pocałować go w policzek.
Loczek zamruczał z radością, z uśmiechem na twarzy. Louis cofnął się i sięgnął za siebie, chwytając koszulkę, którą przyniósł dla Harry'ego. Podał ją chłopcu, który w zamian posłał mu nieśmiały uśmiech.
- Też za Tobą tęskniłem Louis- szepnął Harry. Założył koszulkę, natomiast Louis stał tam, czekając aż skończy się ubierać.
- Czy jesteś zmęczony kochanie? - zapytał Louis.
- Nie bardzo.
- Co powiesz, na pooglądanie trochę telewizji? - spytał szatyn.
Harry pokiwał głową i wyszedł za Louis'em z łazienki. Weszli do salonu, a Louis opadł na kanapę i spojrzał na Harry'ego, który stał wpatrując się w niego.
- Możesz usiąść - powiedział Louis z uśmiechem na twarzy. Odwrócił się w stronę telewizora i go włączył.
- Oh tak - powiedział Harry, a wstydliwy uśmiech pojawił się na jego twarzy. Usiadł na drugim końcu kanapy, z dala od Louisa, który rzucił mu zaciekawione spojrzenie.
- Czemu jesteś aż tam? - zapytał. Harry rzucił mu zaciekawione spojrzenie, przechylając głowę na bok - Chodź - powiedział Louis, otwierając ramiona.
Harry spojrzał na niego niepewnie. Postanowił, że to będzie w porządku, więc doczołgał się do Louisa i zwinął się w jego ramionach. Louis uśmiechnął się i nachylił by złożyć pocałunek między uszami chłopca. Harry uśmiechnął się, pozwalając sobie na niewielki pomruk. Jego oczy z przyjemności były zamknięte. Louis uśmiechnął się w jego włosy, a Harry przytulił się bardziej do Louisa, pocierając głową o jego pierś.
Louis sięgnął ręką do góry i zaczął gładzić nią wilgotne loki Harry'ego. Potem zaczął drapać go za uchem. Harry wypuścił ciąg głośnych mruczeń, na o Louis dyskretnie zachichotał. Louis odwrócił sie z powrotem do filmu, jednocześnie dalej drapiąc Harry'ego, który dalej mruczał. Około pół godziny później, Louis zauważył, że mruczenie zamieniło się w miękkie oddychanie. Kiedy Louis spojrzał w dół, okazało się, że jego myśli były prawidłowe.
Harry spał spokojnie na piersi Louisa, a jego oczy były zamknięte. Na co Louis westchnął. Odwrócił się wyłączając telewizor i spojrzał na młodszego. Włożył ręce pod chłopca i podniósł tak, aby mógł wstać. Włożył ręce do tyłu pod Harry'ego i zaniósł go do sypialni. Położył chłopca delikatnie na łóżku i naciągnął na niego kołdrę. W czołgał się na drugą stronę łóżka i także nakrył się kołdrą. Przysunął się do Harry'ego i go objął. Harry kręcił się we śnie, obracając się w stronę Louisa, patrząc na niego. Przytulił swoją głowę do podbródka Louisa.
- Dobranoc Harry - szepnął Louis - Kocham Cię - wymamrotał w jego loki, powoli odpływając w sen
*
Louis obudził się sam następnego ranka.
czwartek, 26 czerwca 2014
czwartek, 19 czerwca 2014
Rozdział 4 : Czas się pozbierać i zbudować dom z klocków Lego.
Louis obudził się następnego dnia rano w pustym łóżku. Usiadł i przetarł oczy ze snu przy tym ziewając i przeciągając ręce nad głową. Spojrzał na zegar, na którym była godzina 10:30. Wstał z łóżka i ruszył do łazienki. Poszedł siusiu, umył ręce i twarz, a następnie zęby. Wyszedł z łazienki, do jego nozdrzy dotarł zapach bekonu i jaj. Uśmiechnął się do siebie, udając się do kuchni , gdzie przed kuchenką stał Zayn, który przerzucał jajka i boczek. Był nawet czajnik, który stał na ogniu. Tost wyskoczył z tostera, na co Louis podskoczył posyłając Zayn'owi słaby uśmiech.
- Dobry, Lou. Masz ochotę na tosty? - zapytał Zayn.
- Tak, pewnie - powiedział Louis, a jego głos nadal był ochrypły ze snu. Podszedł do szafy i wyjął kilka talerzy, przed pójściem do tostera i umieszczeniu tostów na talerzu. Wziął masło i posmarował masłem tosty - Więc, kiedy wstałeś? - zapytał z ciekawością Louis.
- Około pół godziny temu - odpowiedział Zayn.
Louis chwycił talerze i podszedł do Zayna, który położył jajka i bekon na każdym z talerzy. Szatyn zaniósł talerze do stołu, podczas gdy Zayn wyłączał kuchenkę. Podszedł i usiadł obok Louisa i zaczęli jeść.
- To jest naprawdę dobre! - krzyknął Louis - Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego nie jesteś tutaj częściej?
Zayn się zaśmiał - Nie mam pojęcia - powiedział - Jakie są Twoje plany na dzisiaj?
- Nie jestem zbyt pewny, tak właściwie. Jednak później muszę iść do pracy - odparł Louis.
- Tak pamiętam mówiłeś, że o piątej prawda? - zapytał Zayn.
- Mhm. Więc nie mam pojęcia, co robić aż do tego czasu.
- Ja też nie, ale mam pracę o 3:30 - zachichotał Zayn.
- Jestem pewny, że będziemy oglądać telewizję i pójdziemy na zakupy - oznajmił Louis.
Zauważył parę, która wylatywała z czajnika, więc wstał i zdjął go z ognia. Wyciągnął dwa kubki i herbatę. Nalał wody do kubków, a następnie umieścił w nich herbaty, zanim wziął cukier do herbaty dla Zayna i przyniósł wszystko do stołu.
- Dzięki Lou - powiedział Zayn, dając mu buziaka w policzek. Louis uśmiechnął się do niego biorąc łyk herbaty.
Śniadanie skończyli w milczeniu. Louis zebrał naczynia i zaniósł je do zlewu. Zayn stanął koło niego i złapał ścierkę, aby mógł rozpocząć wycieranie naczyń, odstawiając je gdy skończył.
Zayn odwrócił się twarzą do Louisa, który stał za Zaynem. Po prostu patrzeli na siebie w milczeniu, zanim Louis nie podszedł do Zayna, owijając swoje ramiona wokół większego chłopca, trzymając go w uścisku.
- Dziękuję - wymamrotał do szyi Zayna.Naprawdę nie wiem, co bym bez ciebie zrobił - powiedział Louis z łamiącym głosem i łzami w oczach.
- Pewnie będziesz płakać, że nie masz przyjaciół - Louis słabo uderzył go w ramię - Dla ciebie zrobię wszystko Lou. Powinieneś wiedzieć, że jesteś jednym z moich najlepszych przyjaciół. Kocham Cię Lou - oznajmił Zayn, owijając mocniej ramiona wokół Louisa.
- Ja tez cię kocham Zayn. Naprawdę jestem ci wdzięczny za wszystko, co dla mnie robisz. Wiem, że prawdopodobnie słowa to za mało, ale naprawdę jestem. Ty i reszta chłopaków. Być może zaproszę ich dzisiaj - powiedział Louis.
Przytulił się do szyi Zayna i w niego oddychał. Po prostu stali tak przez chwilę, przytulając się do siebie. Louis pocałować szyję Zayna i mówił dalej.
- Dziękuję - wyszeptał.
- Proszę bardzo Lou - powiedział Zayn - TO co dzwonimy do chłopaków? - zaproponował czarnowłosy. Louis skinął głową i poszedł po swój telefon.
- Och, możesz pożyczyć jakieś ciuchy jeśli chcesz - krzyknął Louis z korytarza. W końcu Zayn był jeszcze w bieliźnie.
Zayn poszedł za nim do pokoju - Dzięki Lou - powiedział, podchodząc do jego kredensu i wyciągając jakieś spodnie dresowe t-shirt. Założył ubrania, a następnie usiadł na łóżku Louisa.
Louis usiadł w siadzie skrzyżnym, sięgnął telefon i jako pierwszego wybrał numer Nialla. Odebrał po drugim sygnale.
- Louis! Hej kolego! Dawno nie rozmawialiśmy. Coś się dzieje? - zapytał Niall.
- Hej, tak, wiem. Ehm...Nie wiele. Po prostu zastanawiam się, czy nie zechciałbyś przyjsć.
- Tak pewnie. Pozostali chłopcy też będą? - zapytał.
- Tak. Zadzwonię jeszcze do Liama, bo Zayn już tu jest - powiedział Louis
- Ach., dobrze. To porozmawiaj z Liam'em i powiedz mi, czy on przyjdzie. To wezmę go po drodze - oznajmił blondyn.
- Tak zrobię kolego. Do zobaczenia wkrótce, cześć Nialler.
- Cześć Lou - odpowiedział Niall, po czym Louis odłożył telefon.
- Niall przychodzi. Zadzwonię jeszcze do Liama -powiedział Louis do Zayna.
Zayn skinął głową i upadł z powrotem na łóżko, przesuwając się tak, że leżał teraz głową na kolanach szatyna. Louis głaskał palcami włosy Zayna ułożone w quiffa. Lubił swoje włosy, w każdym razie. Wykręcił numer Liama, czekając trochę dłużej aż odbierze.
- Dobry Louis - powiedział.
- Hej Li. Co dzisiaj robisz?
- Nic tak naprawdę. Dlaczego pytasz? Coś się dzieję? -zapytał Liam.
- Po prostu zastanawiam się, czy zechciałbyś przyjść. Chłopcy będą i Niall powiedział, że weźmie ciebie po drodze - powiedział Louis.
- O tak. Pewnie! Brzmi świetnie - Louis usłyszał śmiech w jego głosie. Liam był naprawdę serdeczną osobą. Był jedną z najsłodszych osób, jakie w życiu spotkałem.
- Dobra, napisz do Nialla i powiedz mu, że idziesz. Należy zadzwonić, do niego i zapytać się o której po ciebie będzie - oznajmił Louis.
- Tak zrobię. Do zobaczenia stary.
- Cześć Li - powiedział i odłożył telefon.
Spojrzał na Zayna, który miał zamknięte oczy i uśmiech na twarzy. Louis nadal głaskał jego włosy, drapiąc go często. Dostał wiadomość od Nialla, która mówiła, że jedzie po Liama.
Położył się na łóżku zamykając oczy - Już jadą. Powinni wkrótce przyjechać - poinformował Louis Zayna.
- Okey - powiedział Zayn. Jego głos bardzo złagodniał. To było miłe leżeć, tak z przyjacielem. Żaden z nich nie wiedział jak długo tak leżeli, ale zanim się zorientowali, usłyszeli Nialla i Liama przy drzwiach.
- Już jesteśmy! - krzyknął Niall.
Louis jęknął - Tutaj! - odkrzyknął.
Niall i Liam go usłyszeli, a Louis podniósł wzrok, aby zobaczyć ich stojących w drzwiach z uśmiechami na obu twarzach.
- Czy naprawdę przytulacie się bez nas?- zapytał Niall - Jestem obrażony - Jęknął. Rzucił się na łóżko i położył się obok Zayna, kładąc głowę na brzuchu Louisa. A Zayna objął ramieniem - Idziesz Li? - zapytał.
- Tak, tak. Zróbcie trochę miejsca - zaśmiał się. Obszedł łóżko i położył się obok Louisa, kładąc głowę na jego piersi, a rękę obok głowy Nialla.
- Więc co? Teraz dla każdego jestem poduszką?! - krzyknął.
- Tak - wszyscy powiedzieli chórem, a Louis wypuścił zirytowany oddech, ale owinął rękę wokół Liama.
Liam przerwał milczenie - To co robimy dalej?
- No cóż, miałem iść po artykuły spożywcze - powiedział Louis.
Po chwili Niall mu przerwał - Wchodzę w to - na co każdy zachichotał - No co? Lubię jedzenie, dobra? A teraz mogę wybrać sobie jedzenie do mieszkania Louisa.
- No cóż, myślę, że pójdziemy kupić jedzenie. Gdy wrócimy, to obejrzymy jakiś film czy coś. Ale o 3:30 muszę być w pracy - powiedział Zayn.
- Ach tak. Doktor Malik, trzeba się się zapisywać rano - zażartował Niall.
- Jestem asystentem weterynaryjnym Niall. Nie lekarzem - oznajmił Zayn.
- Tak, tak. To bez różnicy - powiedział Niall, na co Zayn trącił go ramieniem. Leżeli tak przez dwadzieścia minut, zanim Louis spojrzał na zegar, który wyświetlał godzinę 12:04.
- Cóż jeśli pójdziemy, to powinniśmy wrócić szybko - oznajmił.
- Tak w porządku, chodźmy - odpowiedzieli chórem.
Liam wstał z łóżka, po nim Niall, następnie Zayn, a ostatni był Louis, biorąc pod uwagę to, że leżał pod wszystkimi. Wszyscy udali się do salonu, zakładając płaszcze i buty. Louis założył czapkę, bo nie mógł dzisiaj dogadać się z włosami. Wszyscy udali się na parking, do samochodu Louisa. Szatyn i Liam usiedli z przodu, a Niall i Zayn z tyłu. Niall przytulił się do boku Zayna, a jego głowa spoczywała na jego ramieniu. Natomiast ramię Zayna było owinięte wokół blondynka.
Są razem strasznie uroczy. Pomyślał Louis. Szeptali i chichotali do siebie, co było bardzo urocze.
Louis odpalił samochód i ruszyli do sklepu. Kiedy tam dotarli udali się do środka. Niall złapał własny wózek i odjechał, nikt nie wie gdzie.
- Okey, więc muszę...makaron - rozpoczął Louis.
- Jajka, tak trzeba jajka - wtrącił Zayn.
- Mleko, kurczak hmm.. Pewnie jakiegoś tuńczyka, chleb, niektóre owoce, sałata. Uhm... Nie mogę nic więcej sobie przypomnieć - powiedział Louis.
- Wiesz..Trzeba robić listę - oznajmił Liam.
- Tak, w porządku. Następnym razem nie zapomnę mamo - dokuczył Louis.
- Ja tylko mówię... to sprawia, że rzeczy są prostsze - powiedział Liam.
Chodzili po sklepie, zbierając potrzebne rzeczy i wkładając do koszyka. Na Nialla natknęli się koło zamrażarki, mającego lody i skrzydełka z kurczaka w koszyku.
- Niall, po co ci tyle rzeczy w koszyku?! - wykrzyknął Louis.
- Tylko kilka rzeczy... - zaczął.
- Jesteś szalony - powiedział Louis, podnosząc rękę, by poczochrać jego włosy. Blondyn wydął wargi, starając się naprawić swoją fryzurę - Chodź Nialler. Czas iść - oznajmił Louis, posyłając mu uśmiech.
- Dobrze - powiedział Niall, przy czym wydął dolną wargę. Szli do kasy i wyjmując wszystko na taśmę.
- O nie, nie, nie krasnoludku. Sam kupujesz własne rzeczy - powiedział Louis.
- Ugh, w porządku - odparł.
Louis zapłacił i umieścił wszystkie torby z powrotem w koszyku. Niall wyciągnął portfel i zapłacił za swoje rzeczy, również umieszczając je w koszyku Louisa. Szli do samochodu i załadowali do niego artykuły spożywcze. Następnie wsiedli do samochodu i ruszyli do domu Louisa. Każdy pomagał wnosić zakupy, a następnie je rozpakować.
Kiedy skończyli, rzucili się na kanapę. Była już około 1:15 po południu. Louis włączył telewizor, gdzie aktualnie na kanale leciał film o małpach.
- Ktoś ma jakieś specjalne życzenie? - zapytał Louis.
- Straszny Film - powiedział entuzjastycznie Zayn.
- W porządku, tak na pewno - Louis uśmiechnął się.
- Zaynieeee. Nie lubię strasznych filmów - jęknął Niall.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział Zayn, owijając rękę wokół mniejszego chłopca. Louis wstał z kanapy i podszedł do szafki, w której znajdywały się wszystkie filmy. Przyjrzał się swojej kolekcji, skupiając wzrok, tylko na jednym. Wyciągnął go z półki.
- Teksańska masakra piłą mechaniczną, może być? -zapytał szatyn.
- Tak. Brzmi dobrze Lou.
Louis umieścił ten film w odtwarzaczu i chwycił pilota, następnie wcisnął się obok Liama na kanapie. Zayn siedział po drugiej stronie Liama, a Niall obok Zayna. Gdy film się zaczął Niall ukrył twarz w ramieniu Zayna. Gdy film dalej leciał, Niall miał połączone palce z dłonią Zayna i skakał za każdym razem, gdy coś się działo. Louis miał teraz miskę popcornu na kolanach, którym dzielił się razem z Liamem. Byli zupełnie pogrążeni w filmie, czasami skacząc i krzycząc. Zayn miał Nialla do połowy na swoich kolanach, który trząsł się jak osioł. Jęknął do szyi Zayna, próbując przesunąć się do niego bliżej. Czarnowłosy chłopak miał ręce zawinięte wokół blondynka, trzymając go blisko swojego ciała. Louis na nich spojrzał, po czym się uśmiechnął. Wiedział, że Zayn lubił Nialla i na odwrót, ale oboje byli zbyt naiwni, by zrobić coś w tym kierunku. Następnie Louis sam specjalnie dla Zayna wybrał ten film, by mógł przytulić się do Nialla. Uroczy mały gnojek. Film zakończył się pół godziny później, około 2:30. Louis i Liam wstali z kanapy i poszli do kuchni.
Zayn przesuwał rękę, w górę i dół pleców Nialla - Ni, film już się skończył skarbie - zagruchał mu do ucha.
Niall podniósł głowę i spojrzał na Zayna. Zerknął w dół na jego usta, a następnie w jego oczy. Oblizał wargi patrząc w oczy Zayna, który śledził każdy jego ruch. Spojrzał w górę, aby zobaczyć Nialla patrzącego na niego uważnie, posyłającego mu pytające spojrzenie.
Powoli przybliżył się do chudego i oboje zamknęli oczy, zanim ich usta się spotkały. Pocałunek był niezdecydowany, a zarazem delikatny, ale potem Zayn pogłębił pocałunek. Niall przeniósł się na biodra Zayna, i polizałem językiem jego wargę. Ręce owinął wokół szyi Zayna, a Zayn owinął swoje wokół jego talii. Zayn otworzył usta po czym ich języki się spotkały. To było jakby przez ich organizmy przeszedł jakiś prąd elektryczny. Louis i Liam weszli do pokoju, ale się zatrzymali.
- Nareszcie- szepnął Liam.
- Tak wiem, prawda? - zapytał Louis. Wydaje mu się, że powiedział to zbyt głośno, bo Niall odskoczył od Zayna, nadal siedząc na jego kolanach. Louis wybuchł śmiechem i wyszedł z Liamem do innego pokoju.
- Cześć.
- Hej - powiedział Zayn, po czym rumieniec pojawił się na jego policzku. Niall do niego się uśmiechnął.
- Więc..co teraz będzie? - Zapytał niepewnie Niall.
- Cóż...Uhm..Naprawdę bardzo cie lubię - powiedział Zayn - I nie miałbym nic przeciwko, gdybyś w tym z stylu, został moim chłopakiem? - Bardziej zapytał niż powiedział, na co Niall zamrugał.
- Mówisz poważnie? - zapytał, z uśmiechem na twarzy.
- Eee..Tak..Nie, to było głupie. Prawdopodobnie ty mnie nawet tak nie lubisz. Co ja ..- został uciszony przez miękkie usta Nialla.
- Chciałbym, Zayniekiens - wymamrotał Niall w jego usta.
- Naprawdę? Mówisz na serio? - zapytał Zayn, który był teraz w rodzaju szoku.
- Tak, ty durniu - powiedział Niall, całując Zayna w czubek nosa.
- Czy jest już bezpiecznie i możemy przyjść? - krzyknął Louis z kuchni.
- Tak - odkrzyknął Zayn. Louis wszedł z ogromną miską jedzenia z uśmiechem na twarzy.
- Kurwa, w końcu - oznajmił.
- Tak, to jest ten czas - powiedział Liam, który wyszedł zza Louisa.
Niall i Zayn spojrzeli na siebie, a następnie spojrzeli na dwóch chłopaków stojących za kanapą.
- Co masz na myśli? - zapytał Irlandzki akcent.
- To znaczy, dwie tęsknoty są ze sobą na zawsze. Chodzi o to, że nadszedł ten czas, że jesteście razem. Bo jesteście razem, prawda? - zapytał Louis. Spojrzeli na siebie, a potem z powrotem na Louisa.
- Tak- powiedzieli razem, a lekkie rumieńce pojawiły się na ich policzkach.
- Yay! - krzyknął Louis. Zaczął biec na kanapę i skoczył na Nialla i Zayna.
- Louis! Zejdź. Jesteś ciężki - skarżył się Niall.
Louis zaczął szydzić - Niall James jestem na ciebie obrażony. Nie jestem, aż taki gruby.
- Bez tłuszczu, idiota. Po prostu wskoczyłeś na mnie i nie mogłem oddychać - odpowiedział Niall.
- Tak, tak. Pewnie, że nie - powiedział Louis. Zszedł z nich usiadł na drugiej poduszce.
Zayn spojrzał na Nialla - Muszę już iść do pracy.
Niall spojrzał się na niego i skrzyżował ramiona na piersi - Ale jest mi wygodnie. Oznajmił i zaczął się kręcić na kolanach Zayna, by bliżej się przybliżyć.
- Kochanie, nie mogę dłużej zostać. Po prostu... Nie rób tego ponownie - powiedział Zayn.
-Co? Och, to? - zapytał Niall.Zaczął kręcić biodrami dookoła , naciskając na krocze Zayna.
- Niall- jęknął Zayn, była to mieszanka ostrzeżenia i jęku.
- Czy wy wiecie, że siedzę obok was nawet nie dwa metry? Wiecie, o tym prawda? - zapytał Louis.
- Przepraszam Lou - powiedzieli obaj jednocześnie. Niall zszedł z kolan Zayna, i usiadł na poduszce obok. Ułożył kolana na oparciu kanapy, a głowę na kolanach Zayna. Czarnowłosy spojrzał na niego, z tym co można określić jako adorację jego świata.
Liam siedział w pokoju przylegając do oparcia kanapy. Po prostu siedzieli tam chwilę, rozmawiając o wszystkim co przyszło im do głowy. O 3:15 Zayn wstał, bo musiał już iść do pracy.
Louis wstał i uścisnął Zayna - Kocham Cię , Z. Dziękuję za wszystko. Poważnie. Jestem twoim dłużnikiem - pocałował go w policzek i usiadł z powrotem.
Zayn podszedł do Liama i go przytulił - Cześć, Zayn, kocham cię - przyciągnął go bliżej za szyję i wyszeptał mu do ucha - Bądź dla niego dobry i traktuj go dobrze. Może tego nie widać, ale on jest bardzo kruchy.
- Ja chcę Li. Wiesz, że tak będzie - szepnął Zayn. Pocałował go w czubek głowy, a następnie podszedł do Nialla.
- Odprowadzę cię - oznajmił.
Zayn szeroko się uśmiechnął i skinął głową. Podszedł do drzwi i zdjął swój płaszcz z wieszaka. Odwrócił się i złapał Nialla za rękę i wyszli, nie krzycząc na pożegnanie.
Kiedy dotarli do samochodu mulata, Zayn spojrzał na Nialla. Wyciągnął rękę i pogłaskał go po policzku. Niall się pochylił i złożył czuły pocałunek na ustach Zayna. Mulat zjechał ręką w dół, zatrzymując się na niewielkim pasie Nialla. Delikatnie pchnął go na samochód, stając między jego nogami. Poruszał biodrami co wywołało jęk z ust Nialla. Zayn wepchnął język do ust Nialla i złączył ze sobą ich języki. Odsunął się i oparł czoło, o czoło Nialla. Chłopak miał zamknięte oczy i miał błogi wyraz twarzy. Blondyn pocałował go w policzek i pociągnął do do tyłu, patrząc na swojego chłopaka. Niall spojrzał niego, a on pocałował go w policzek.
Pochylił się do jego ucha i szepnął - Lepiej się pośpiesz, doktorze Malik. Nie chcę byś się spóźnił - szepnął Niall do jego ucha, zanim się od niego odsunął.
Na policzkach Zayna, pojawił się lekki rumieniec - Nie jestem lekarzem -oznajmił.
- Wiem, ale to jest zabawne do ciebie dzwonić i mówić, że - powiedział z uśmieszkiem.
- Muszę już iść. Do zobaczenia wkrótce Nialler - powiedział i cmoknął niższego chłopca w usta i otworzył drzwi od samochodu.
- Cześć Zaynie - powiedział Niall z uśmiechem na ustach.
Zayn zamknął drzwi i uruchomił silnik. Gdy Zayn już pojechał, Niall ruszył z powrotem do mieszkania. Wszedł do środka i zamknął drzwi opierając się o nie plecami.
- Co tak długo, kochasiu? - dokuczył mu Louis. Robiąc odgłosy całusów, powodując tym rumieńce na policzkach blondynka.
- Dobra, dosyć Lou. Nie psoć się biednemu chłopcu - skarcił go Liam, który siedział z nogami opartymi na stoliku do kawy. Niall podszedł do kanapy i usiadł obok Louisa, który oglądał powtórkę gotowania w telewizji. Żołądek Nialla zaburczał na myśl o żywności.
- Czy ma ktoś ochotę na obiad? - zapytał.
- Oczywiście, że tak- odpowiedzieli Liam z Louisem.
- Pójdę zobaczyć co masz Lou - oznajmił Niall.
Wstał i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę, ale nie było tam za wiele. Zajrzał do zamrażarki i zauważył zamrożone frytki, które kupił wcześniej. Widział też piersi z kurczaka.
- Czy piersi z kurczaka i frytki, będą dobre?! - krzyknął.
- Tak - odpowiedzieli chłopaki z salonu.
Umieścił elementy na blacie i wyciągnął tace. Podgrzał piekarnik i włożył trochę piersi z kurczaka i frytki na tace. Gdy piec się nagrzał włożył tacę i ustawił czas. Postawił wszystko, zanim udał się z powrotem do salonu.
- Za około 15 minut powinno być gotowe - oznajmił.
- Okay - odparł Louis.
- Brzmi dobrze- powiedział Liam.
Niall usiadł na kanapie i zwrócił uwagę na telewizor. Leciała rodzina Kardashianów. Siedzieli w trójkę i po prostu oglądali, aż nie zadzwonił czasomierz.
- Yay, jedzenie!- krzyknął Niall i wstał kanapy biegnąc do kuchni. Liam się zaśmiał i poszedł razem z nim. Louis wstał jako ostatni i ruszył do kuchni. Niall wyciągnął tacę z piekarnika i postawił go na kuchence do ostygnięcia. Louis wyjął talerze, a Liam sięgnął ketchup. Każdy wziął swój talerz, nałożyli sobie jedzenie i usiedli przy stole jedząc.
- Dziękuję, Niall - powiedział Liam.
- Tak, dzięki Ni - uśmiechnął się Louis do chłopca. Niall przytaknął na potwierdzenie, ponieważ miał jedzenie w ustach.
Skończyli jeść dość szybko. Kiedy skończyli, wszyscy wzięli się za czyszczenie naczyń. Liam mył, Louis wycierał, a Niall odkładał na miejsce. Robili to do 04:15.
- No chłopaki, nienawidzę być niemiły, ale muszę zacząć trochę szykować się do pracy - oznajmił Louis.
- Więc, chyba my już pójdziemy - powiedział Niall- Chodź Ni- blondyn podszedł do Louisa, który stał oparty o kuchenkę. Objął go i pocałował go w czoło - Cześć, Lou. Kocham cię.
Następnie podszedł do niego Liam i przyciągnął go do mocnego uścisku i pocałował go w czubek głowy - Do zobaczenia, wkrótce Louis- powiedział do włosów Louisa. Puścił mniejszego chłopca, uśmiechając się przy tym do niego, po czym ruszył do drzwi.
- Cześć chłopaki! - krzyknął Louis za nimi. Niall uśmiechnął się do niego i zamknął drzwi.
Witam Was z czwartym rozdziałem. Dodaję go prędzej niż poprzednie, bo w tym tygodniu miałam o wiele więcej wolnego czasu. Tak jak widzicie pojawił nam się Ziall! Pewnie zastanawiacie się, kiedy pojawi się nasz Haroldzik. Jeśli trochę Wam to w tym pomoże, to pojawi się naprawdę niedługo, kiedy nie powiem, bo nie będzie niespodzianki.
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, które zmotywowały mnie do szybkiego tłumaczenia. Następny rozdział pojawi się 25.06 ,po którym może pojawi się szósty, może 29.06, w którym zamieszczę pewną informację. Kocham Was, do następnego xx
- Dobry, Lou. Masz ochotę na tosty? - zapytał Zayn.
- Tak, pewnie - powiedział Louis, a jego głos nadal był ochrypły ze snu. Podszedł do szafy i wyjął kilka talerzy, przed pójściem do tostera i umieszczeniu tostów na talerzu. Wziął masło i posmarował masłem tosty - Więc, kiedy wstałeś? - zapytał z ciekawością Louis.
- Około pół godziny temu - odpowiedział Zayn.
Louis chwycił talerze i podszedł do Zayna, który położył jajka i bekon na każdym z talerzy. Szatyn zaniósł talerze do stołu, podczas gdy Zayn wyłączał kuchenkę. Podszedł i usiadł obok Louisa i zaczęli jeść.
- To jest naprawdę dobre! - krzyknął Louis - Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego nie jesteś tutaj częściej?
Zayn się zaśmiał - Nie mam pojęcia - powiedział - Jakie są Twoje plany na dzisiaj?
- Nie jestem zbyt pewny, tak właściwie. Jednak później muszę iść do pracy - odparł Louis.
- Tak pamiętam mówiłeś, że o piątej prawda? - zapytał Zayn.
- Mhm. Więc nie mam pojęcia, co robić aż do tego czasu.
- Ja też nie, ale mam pracę o 3:30 - zachichotał Zayn.
- Jestem pewny, że będziemy oglądać telewizję i pójdziemy na zakupy - oznajmił Louis.
Zauważył parę, która wylatywała z czajnika, więc wstał i zdjął go z ognia. Wyciągnął dwa kubki i herbatę. Nalał wody do kubków, a następnie umieścił w nich herbaty, zanim wziął cukier do herbaty dla Zayna i przyniósł wszystko do stołu.
- Dzięki Lou - powiedział Zayn, dając mu buziaka w policzek. Louis uśmiechnął się do niego biorąc łyk herbaty.
Śniadanie skończyli w milczeniu. Louis zebrał naczynia i zaniósł je do zlewu. Zayn stanął koło niego i złapał ścierkę, aby mógł rozpocząć wycieranie naczyń, odstawiając je gdy skończył.
Zayn odwrócił się twarzą do Louisa, który stał za Zaynem. Po prostu patrzeli na siebie w milczeniu, zanim Louis nie podszedł do Zayna, owijając swoje ramiona wokół większego chłopca, trzymając go w uścisku.
- Dziękuję - wymamrotał do szyi Zayna.Naprawdę nie wiem, co bym bez ciebie zrobił - powiedział Louis z łamiącym głosem i łzami w oczach.
- Pewnie będziesz płakać, że nie masz przyjaciół - Louis słabo uderzył go w ramię - Dla ciebie zrobię wszystko Lou. Powinieneś wiedzieć, że jesteś jednym z moich najlepszych przyjaciół. Kocham Cię Lou - oznajmił Zayn, owijając mocniej ramiona wokół Louisa.
- Ja tez cię kocham Zayn. Naprawdę jestem ci wdzięczny za wszystko, co dla mnie robisz. Wiem, że prawdopodobnie słowa to za mało, ale naprawdę jestem. Ty i reszta chłopaków. Być może zaproszę ich dzisiaj - powiedział Louis.
Przytulił się do szyi Zayna i w niego oddychał. Po prostu stali tak przez chwilę, przytulając się do siebie. Louis pocałować szyję Zayna i mówił dalej.
- Dziękuję - wyszeptał.
- Proszę bardzo Lou - powiedział Zayn - TO co dzwonimy do chłopaków? - zaproponował czarnowłosy. Louis skinął głową i poszedł po swój telefon.
- Och, możesz pożyczyć jakieś ciuchy jeśli chcesz - krzyknął Louis z korytarza. W końcu Zayn był jeszcze w bieliźnie.
Zayn poszedł za nim do pokoju - Dzięki Lou - powiedział, podchodząc do jego kredensu i wyciągając jakieś spodnie dresowe t-shirt. Założył ubrania, a następnie usiadł na łóżku Louisa.
Louis usiadł w siadzie skrzyżnym, sięgnął telefon i jako pierwszego wybrał numer Nialla. Odebrał po drugim sygnale.
- Louis! Hej kolego! Dawno nie rozmawialiśmy. Coś się dzieje? - zapytał Niall.
- Hej, tak, wiem. Ehm...Nie wiele. Po prostu zastanawiam się, czy nie zechciałbyś przyjsć.
- Tak pewnie. Pozostali chłopcy też będą? - zapytał.
- Tak. Zadzwonię jeszcze do Liama, bo Zayn już tu jest - powiedział Louis
- Ach., dobrze. To porozmawiaj z Liam'em i powiedz mi, czy on przyjdzie. To wezmę go po drodze - oznajmił blondyn.
- Tak zrobię kolego. Do zobaczenia wkrótce, cześć Nialler.
- Cześć Lou - odpowiedział Niall, po czym Louis odłożył telefon.
- Niall przychodzi. Zadzwonię jeszcze do Liama -powiedział Louis do Zayna.
Zayn skinął głową i upadł z powrotem na łóżko, przesuwając się tak, że leżał teraz głową na kolanach szatyna. Louis głaskał palcami włosy Zayna ułożone w quiffa. Lubił swoje włosy, w każdym razie. Wykręcił numer Liama, czekając trochę dłużej aż odbierze.
- Dobry Louis - powiedział.
- Hej Li. Co dzisiaj robisz?
- Nic tak naprawdę. Dlaczego pytasz? Coś się dzieję? -zapytał Liam.
- Po prostu zastanawiam się, czy zechciałbyś przyjść. Chłopcy będą i Niall powiedział, że weźmie ciebie po drodze - powiedział Louis.
- O tak. Pewnie! Brzmi świetnie - Louis usłyszał śmiech w jego głosie. Liam był naprawdę serdeczną osobą. Był jedną z najsłodszych osób, jakie w życiu spotkałem.
- Dobra, napisz do Nialla i powiedz mu, że idziesz. Należy zadzwonić, do niego i zapytać się o której po ciebie będzie - oznajmił Louis.
- Tak zrobię. Do zobaczenia stary.
- Cześć Li - powiedział i odłożył telefon.
Spojrzał na Zayna, który miał zamknięte oczy i uśmiech na twarzy. Louis nadal głaskał jego włosy, drapiąc go często. Dostał wiadomość od Nialla, która mówiła, że jedzie po Liama.
Położył się na łóżku zamykając oczy - Już jadą. Powinni wkrótce przyjechać - poinformował Louis Zayna.
- Okey - powiedział Zayn. Jego głos bardzo złagodniał. To było miłe leżeć, tak z przyjacielem. Żaden z nich nie wiedział jak długo tak leżeli, ale zanim się zorientowali, usłyszeli Nialla i Liama przy drzwiach.
- Już jesteśmy! - krzyknął Niall.
Louis jęknął - Tutaj! - odkrzyknął.
Niall i Liam go usłyszeli, a Louis podniósł wzrok, aby zobaczyć ich stojących w drzwiach z uśmiechami na obu twarzach.
- Czy naprawdę przytulacie się bez nas?- zapytał Niall - Jestem obrażony - Jęknął. Rzucił się na łóżko i położył się obok Zayna, kładąc głowę na brzuchu Louisa. A Zayna objął ramieniem - Idziesz Li? - zapytał.
- Tak, tak. Zróbcie trochę miejsca - zaśmiał się. Obszedł łóżko i położył się obok Louisa, kładąc głowę na jego piersi, a rękę obok głowy Nialla.
- Więc co? Teraz dla każdego jestem poduszką?! - krzyknął.
- Tak - wszyscy powiedzieli chórem, a Louis wypuścił zirytowany oddech, ale owinął rękę wokół Liama.
Liam przerwał milczenie - To co robimy dalej?
- No cóż, miałem iść po artykuły spożywcze - powiedział Louis.
Po chwili Niall mu przerwał - Wchodzę w to - na co każdy zachichotał - No co? Lubię jedzenie, dobra? A teraz mogę wybrać sobie jedzenie do mieszkania Louisa.
- No cóż, myślę, że pójdziemy kupić jedzenie. Gdy wrócimy, to obejrzymy jakiś film czy coś. Ale o 3:30 muszę być w pracy - powiedział Zayn.
- Ach tak. Doktor Malik, trzeba się się zapisywać rano - zażartował Niall.
- Jestem asystentem weterynaryjnym Niall. Nie lekarzem - oznajmił Zayn.
- Tak, tak. To bez różnicy - powiedział Niall, na co Zayn trącił go ramieniem. Leżeli tak przez dwadzieścia minut, zanim Louis spojrzał na zegar, który wyświetlał godzinę 12:04.
- Cóż jeśli pójdziemy, to powinniśmy wrócić szybko - oznajmił.
- Tak w porządku, chodźmy - odpowiedzieli chórem.
Liam wstał z łóżka, po nim Niall, następnie Zayn, a ostatni był Louis, biorąc pod uwagę to, że leżał pod wszystkimi. Wszyscy udali się do salonu, zakładając płaszcze i buty. Louis założył czapkę, bo nie mógł dzisiaj dogadać się z włosami. Wszyscy udali się na parking, do samochodu Louisa. Szatyn i Liam usiedli z przodu, a Niall i Zayn z tyłu. Niall przytulił się do boku Zayna, a jego głowa spoczywała na jego ramieniu. Natomiast ramię Zayna było owinięte wokół blondynka.
Są razem strasznie uroczy. Pomyślał Louis. Szeptali i chichotali do siebie, co było bardzo urocze.
Louis odpalił samochód i ruszyli do sklepu. Kiedy tam dotarli udali się do środka. Niall złapał własny wózek i odjechał, nikt nie wie gdzie.
- Okey, więc muszę...makaron - rozpoczął Louis.
- Jajka, tak trzeba jajka - wtrącił Zayn.
- Mleko, kurczak hmm.. Pewnie jakiegoś tuńczyka, chleb, niektóre owoce, sałata. Uhm... Nie mogę nic więcej sobie przypomnieć - powiedział Louis.
- Wiesz..Trzeba robić listę - oznajmił Liam.
- Tak, w porządku. Następnym razem nie zapomnę mamo - dokuczył Louis.
- Ja tylko mówię... to sprawia, że rzeczy są prostsze - powiedział Liam.
Chodzili po sklepie, zbierając potrzebne rzeczy i wkładając do koszyka. Na Nialla natknęli się koło zamrażarki, mającego lody i skrzydełka z kurczaka w koszyku.
- Niall, po co ci tyle rzeczy w koszyku?! - wykrzyknął Louis.
- Tylko kilka rzeczy... - zaczął.
- Jesteś szalony - powiedział Louis, podnosząc rękę, by poczochrać jego włosy. Blondyn wydął wargi, starając się naprawić swoją fryzurę - Chodź Nialler. Czas iść - oznajmił Louis, posyłając mu uśmiech.
- Dobrze - powiedział Niall, przy czym wydął dolną wargę. Szli do kasy i wyjmując wszystko na taśmę.
- O nie, nie, nie krasnoludku. Sam kupujesz własne rzeczy - powiedział Louis.
- Ugh, w porządku - odparł.
Louis zapłacił i umieścił wszystkie torby z powrotem w koszyku. Niall wyciągnął portfel i zapłacił za swoje rzeczy, również umieszczając je w koszyku Louisa. Szli do samochodu i załadowali do niego artykuły spożywcze. Następnie wsiedli do samochodu i ruszyli do domu Louisa. Każdy pomagał wnosić zakupy, a następnie je rozpakować.
Kiedy skończyli, rzucili się na kanapę. Była już około 1:15 po południu. Louis włączył telewizor, gdzie aktualnie na kanale leciał film o małpach.
- Ktoś ma jakieś specjalne życzenie? - zapytał Louis.
- Straszny Film - powiedział entuzjastycznie Zayn.
- W porządku, tak na pewno - Louis uśmiechnął się.
- Zaynieeee. Nie lubię strasznych filmów - jęknął Niall.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział Zayn, owijając rękę wokół mniejszego chłopca. Louis wstał z kanapy i podszedł do szafki, w której znajdywały się wszystkie filmy. Przyjrzał się swojej kolekcji, skupiając wzrok, tylko na jednym. Wyciągnął go z półki.
- Teksańska masakra piłą mechaniczną, może być? -zapytał szatyn.
- Tak. Brzmi dobrze Lou.
Louis umieścił ten film w odtwarzaczu i chwycił pilota, następnie wcisnął się obok Liama na kanapie. Zayn siedział po drugiej stronie Liama, a Niall obok Zayna. Gdy film się zaczął Niall ukrył twarz w ramieniu Zayna. Gdy film dalej leciał, Niall miał połączone palce z dłonią Zayna i skakał za każdym razem, gdy coś się działo. Louis miał teraz miskę popcornu na kolanach, którym dzielił się razem z Liamem. Byli zupełnie pogrążeni w filmie, czasami skacząc i krzycząc. Zayn miał Nialla do połowy na swoich kolanach, który trząsł się jak osioł. Jęknął do szyi Zayna, próbując przesunąć się do niego bliżej. Czarnowłosy chłopak miał ręce zawinięte wokół blondynka, trzymając go blisko swojego ciała. Louis na nich spojrzał, po czym się uśmiechnął. Wiedział, że Zayn lubił Nialla i na odwrót, ale oboje byli zbyt naiwni, by zrobić coś w tym kierunku. Następnie Louis sam specjalnie dla Zayna wybrał ten film, by mógł przytulić się do Nialla. Uroczy mały gnojek. Film zakończył się pół godziny później, około 2:30. Louis i Liam wstali z kanapy i poszli do kuchni.
Zayn przesuwał rękę, w górę i dół pleców Nialla - Ni, film już się skończył skarbie - zagruchał mu do ucha.
Niall podniósł głowę i spojrzał na Zayna. Zerknął w dół na jego usta, a następnie w jego oczy. Oblizał wargi patrząc w oczy Zayna, który śledził każdy jego ruch. Spojrzał w górę, aby zobaczyć Nialla patrzącego na niego uważnie, posyłającego mu pytające spojrzenie.
Powoli przybliżył się do chudego i oboje zamknęli oczy, zanim ich usta się spotkały. Pocałunek był niezdecydowany, a zarazem delikatny, ale potem Zayn pogłębił pocałunek. Niall przeniósł się na biodra Zayna, i polizałem językiem jego wargę. Ręce owinął wokół szyi Zayna, a Zayn owinął swoje wokół jego talii. Zayn otworzył usta po czym ich języki się spotkały. To było jakby przez ich organizmy przeszedł jakiś prąd elektryczny. Louis i Liam weszli do pokoju, ale się zatrzymali.
- Nareszcie- szepnął Liam.
- Tak wiem, prawda? - zapytał Louis. Wydaje mu się, że powiedział to zbyt głośno, bo Niall odskoczył od Zayna, nadal siedząc na jego kolanach. Louis wybuchł śmiechem i wyszedł z Liamem do innego pokoju.
- Cześć.
- Hej - powiedział Zayn, po czym rumieniec pojawił się na jego policzku. Niall do niego się uśmiechnął.
- Więc..co teraz będzie? - Zapytał niepewnie Niall.
- Cóż...Uhm..Naprawdę bardzo cie lubię - powiedział Zayn - I nie miałbym nic przeciwko, gdybyś w tym z stylu, został moim chłopakiem? - Bardziej zapytał niż powiedział, na co Niall zamrugał.
- Mówisz poważnie? - zapytał, z uśmiechem na twarzy.
- Eee..Tak..Nie, to było głupie. Prawdopodobnie ty mnie nawet tak nie lubisz. Co ja ..- został uciszony przez miękkie usta Nialla.
- Chciałbym, Zayniekiens - wymamrotał Niall w jego usta.
- Naprawdę? Mówisz na serio? - zapytał Zayn, który był teraz w rodzaju szoku.
- Tak, ty durniu - powiedział Niall, całując Zayna w czubek nosa.
- Czy jest już bezpiecznie i możemy przyjść? - krzyknął Louis z kuchni.
- Tak - odkrzyknął Zayn. Louis wszedł z ogromną miską jedzenia z uśmiechem na twarzy.
- Kurwa, w końcu - oznajmił.
- Tak, to jest ten czas - powiedział Liam, który wyszedł zza Louisa.
Niall i Zayn spojrzeli na siebie, a następnie spojrzeli na dwóch chłopaków stojących za kanapą.
- Co masz na myśli? - zapytał Irlandzki akcent.
- To znaczy, dwie tęsknoty są ze sobą na zawsze. Chodzi o to, że nadszedł ten czas, że jesteście razem. Bo jesteście razem, prawda? - zapytał Louis. Spojrzeli na siebie, a potem z powrotem na Louisa.
- Tak- powiedzieli razem, a lekkie rumieńce pojawiły się na ich policzkach.
- Yay! - krzyknął Louis. Zaczął biec na kanapę i skoczył na Nialla i Zayna.
- Louis! Zejdź. Jesteś ciężki - skarżył się Niall.
Louis zaczął szydzić - Niall James jestem na ciebie obrażony. Nie jestem, aż taki gruby.
- Bez tłuszczu, idiota. Po prostu wskoczyłeś na mnie i nie mogłem oddychać - odpowiedział Niall.
- Tak, tak. Pewnie, że nie - powiedział Louis. Zszedł z nich usiadł na drugiej poduszce.
Zayn spojrzał na Nialla - Muszę już iść do pracy.
Niall spojrzał się na niego i skrzyżował ramiona na piersi - Ale jest mi wygodnie. Oznajmił i zaczął się kręcić na kolanach Zayna, by bliżej się przybliżyć.
- Kochanie, nie mogę dłużej zostać. Po prostu... Nie rób tego ponownie - powiedział Zayn.
-Co? Och, to? - zapytał Niall.Zaczął kręcić biodrami dookoła , naciskając na krocze Zayna.
- Niall- jęknął Zayn, była to mieszanka ostrzeżenia i jęku.
- Czy wy wiecie, że siedzę obok was nawet nie dwa metry? Wiecie, o tym prawda? - zapytał Louis.
- Przepraszam Lou - powiedzieli obaj jednocześnie. Niall zszedł z kolan Zayna, i usiadł na poduszce obok. Ułożył kolana na oparciu kanapy, a głowę na kolanach Zayna. Czarnowłosy spojrzał na niego, z tym co można określić jako adorację jego świata.
Liam siedział w pokoju przylegając do oparcia kanapy. Po prostu siedzieli tam chwilę, rozmawiając o wszystkim co przyszło im do głowy. O 3:15 Zayn wstał, bo musiał już iść do pracy.
Louis wstał i uścisnął Zayna - Kocham Cię , Z. Dziękuję za wszystko. Poważnie. Jestem twoim dłużnikiem - pocałował go w policzek i usiadł z powrotem.
Zayn podszedł do Liama i go przytulił - Cześć, Zayn, kocham cię - przyciągnął go bliżej za szyję i wyszeptał mu do ucha - Bądź dla niego dobry i traktuj go dobrze. Może tego nie widać, ale on jest bardzo kruchy.
- Ja chcę Li. Wiesz, że tak będzie - szepnął Zayn. Pocałował go w czubek głowy, a następnie podszedł do Nialla.
- Odprowadzę cię - oznajmił.
Zayn szeroko się uśmiechnął i skinął głową. Podszedł do drzwi i zdjął swój płaszcz z wieszaka. Odwrócił się i złapał Nialla za rękę i wyszli, nie krzycząc na pożegnanie.
Kiedy dotarli do samochodu mulata, Zayn spojrzał na Nialla. Wyciągnął rękę i pogłaskał go po policzku. Niall się pochylił i złożył czuły pocałunek na ustach Zayna. Mulat zjechał ręką w dół, zatrzymując się na niewielkim pasie Nialla. Delikatnie pchnął go na samochód, stając między jego nogami. Poruszał biodrami co wywołało jęk z ust Nialla. Zayn wepchnął język do ust Nialla i złączył ze sobą ich języki. Odsunął się i oparł czoło, o czoło Nialla. Chłopak miał zamknięte oczy i miał błogi wyraz twarzy. Blondyn pocałował go w policzek i pociągnął do do tyłu, patrząc na swojego chłopaka. Niall spojrzał niego, a on pocałował go w policzek.
Pochylił się do jego ucha i szepnął - Lepiej się pośpiesz, doktorze Malik. Nie chcę byś się spóźnił - szepnął Niall do jego ucha, zanim się od niego odsunął.
Na policzkach Zayna, pojawił się lekki rumieniec - Nie jestem lekarzem -oznajmił.
- Wiem, ale to jest zabawne do ciebie dzwonić i mówić, że - powiedział z uśmieszkiem.
- Muszę już iść. Do zobaczenia wkrótce Nialler - powiedział i cmoknął niższego chłopca w usta i otworzył drzwi od samochodu.
- Cześć Zaynie - powiedział Niall z uśmiechem na ustach.
Zayn zamknął drzwi i uruchomił silnik. Gdy Zayn już pojechał, Niall ruszył z powrotem do mieszkania. Wszedł do środka i zamknął drzwi opierając się o nie plecami.
- Co tak długo, kochasiu? - dokuczył mu Louis. Robiąc odgłosy całusów, powodując tym rumieńce na policzkach blondynka.
- Dobra, dosyć Lou. Nie psoć się biednemu chłopcu - skarcił go Liam, który siedział z nogami opartymi na stoliku do kawy. Niall podszedł do kanapy i usiadł obok Louisa, który oglądał powtórkę gotowania w telewizji. Żołądek Nialla zaburczał na myśl o żywności.
- Czy ma ktoś ochotę na obiad? - zapytał.
- Oczywiście, że tak- odpowiedzieli Liam z Louisem.
- Pójdę zobaczyć co masz Lou - oznajmił Niall.
Wstał i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę, ale nie było tam za wiele. Zajrzał do zamrażarki i zauważył zamrożone frytki, które kupił wcześniej. Widział też piersi z kurczaka.
- Czy piersi z kurczaka i frytki, będą dobre?! - krzyknął.
- Tak - odpowiedzieli chłopaki z salonu.
Umieścił elementy na blacie i wyciągnął tace. Podgrzał piekarnik i włożył trochę piersi z kurczaka i frytki na tace. Gdy piec się nagrzał włożył tacę i ustawił czas. Postawił wszystko, zanim udał się z powrotem do salonu.
- Za około 15 minut powinno być gotowe - oznajmił.
- Okay - odparł Louis.
- Brzmi dobrze- powiedział Liam.
Niall usiadł na kanapie i zwrócił uwagę na telewizor. Leciała rodzina Kardashianów. Siedzieli w trójkę i po prostu oglądali, aż nie zadzwonił czasomierz.
- Yay, jedzenie!- krzyknął Niall i wstał kanapy biegnąc do kuchni. Liam się zaśmiał i poszedł razem z nim. Louis wstał jako ostatni i ruszył do kuchni. Niall wyciągnął tacę z piekarnika i postawił go na kuchence do ostygnięcia. Louis wyjął talerze, a Liam sięgnął ketchup. Każdy wziął swój talerz, nałożyli sobie jedzenie i usiedli przy stole jedząc.
- Dziękuję, Niall - powiedział Liam.
- Tak, dzięki Ni - uśmiechnął się Louis do chłopca. Niall przytaknął na potwierdzenie, ponieważ miał jedzenie w ustach.
Skończyli jeść dość szybko. Kiedy skończyli, wszyscy wzięli się za czyszczenie naczyń. Liam mył, Louis wycierał, a Niall odkładał na miejsce. Robili to do 04:15.
- No chłopaki, nienawidzę być niemiły, ale muszę zacząć trochę szykować się do pracy - oznajmił Louis.
- Więc, chyba my już pójdziemy - powiedział Niall- Chodź Ni- blondyn podszedł do Louisa, który stał oparty o kuchenkę. Objął go i pocałował go w czoło - Cześć, Lou. Kocham cię.
Następnie podszedł do niego Liam i przyciągnął go do mocnego uścisku i pocałował go w czubek głowy - Do zobaczenia, wkrótce Louis- powiedział do włosów Louisa. Puścił mniejszego chłopca, uśmiechając się przy tym do niego, po czym ruszył do drzwi.
- Cześć chłopaki! - krzyknął Louis za nimi. Niall uśmiechnął się do niego i zamknął drzwi.
Witam Was z czwartym rozdziałem. Dodaję go prędzej niż poprzednie, bo w tym tygodniu miałam o wiele więcej wolnego czasu. Tak jak widzicie pojawił nam się Ziall! Pewnie zastanawiacie się, kiedy pojawi się nasz Haroldzik. Jeśli trochę Wam to w tym pomoże, to pojawi się naprawdę niedługo, kiedy nie powiem, bo nie będzie niespodzianki.
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, które zmotywowały mnie do szybkiego tłumaczenia. Następny rozdział pojawi się 25.06 ,po którym może pojawi się szósty, może 29.06, w którym zamieszczę pewną informację. Kocham Was, do następnego xx
niedziela, 15 czerwca 2014
Rozdział 3 : Gdzie ty jesteś? Bardzo tęsknie
Louis obudził się pół godziny później, bo musiał skorzystać z toalety. Wyczołgał się z łóżka i ruszył do łazienki. Gdy tam dotarł, zobaczył ubrania Harry'ego leżące na ziemi, zwrócił wagę, że nie ma beanie, ale nie myślał teraz o tym..
Uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie o szczęśliwych kręconych włosach, jakie miał przez niego uratowany chłopak. Poszedł do łazienki i umył ręce, po czym wrócił do pokoju.
Louis zatrzymał się w drzwiach. Harry'ego nie było w łóżku.Rozejrzał się po pokoju, następnie po wolnym pokoju, który też był pusty. Zajrzał do wszystkich szaf, al nic tam nie znalazł. Pobiegł do salonu z nadzieją, że znajdzie chłopaka na kanapie lub w fotelu. Kiedy go nie obaczył, zajrzał do kuchni, w której była jego ostatnia nadzieja. Jednak staną z twarzą w twarz z pustym pomieszczeniem.
Pobiegł do swojego pokoju, założył buty, a następnie rzucił się do drzwi, chwytając po drodze płaszcz.
****
Zimnie powietrze uderzyło Harry'ego jak tona cegieł. Zadrżał, a dreszcz przeszedł przez jego ciało. Zszedł po schodach i wyszedł na mroźną noc.
Poszedł krok w lewo od chodnika, chodził tak przez chwilę, aż znalazł alejki. Uznał to za dość odpowiednie miejsce na tę noc i skulił się za śmietnikiem.
Nawet przez rażący zapach śmieci, mógł poczuć coś innego, coś o wiele bardziej przyjemnego. Potem to w niego uderzyło. Wciąż miał na sobie ubrania Louisa, które pachniały w rzeczywistości jak sam Louis.
Wydał z siebie głębokie westchnienie, myśląc o wydarzeniach z nocy, które były w jego głowie. Louis był dla niego tak miły. Dbał o niego i pocieszał, a przede wszystkim go kochał, i to było coś, czego nikt nigdy nie zrobił dla Harry'ego. I teraz wyrzucił to wszystko precz. Ale to nie miało dla niego znaczenia. Był gotów poświęcić swój komfort i poczucie należności tak długo, by tylko nie obciążając Louisa.
Wyciągnął ręce z rękawów ze swetra Louisa i objął się ramionami celu poszerzenia ciepła. W końcu zapadł w sen.
****
Louis pobiegł ścieżką od swojego kompleksowego apartamentu, patrząc w lewo a następnie w prawo, mając nadzieję, że nie był zbyt daleko w tyle za Harrym. Zdecydował się iść w prawo i ruszył w kierunku lokalnego parku. Gdy tam dotarł udał się w głąb, szukając w krzakach, oraz za każdym drzewem. Jednak nigdzie nie mógł znaleźć Harry'ego.
Chodząc przez zimną noc, skierował się w stronę miasta. Kiedy dotarł najpierw na obrzeża zaczął wchodzić w alejki i w każdą ulicę. Nie wymyślił niczego, więc udał się w stronę centrum miasta, w odległości drogi, którą widział.
Wkrótce uświadomił sobie, że nie wie która jest godzina. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął telefon, ale nic tam nie znalazł, co sprawiło, że wydał z siebie jęk. Nie było dobrze. Nie mogę uwierzyć, że na to pozwoliłem. Pomyślał.
Louis był już zmęczony. Nie wiedział jaka jest dokładnie teraz godzina, ale teraz musiało być około 5:30. Szedł przez miasto, aż dotarł do centrum. Patrzał w górę i w dół na każdej ulicy, ale nigdzie nie znalazł chłopaka w lokach.
Ruszył do domu, bo był zbyt zmęczony, żeby funkcjonować. Dzięki Bogu, że to sobota, przynajmniej nie muszę iść dzisiaj do pracy. Pomyślał.
Poszedł w górę swojego mieszkania i otworzył drzwi. Przeszedł przez przedpokój i rzucił się na kanapę, pozwalając sobie wyprzedzić swoje myśli.
Tak wiele pytań krążyło mu w umyśle. Dlaczego Harry odszedł? Czy jest bezpieczny? Czy poszedł w mróz w swetrze i butach? Co zrobi, jeśli ktoś go znalazł? Co jeśli on nie żyje?
Louis poczuł łzy w swoich oczach, które po chwili zaczęły spływać po jego policzkach. Mam nadzieję, że nic mu nie jest. To była jego ostatnia myśl, jaka przyszła mu do głowy.
Zwinął się w kłębek i zaczął płakać do póki nie zasnął, gdy słońce zaczęło się wkradać w ciemno.
*
Kiedy Louis się obudził słońce wpadało przez jego okna. Zamrugał kilka razy, próbując dostosować się do światła. Leżał naprawdę niewygodnie tak, że leżał na zgięciu szyi, a następnie zobaczył, że jest na kanapie.
Jego oczy znów zaczęły łzawić, wargi drżeć, co starał się powstrzymać. Wypuścił szloch, a jego łzy spływały swobodnie, a ciało zaczęło się trząść. Podciągnął kolana do piersi i oparł między nimi głowę, myśląc o Harry'm. Jego myśli przerwało pukanie do drzwi.
- Harry?! - krzyknął. Podniósł się z miejsca, gdzie siedział i podbiegł do drzwi, wycierając oczy przed otwarciem - Harry? - powiedział. Smutny otworzył drzwi i przez nie wyjrzał.
- Nie..Uh..Zayn, właściwie - oznajmił Zayn ze śmiechem - Więc, kto to jest Harry?- zapytał z uśmiechem. Ale jego uśmiech opadł, kiedy podszedł bliżej Louisa. Jego oczy były spuchnięte i czerwone, jakby ciągle płakał i ciemne kręgi pod oczami,jakby wcale nie spał - Ug kolego. wszystko w porządku? - zapytał Zayn z troską w głosie.
Louis się odsunął i wpuścił Zayna kręcąc głową, a jego wargi zaczęły drżeć ponownie. Wypuścił szloch i objął się ramionami wokół żołądka. Zayn objął Lousi'a, chowając twarz w jego szyi. Przesuwał ręką w górę i dół jego pleców, by go uspokoić.
- Hej, hej, Lou. Chodź teraz, uspokój się. Co jest nie tak? Chodź, kochanie. Uspokój sie.
- N-niema go- wykrztusił Louis. Szlochając teraz jeszcze bardziej, a jego oddech stał się nierówny.
- Kogo nie ma? Musisz się uspokoić, Lou - Powiedział cicho Zayn - Dlaczego, nie możemy usiąść i możesz mi powiedzieć i spróbujemy na to coś poradzić. Jak to brzmi? Zrobię ci chleb z dżemem i porozmawiamy o tym?
Louis skinął głową. Jego szloch na trochę ucichł i nie płacze. Jego oddech był jeszcze nieregularny, starał się uspokoić i głęboko oddychał. Podszedł do kanapy i usiadł, podciągając kolana do piersi, gdy Zayn ruszył do kuchni.
Zaczął bełkotać, stawiając czajnik na herbatę i wyszedł do Louisa. Gdy woda się gotowała, sięgnął kubek, włożył do niego torebkę i rękawicą sięgnął po czajnik i wlał do kubka wodę i wrócił z powrotem do salonu, gdzie został Louisa zwiniętego pogrążonego we śnie.
Umieścił kubek na stoliku i usiadł koło Louisa, delikatnie potrząsając ramię śpiącego chłopca. Louis wystrzelił do góry i gorączkowo się rozejrzał - Harry?! - krzyknął. Potem zauważył siedzącego koło niego Zayn'a. Z puścił głowę na dół i schował ją w dłoniach szlochając.
Zayn przesunął w górę i dół Louisa, Po czym owinął go ramieniem, przyciągając go do swojej klatki piersiowej. Posadził Louisa na swoje kolana, tuląc głowę chłopca do swojego ramienia, głaszcząc palcami jego włosy.
- Jest w porządku Lou, jest w porządku - powiedział uspokajająco Zayn - Chodź Lou, jest w porządku. Musisz mi powiedzieć co się stało. Nie będę mógł ci pomóc, jeśli nie powiesz mi co się stało.
Louis podniósł głowę z ramienia Zayna i spojrzał mu w oczy. Jego warga trzęsła się, starając się nie wypuścić kolejnego szlochu. Wziął głęboki oddech, aby zebrać się i otworzył usta, ale nic nie powiedział.
- Czy Harry to jest chłopiec? -Zapytał Zayn, na co Louis skinął głową - Czy możesz mi o nim opowiedzieć? - zapytał, Louis ponownie skinął głową, wypuszczając drżący oddech.
- Tak..Uhm...Szedłem do domu w nocy z nocnej zmiany tak? - Zayn skinął głową - A uhm, i-i chciałem wrócić do domy s-szybciej, więc poszedłem t-tylną alejką. Wtedy usłyszałem hałas, który doprowadził mnie do śmietnika. Spodziewałem się jakieś bezpańskiego kota lub innego zwierzęcia. Ale, to był chłopiec Zayn. I był taki bezradny, nie mogłem go tam zostawić. Więc się go zapytałem, czy nie chciałby wrócić ze mną do domu...
- Lou, nie można tak po prostu wziąć bezdomnych chłopców do domu z ulicy! Powinieneś wiedzieć, że - wtrącił Zayn.
- Tak, tak wiem. Ale ja naprawdę nie mogłem go tam zostawić. Nie kogoś takiego jak on. Miał tylko siedemnaście lat, Zayn. Był tylko dzieckiem!Był ubrany w podarty t-shirt i dżinsy, wiesz jak zimno było wczoraj. Jak wróciliśmy ja chciałem mu tylko pomóc i o niego dbać. Czy kiedykolwiek wziąłeś? Po prostu wziąłeś kogoś? No tak.. Więc zaproponowałem mu prysznic i ubrania, powinieneś go widzieć. Był brudny, jego wszystkie włosy były splątane i nie mogłem go tam Zayn zostawić. Ja po prostu nie mogłem.
- Okey, rozumiem Lou. Nie mogłeś go tam zostawić. Kontynuuj - powiedział Zayn.
- Tak, uhm wziąłem go do łazienki i poszedłem po ubranie dla niego. Wróciłem i był nagi. Nic ze mnie nie wyciągniesz, nic się nie działo. Na całym ciele miał siniaki i zadrapania. Ale, uh, na pewno mi nie uwierzysz, ale uhm, miał, miał ugm, ogon? I uszy kota? - zapytał Louis bardziej niż twierdząc, krzywiąc się na wygląd Zayna.
- Czy jesteś.. Znaczy tak, naprawdę? - Zapytał Zayn. Louis skinął głową z powątpiewaniem - Jesteś pewien, że to nie był sen, Lou? Coś to nie brzmi, w żaden sposób przekonująco.
Louis wydał zirytowany odgłos i wstał z kanapy, po czym poszedł w głąb mieszkania. Poszedł do łazienki i wziął ubrania, które wciąż leżały na podłodze. Wrócił do salonu i opadł obok Zayna, podając mu ubrania.
Zayn spojrzał na nie z ciekawością, ale jego oczy się rozszerzyły, gdy zdał sobie sprawę, że te ubrania nie należały do Louisa - Jesteś naprawdę poważny - powiedział Zayn z szokowanym wyrazem twarzy.
- Zdjął czapkę, która pokrywała jego uszy. Ale tak czy inaczej pozwól mi skończyć powiedział Louis. Zayn skinął głową, aby kontynuował - Jak powiedziałem mu o kąpieli był przerażony, więc musiałem z nim zostać i umyłem mu włosy. Ale woda po tym zrobiła się bardzo brudna, więc włączyłem prysznic, a on się przeraził. Skończyło się na tym, że wziąłem z nim prysznic. I nie, to nie było tak. Miałem spodnie. Potem dałem mu jedzenie, cóż powinieneś go widzieć. Był chudy. Nie jadł nic przez cały dzień, biedny chłopiec. Ale to było bardzo smutne, bo nie wiedział jak używać widelca, więc musiałem go nauczyć. A następnie zaprowadziłem go później do łóżka. Wszystko było dobrze, aż do czwartej rano, kiedy obudził mnie krzyk. Miał koszmar o poprzednich właścicielach, tak kurwa właścicielach. Bili go i traktowali jak gówno i to jest straszne. Więc spał ze mną. Obudziłem się trochę później, bo musiałem skorzystać z toalety i zdałem sobie wtedy sprawę, że go nie było. Tak się wystraszyłem, że wyszedłem na miasto go szukać. Nie mogłem go nigdzie znaleźć, Zayn. Chodziłem w górę i w dół ulicy. Nawet sprawdziłem park, ale nie mogłem go nigdzie znaleźć. Więc wróciłem do domu i trochę płakałem do snu. A potem skończyło się tutaj. Tak, tak. Co jeszcze, a która jest godzina? - zapytał.
- Erhm.. - Zayn wyciągnął telefon- Jest 3:27 po południu - oznajmił.
- O cholera - powiedział Louis - Jakim cudem spałem przez cały dzień? Poszedłem do łóżka jak wschodziło słońce. Ale tak czy inaczej, tak. Wiec to się stało. Ja naprawdę nie wiem, czemu jestem taki zdenerwowany. Ja naprawdę czułem, że muszę o niego dbać. Czy wiesz, że on nawet nie wiedział co to jest miłość, Zayn? To, jak on bardzo był traktowany. Ja tylko, go muszę znaleźć Zayn, muszę.
- Hej, hej. Pomogę ci go szukać. Jeśli on naprawdę tak dużo dla ciebie znaczy, to chętnie pomogę - Zayn zatrzymał się - Czy na pewno nic się nie dzieje? Czy on ci się nie podoba... Bardziej niż przyjaciel?
Louis spojrzał na niego zdezorientowany - Uh nie, nie. Po prostu nie chcę, by znowu był zraniony. Bardzo o niego dbam, ale nie w sposób w jaki myślisz, jesteś zboczeńcem - żartobliwie uderzył Zayna w ramię, posyłając mu mały uśmiech.
Zayn szeroko się uśmiechnął - Dobra, dobra. Nie ma potrzeby, musisz bronić księżniczkę.
Louis uderzył go w ramię - Nienawidzę Cię - wymamrotał do szyi Zayna.
- Cóż jeśli mamy iść szukać chłopca, to mówię byśmy poszli teraz - powiedział Zayn.
- Tak, dobrze. Tylko pozwól mi iść się ubrać - oznajmił Louis.
Wstał z kanapy, ale najpierw napił się herbaty. Teraz była letnia, ale to nie miało znaczenia, bo była zrobiona tak jak mu smakowała.
Szedł korytarzem do swojego pokoju, zdejmując swoje ubrania, które były teraz brudne i zużyte. Podszedł do kredensu i wyciągnął parę spodni i t-shirt. Założył je, a następnie podszedł do szafy i sięgnął sweter. Złapał jakieś skarpetki i parę adidasów i założył resztę ubrania.
Poszedł z powrotem do salonu, aby znaleźć Zayna przeglądającego kanały w telewizorze.
- Gotowy? - zapytał Louis.
Zayn wyłączył telewizor i wstał z kanapy. Udał się do drzwi, a Louis za nim. Louis zamknął drzwi po drodze. Szli ścieżką i zatrzymał się w końcu.
- Którędy? -zapytał Zayn.
- W stronę miasta. Słusznie, poszedł w miasto. W lewo - odpowiedział Louis.
Zaczęli iść w lewo i udali się w stronę miasta. Zaczęli przeszukując wszystkie tylne uliczki i ulice, w poszukiwaniu zielonookiego chłopca. Musieli przejść co najmniej z trzydzieści ulic.
- Lou - powiedział z wahaniem Zayn - Ja ugh nie wiem, czy go znajdziemy. Mam namyśli, że to miasto jest ogromne, a on jest tylko jednym chłopcem. Myślę, że przeszukamy jeszcze tylko jedną ulicę.
-Nie mogę Zayn. Właśnie, nie mogę. Muszę go znaleźć - powiedział Louis. Jego głos lekko się chwiał, a wargi drżały i miał oczy przepełnione łzami, które spłynęły. Zayn wziął go w swoje ramiona, pocierając jego plecy - Muszę - wyszeptał.
- Dobrze, teraz pójdziemy do domu i poszukamy go ponownie w innym terminie. Co ty na to skarbie? Musisz spać w nocy - powiedział Zayn do włosów Louisa. Chłopak skinął głową, która znajdowała się na ramieniu Zayna. Pociągnął nosem, po czym się się wycofali.
- Dziękuję, że mi pomogłeś Zayn. Wiesz, że nie musiałeś i za bardzo mi o nim nie wierzysz, ale ja naprawdę mówię prawdę - powiedział cicho Louis.
Zayn cicho przytaknął - No, chodź. Chodźmy do domu. Weźmiesz gorącą kąpiel , napijesz się herbaty i po prostu odpoczniesz. W porządku? - Louis skinął głową Splótł swoje palce z Zayna i ruszył w kierunku swojego mieszkania.
To dla nich nie było dziwne. Wszyscy w ich małej grupie byli bardzo czuli. Trzymanie się za ręce i pocałunki w policzek, były dla nich normalne i tak po prostu było. Wrócili do jego mieszkania po około dwudziestu minutach.
Było już po zmroku. Weszli do środka, a tak ich ciała ogarnęło ciepło. Louis zdjął z siebie płaszcz i go powiesił. Zayn zrobił to samo.
- Myślę, że idę się wykąpać - oznajmił Louis - Ale możesz zostać jeśli chcesz. Możemy zamówić kolacje czy coś.
- Tak, to brzmi dobrze -powiedział Zayn, a Louis ruszył w kierunku łazienki - Hej, Lou - zawołał po chwili Zayn. Szatyn odwrócił się, aby spojrzeć na chłopaka w krótko czarnych włosach - Jestem pewien, że możemy go znaleźć.
Louis posłał mu mały uśmiech - Mam nadzieję, że tak - wyszeptał.
Odwrócił się i ruszył do łazienki. Zamknął drzwi i podszedł do wanny. Odkręcił wodę i zaczął się rozbierać. Upewnił się, że ma ręcznik zanim wszedł do wanny. Nalał płynu do wody i szybko został wypełniony bąbelkami.
Kiedy wanna była pełna, wyłączył wodę. Zjechał w dół wanny tak, że woda dosięgała mu do podbródka. Zamknął oczy chcąc się zrelaksować. Potem rozległo się pukanie.
- Hej Lou, mogę wejść? - zapytał Zayn stojący za drzwiami.
- Tak, jasne stary- odpowiedział Louis.
Zayn otworzył drzwi i wślizgnął się do środka, a następnie ponownie zamknął drzwi. Zamknął pokrywę toalety i usiadł na niej.
- Zamówiłem coś do jedzenia - powiedział - Mówili, że za pół godziny powinno być.
- Okey. Coś potrzebujesz? Nie przeszkadza mi, że tu jesteś. Jestem tylko ciekawy - zapytał z wątpliwością.
Zayn otworzył usta, ale po chwili je zamknął. Starał się wymyślić jak powiedzieć to słowo.
- Więc...opowiedz mi o Harrym - powiedział ostrożnie.
- Oh... uhm...Tak, jasne - powiedział Louis - Cóż tak jak powiedziałem, Harry ma siedemnaście lat. Urodził się pierwszego lutego. Jego pełna nazwa to Harry Edward Styles. Oh uhm jest wysoki, wyższy ode mnie. Ma wspaniałe zielone oczy i czekoladowe loki. Jego uhm, jego uczy pasują do włosów, a jego ogon jest połączony z czernią i brązem. Myślę, że można powiedzieć, że jest chudy. Naprawdę chudy, pewnie przez to, że mieszkał na ulicy przez prawie - Louis skrzywił się przez to, że Harry znowu jest na ulicy - On był dużo nadużywany, w jego pozostałych rezydencjach. Zarówno jego właściciele byli dupkami. Jeden z nich był alkoholikiem i ćpunem. Drugi traktował go jak zwierzę. Kazał mu się czołgać i nic nie mówić. Możesz to sobie kurwa wyobrazić? Bo ja nie mogę. On jest naprawdę słodkim i bardzo miłym chłopakiem. Nie trochę pojęcia o paru rzeczach. Ale to chyba nikt go nie nauczył. On jest bardzo dobrą osobą. I po prostu mi go brakuję. Jest to dziwne, bo dopiero go poznałem. Ale to już wszystko. Wszystko, co mogę o nim powiedzieć - skończył Louis.
Zayn patrzył na niego dziwnym wzrokiem - Wygląda na to, że troszczysz się niego Lou - powiedział wdzięcznie.
Louis spojrzał na niego ze łzami w oczach - Zayn, ja naprawdę. Powiedziałem mu, że go kocham, ja to wiem. Myślę, że go rozumiem - powiedział Louis, a kilka łez spłynęło po jego policzku - Mi go, po prostu bardzo brakuje.
Zayn spojrzał na niego ze współczuciem - No cóż, nic nie możemy w tej chwili zrobić - powiedział.
-Tak...wiem - westchnął Louis - Czy możesz mi podać ręcznik? - zapytał. Pochylił się i wyciągnął korek z odpływu. Podniósł się i w stanął w wannie, biorąc ręcznik od Zayna. Poczochrał go po włosach i zawiązał ręcznik wokół swojej talii. Wyszedł z wanny i popatrzył prosto na Zayna.
- Dziękuję - szepnął cicho, patrząc w dół na swoje nogi.
- Proszę bardzo Lou. Wiesz, że cię kocham. Powiedział Zayn i objął Louisa. Chłopak schował głowę w jego ramieniu i zaciągnął się jego zapach. To było dla niego pocieszające. To sprawiło, że czuł się bezpiecznie. Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Jedzenie już jest - wymamrotał Zayn do włosów Louisa - Zajmę się tym, idź się ubrać - powiedział Zayn do Louisa i wyszedł z łazienki.
Louis za nie, ale udał się do swojego pokoju. Wyciągnął z szafki jakieś spodnie od piżamy i je ubrał. Poczłapał ze swojego pokoju, przez korytarz do salonu.
Zayn siedział na kanapie oglądając wiadomości. Były płyty, pudełko pizzy i dwie filiżanki herbaty na stole. Opadł obok Zayna i wtulił się w jego bok. Wyciągnął rękę aby otworzyć pizze i wyjął kawałek, umieszczając go na talerzu. Postawił talerz na kolanach i wziął pizze do ust. Wziął kęs i jęknął, zdając sobie sprawię, że nic nie jadł od wczoraj. Następnie Zayn wziął dwój kawałek pizzy.
Zjedli prawie w milczeniu, tylko parę razy rozmawiając o wiadomościach. Zjedli prawie całą pizze. Louis usiadł zadowolony z uśmiechem na twarzy, biorąc ostrożnie łyk herbaty. Odłożył kubek na stół i przytulił się do Zayna. Siedzieli tak po prostu przez chwilę, obserwujący tandetne reality show. Louis spojrzał na swój telefon i zobaczył, że jest 10:30 wieczorem.
- Robi się późno - powiedział - Możesz zostać, ale mam jutro pracę o 5 rano.
- Tak, brzmi dobrze Lou - odpowiedział Zayn. Uśmiechnął się do swojego przyjaciela, którego głowa spoczywała na jego kolanach. Pogładził palcami rękę Louisa, na co przeszły go ciarki - Chodź Lou, czas do łóżka - powiedział.
Louis usiadł i zebrał naczynia. Udał się do kuchni, a za nim Zayn niosący pudełka. Zayn wyrzucił pudełko, a Louis umył naczynia. Kiedy skończyli udali się do pokoju Louisa. Szatyn wpełzł do łóżka, a Zayn zrzucił swoje ubranie. Zawsze spał w bokserkach. Louis dowiedział się o tym jakiś czas temu. Zayn położył się po drugiej stronie łóżka, przyciągając do siebie Louisa, za brzuch i za na niego objął.
- Dobranoc Lou, kocham Cie - szepnął Zayn, całując tył głowy Louisa.
- Dobranoc Zayn, ja też Cię kocham - odpowiedział.
Zayn zasnął pierwszy, lekkie chrapanie uciekało z jego ust, a jego oddech uderzał w kark Louisa. Louis'owi, aby zasnął zajęło trochę czasu, odtwarzając wszystkie wydarzenia z dzisiejszego dnia, w kółko w głowie. W końcu zamknął oczy i zapadł w sen.
*
Harry spał cały dzień. Kiedy się obudził, było już dawno po zachodzie słońca. Wyplątał się ze swoich ramion przez rękaw bluzy Louisa. Wstał i się przeciągnął , przez co coś strzyknęło w jego plecach.
Westchnął , myśląc o wydarzeniach z poprzedniej nocy. Brakowało mu Louisa. On naprawdę to zrobił, ale musiał go opuścić. Louis był młody, prawdopodobnie musiał chodzić do pracy, miał przyjaciół i Harry nie chciał marnować jego życia. Więc wyszedł myśląc, że tak będzie prawdopodobnie najlepiej.
Szedł alejką na ulicę. Udał się w dół ulicy kopiąc jakiś kamyk tu i tam. Szedł przez kilka minut, aby znaleźć inną alejkę z dala od domu na resztę nocy. Skulił się na ziemi i zasnął w ciągu kilku minut. Jego sen był wypełniony Louis'em.
Od tłumaczki : Przepraszam, że bardzo długo musieliście czekać na kolejny rozdział, ale niestety musiałam pozałatwiać kilka spraw. Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba i dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziale. One naprawdę wiele dla mnie znaczą. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach napiszcie swoje nazwy tt w komentarzu. Do następnego xx
Uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie o szczęśliwych kręconych włosach, jakie miał przez niego uratowany chłopak. Poszedł do łazienki i umył ręce, po czym wrócił do pokoju.
Louis zatrzymał się w drzwiach. Harry'ego nie było w łóżku.Rozejrzał się po pokoju, następnie po wolnym pokoju, który też był pusty. Zajrzał do wszystkich szaf, al nic tam nie znalazł. Pobiegł do salonu z nadzieją, że znajdzie chłopaka na kanapie lub w fotelu. Kiedy go nie obaczył, zajrzał do kuchni, w której była jego ostatnia nadzieja. Jednak staną z twarzą w twarz z pustym pomieszczeniem.
Pobiegł do swojego pokoju, założył buty, a następnie rzucił się do drzwi, chwytając po drodze płaszcz.
****
Zimnie powietrze uderzyło Harry'ego jak tona cegieł. Zadrżał, a dreszcz przeszedł przez jego ciało. Zszedł po schodach i wyszedł na mroźną noc.
Poszedł krok w lewo od chodnika, chodził tak przez chwilę, aż znalazł alejki. Uznał to za dość odpowiednie miejsce na tę noc i skulił się za śmietnikiem.
Nawet przez rażący zapach śmieci, mógł poczuć coś innego, coś o wiele bardziej przyjemnego. Potem to w niego uderzyło. Wciąż miał na sobie ubrania Louisa, które pachniały w rzeczywistości jak sam Louis.
Wydał z siebie głębokie westchnienie, myśląc o wydarzeniach z nocy, które były w jego głowie. Louis był dla niego tak miły. Dbał o niego i pocieszał, a przede wszystkim go kochał, i to było coś, czego nikt nigdy nie zrobił dla Harry'ego. I teraz wyrzucił to wszystko precz. Ale to nie miało dla niego znaczenia. Był gotów poświęcić swój komfort i poczucie należności tak długo, by tylko nie obciążając Louisa.
Wyciągnął ręce z rękawów ze swetra Louisa i objął się ramionami celu poszerzenia ciepła. W końcu zapadł w sen.
****
Louis pobiegł ścieżką od swojego kompleksowego apartamentu, patrząc w lewo a następnie w prawo, mając nadzieję, że nie był zbyt daleko w tyle za Harrym. Zdecydował się iść w prawo i ruszył w kierunku lokalnego parku. Gdy tam dotarł udał się w głąb, szukając w krzakach, oraz za każdym drzewem. Jednak nigdzie nie mógł znaleźć Harry'ego.
Chodząc przez zimną noc, skierował się w stronę miasta. Kiedy dotarł najpierw na obrzeża zaczął wchodzić w alejki i w każdą ulicę. Nie wymyślił niczego, więc udał się w stronę centrum miasta, w odległości drogi, którą widział.
Wkrótce uświadomił sobie, że nie wie która jest godzina. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął telefon, ale nic tam nie znalazł, co sprawiło, że wydał z siebie jęk. Nie było dobrze. Nie mogę uwierzyć, że na to pozwoliłem. Pomyślał.
Louis był już zmęczony. Nie wiedział jaka jest dokładnie teraz godzina, ale teraz musiało być około 5:30. Szedł przez miasto, aż dotarł do centrum. Patrzał w górę i w dół na każdej ulicy, ale nigdzie nie znalazł chłopaka w lokach.
Ruszył do domu, bo był zbyt zmęczony, żeby funkcjonować. Dzięki Bogu, że to sobota, przynajmniej nie muszę iść dzisiaj do pracy. Pomyślał.
Poszedł w górę swojego mieszkania i otworzył drzwi. Przeszedł przez przedpokój i rzucił się na kanapę, pozwalając sobie wyprzedzić swoje myśli.
Tak wiele pytań krążyło mu w umyśle. Dlaczego Harry odszedł? Czy jest bezpieczny? Czy poszedł w mróz w swetrze i butach? Co zrobi, jeśli ktoś go znalazł? Co jeśli on nie żyje?
Louis poczuł łzy w swoich oczach, które po chwili zaczęły spływać po jego policzkach. Mam nadzieję, że nic mu nie jest. To była jego ostatnia myśl, jaka przyszła mu do głowy.
Zwinął się w kłębek i zaczął płakać do póki nie zasnął, gdy słońce zaczęło się wkradać w ciemno.
*
Kiedy Louis się obudził słońce wpadało przez jego okna. Zamrugał kilka razy, próbując dostosować się do światła. Leżał naprawdę niewygodnie tak, że leżał na zgięciu szyi, a następnie zobaczył, że jest na kanapie.
Jego oczy znów zaczęły łzawić, wargi drżeć, co starał się powstrzymać. Wypuścił szloch, a jego łzy spływały swobodnie, a ciało zaczęło się trząść. Podciągnął kolana do piersi i oparł między nimi głowę, myśląc o Harry'm. Jego myśli przerwało pukanie do drzwi.
- Harry?! - krzyknął. Podniósł się z miejsca, gdzie siedział i podbiegł do drzwi, wycierając oczy przed otwarciem - Harry? - powiedział. Smutny otworzył drzwi i przez nie wyjrzał.
- Nie..Uh..Zayn, właściwie - oznajmił Zayn ze śmiechem - Więc, kto to jest Harry?- zapytał z uśmiechem. Ale jego uśmiech opadł, kiedy podszedł bliżej Louisa. Jego oczy były spuchnięte i czerwone, jakby ciągle płakał i ciemne kręgi pod oczami,jakby wcale nie spał - Ug kolego. wszystko w porządku? - zapytał Zayn z troską w głosie.
Louis się odsunął i wpuścił Zayna kręcąc głową, a jego wargi zaczęły drżeć ponownie. Wypuścił szloch i objął się ramionami wokół żołądka. Zayn objął Lousi'a, chowając twarz w jego szyi. Przesuwał ręką w górę i dół jego pleców, by go uspokoić.
- Hej, hej, Lou. Chodź teraz, uspokój się. Co jest nie tak? Chodź, kochanie. Uspokój sie.
- N-niema go- wykrztusił Louis. Szlochając teraz jeszcze bardziej, a jego oddech stał się nierówny.
- Kogo nie ma? Musisz się uspokoić, Lou - Powiedział cicho Zayn - Dlaczego, nie możemy usiąść i możesz mi powiedzieć i spróbujemy na to coś poradzić. Jak to brzmi? Zrobię ci chleb z dżemem i porozmawiamy o tym?
Louis skinął głową. Jego szloch na trochę ucichł i nie płacze. Jego oddech był jeszcze nieregularny, starał się uspokoić i głęboko oddychał. Podszedł do kanapy i usiadł, podciągając kolana do piersi, gdy Zayn ruszył do kuchni.
Zaczął bełkotać, stawiając czajnik na herbatę i wyszedł do Louisa. Gdy woda się gotowała, sięgnął kubek, włożył do niego torebkę i rękawicą sięgnął po czajnik i wlał do kubka wodę i wrócił z powrotem do salonu, gdzie został Louisa zwiniętego pogrążonego we śnie.
Umieścił kubek na stoliku i usiadł koło Louisa, delikatnie potrząsając ramię śpiącego chłopca. Louis wystrzelił do góry i gorączkowo się rozejrzał - Harry?! - krzyknął. Potem zauważył siedzącego koło niego Zayn'a. Z puścił głowę na dół i schował ją w dłoniach szlochając.
Zayn przesunął w górę i dół Louisa, Po czym owinął go ramieniem, przyciągając go do swojej klatki piersiowej. Posadził Louisa na swoje kolana, tuląc głowę chłopca do swojego ramienia, głaszcząc palcami jego włosy.
- Jest w porządku Lou, jest w porządku - powiedział uspokajająco Zayn - Chodź Lou, jest w porządku. Musisz mi powiedzieć co się stało. Nie będę mógł ci pomóc, jeśli nie powiesz mi co się stało.
Louis podniósł głowę z ramienia Zayna i spojrzał mu w oczy. Jego warga trzęsła się, starając się nie wypuścić kolejnego szlochu. Wziął głęboki oddech, aby zebrać się i otworzył usta, ale nic nie powiedział.
- Czy Harry to jest chłopiec? -Zapytał Zayn, na co Louis skinął głową - Czy możesz mi o nim opowiedzieć? - zapytał, Louis ponownie skinął głową, wypuszczając drżący oddech.
- Tak..Uhm...Szedłem do domu w nocy z nocnej zmiany tak? - Zayn skinął głową - A uhm, i-i chciałem wrócić do domy s-szybciej, więc poszedłem t-tylną alejką. Wtedy usłyszałem hałas, który doprowadził mnie do śmietnika. Spodziewałem się jakieś bezpańskiego kota lub innego zwierzęcia. Ale, to był chłopiec Zayn. I był taki bezradny, nie mogłem go tam zostawić. Więc się go zapytałem, czy nie chciałby wrócić ze mną do domu...
- Lou, nie można tak po prostu wziąć bezdomnych chłopców do domu z ulicy! Powinieneś wiedzieć, że - wtrącił Zayn.
- Tak, tak wiem. Ale ja naprawdę nie mogłem go tam zostawić. Nie kogoś takiego jak on. Miał tylko siedemnaście lat, Zayn. Był tylko dzieckiem!Był ubrany w podarty t-shirt i dżinsy, wiesz jak zimno było wczoraj. Jak wróciliśmy ja chciałem mu tylko pomóc i o niego dbać. Czy kiedykolwiek wziąłeś? Po prostu wziąłeś kogoś? No tak.. Więc zaproponowałem mu prysznic i ubrania, powinieneś go widzieć. Był brudny, jego wszystkie włosy były splątane i nie mogłem go tam Zayn zostawić. Ja po prostu nie mogłem.
- Okey, rozumiem Lou. Nie mogłeś go tam zostawić. Kontynuuj - powiedział Zayn.
- Tak, uhm wziąłem go do łazienki i poszedłem po ubranie dla niego. Wróciłem i był nagi. Nic ze mnie nie wyciągniesz, nic się nie działo. Na całym ciele miał siniaki i zadrapania. Ale, uh, na pewno mi nie uwierzysz, ale uhm, miał, miał ugm, ogon? I uszy kota? - zapytał Louis bardziej niż twierdząc, krzywiąc się na wygląd Zayna.
- Czy jesteś.. Znaczy tak, naprawdę? - Zapytał Zayn. Louis skinął głową z powątpiewaniem - Jesteś pewien, że to nie był sen, Lou? Coś to nie brzmi, w żaden sposób przekonująco.
Louis wydał zirytowany odgłos i wstał z kanapy, po czym poszedł w głąb mieszkania. Poszedł do łazienki i wziął ubrania, które wciąż leżały na podłodze. Wrócił do salonu i opadł obok Zayna, podając mu ubrania.
Zayn spojrzał na nie z ciekawością, ale jego oczy się rozszerzyły, gdy zdał sobie sprawę, że te ubrania nie należały do Louisa - Jesteś naprawdę poważny - powiedział Zayn z szokowanym wyrazem twarzy.
- Zdjął czapkę, która pokrywała jego uszy. Ale tak czy inaczej pozwól mi skończyć powiedział Louis. Zayn skinął głową, aby kontynuował - Jak powiedziałem mu o kąpieli był przerażony, więc musiałem z nim zostać i umyłem mu włosy. Ale woda po tym zrobiła się bardzo brudna, więc włączyłem prysznic, a on się przeraził. Skończyło się na tym, że wziąłem z nim prysznic. I nie, to nie było tak. Miałem spodnie. Potem dałem mu jedzenie, cóż powinieneś go widzieć. Był chudy. Nie jadł nic przez cały dzień, biedny chłopiec. Ale to było bardzo smutne, bo nie wiedział jak używać widelca, więc musiałem go nauczyć. A następnie zaprowadziłem go później do łóżka. Wszystko było dobrze, aż do czwartej rano, kiedy obudził mnie krzyk. Miał koszmar o poprzednich właścicielach, tak kurwa właścicielach. Bili go i traktowali jak gówno i to jest straszne. Więc spał ze mną. Obudziłem się trochę później, bo musiałem skorzystać z toalety i zdałem sobie wtedy sprawę, że go nie było. Tak się wystraszyłem, że wyszedłem na miasto go szukać. Nie mogłem go nigdzie znaleźć, Zayn. Chodziłem w górę i w dół ulicy. Nawet sprawdziłem park, ale nie mogłem go nigdzie znaleźć. Więc wróciłem do domu i trochę płakałem do snu. A potem skończyło się tutaj. Tak, tak. Co jeszcze, a która jest godzina? - zapytał.
- Erhm.. - Zayn wyciągnął telefon- Jest 3:27 po południu - oznajmił.
- O cholera - powiedział Louis - Jakim cudem spałem przez cały dzień? Poszedłem do łóżka jak wschodziło słońce. Ale tak czy inaczej, tak. Wiec to się stało. Ja naprawdę nie wiem, czemu jestem taki zdenerwowany. Ja naprawdę czułem, że muszę o niego dbać. Czy wiesz, że on nawet nie wiedział co to jest miłość, Zayn? To, jak on bardzo był traktowany. Ja tylko, go muszę znaleźć Zayn, muszę.
- Hej, hej. Pomogę ci go szukać. Jeśli on naprawdę tak dużo dla ciebie znaczy, to chętnie pomogę - Zayn zatrzymał się - Czy na pewno nic się nie dzieje? Czy on ci się nie podoba... Bardziej niż przyjaciel?
Louis spojrzał na niego zdezorientowany - Uh nie, nie. Po prostu nie chcę, by znowu był zraniony. Bardzo o niego dbam, ale nie w sposób w jaki myślisz, jesteś zboczeńcem - żartobliwie uderzył Zayna w ramię, posyłając mu mały uśmiech.
Zayn szeroko się uśmiechnął - Dobra, dobra. Nie ma potrzeby, musisz bronić księżniczkę.
Louis uderzył go w ramię - Nienawidzę Cię - wymamrotał do szyi Zayna.
- Cóż jeśli mamy iść szukać chłopca, to mówię byśmy poszli teraz - powiedział Zayn.
- Tak, dobrze. Tylko pozwól mi iść się ubrać - oznajmił Louis.
Wstał z kanapy, ale najpierw napił się herbaty. Teraz była letnia, ale to nie miało znaczenia, bo była zrobiona tak jak mu smakowała.
Szedł korytarzem do swojego pokoju, zdejmując swoje ubrania, które były teraz brudne i zużyte. Podszedł do kredensu i wyciągnął parę spodni i t-shirt. Założył je, a następnie podszedł do szafy i sięgnął sweter. Złapał jakieś skarpetki i parę adidasów i założył resztę ubrania.
Poszedł z powrotem do salonu, aby znaleźć Zayna przeglądającego kanały w telewizorze.
- Gotowy? - zapytał Louis.
Zayn wyłączył telewizor i wstał z kanapy. Udał się do drzwi, a Louis za nim. Louis zamknął drzwi po drodze. Szli ścieżką i zatrzymał się w końcu.
- Którędy? -zapytał Zayn.
- W stronę miasta. Słusznie, poszedł w miasto. W lewo - odpowiedział Louis.
Zaczęli iść w lewo i udali się w stronę miasta. Zaczęli przeszukując wszystkie tylne uliczki i ulice, w poszukiwaniu zielonookiego chłopca. Musieli przejść co najmniej z trzydzieści ulic.
- Lou - powiedział z wahaniem Zayn - Ja ugh nie wiem, czy go znajdziemy. Mam namyśli, że to miasto jest ogromne, a on jest tylko jednym chłopcem. Myślę, że przeszukamy jeszcze tylko jedną ulicę.
-Nie mogę Zayn. Właśnie, nie mogę. Muszę go znaleźć - powiedział Louis. Jego głos lekko się chwiał, a wargi drżały i miał oczy przepełnione łzami, które spłynęły. Zayn wziął go w swoje ramiona, pocierając jego plecy - Muszę - wyszeptał.
- Dobrze, teraz pójdziemy do domu i poszukamy go ponownie w innym terminie. Co ty na to skarbie? Musisz spać w nocy - powiedział Zayn do włosów Louisa. Chłopak skinął głową, która znajdowała się na ramieniu Zayna. Pociągnął nosem, po czym się się wycofali.
- Dziękuję, że mi pomogłeś Zayn. Wiesz, że nie musiałeś i za bardzo mi o nim nie wierzysz, ale ja naprawdę mówię prawdę - powiedział cicho Louis.
Zayn cicho przytaknął - No, chodź. Chodźmy do domu. Weźmiesz gorącą kąpiel , napijesz się herbaty i po prostu odpoczniesz. W porządku? - Louis skinął głową Splótł swoje palce z Zayna i ruszył w kierunku swojego mieszkania.
To dla nich nie było dziwne. Wszyscy w ich małej grupie byli bardzo czuli. Trzymanie się za ręce i pocałunki w policzek, były dla nich normalne i tak po prostu było. Wrócili do jego mieszkania po około dwudziestu minutach.
Było już po zmroku. Weszli do środka, a tak ich ciała ogarnęło ciepło. Louis zdjął z siebie płaszcz i go powiesił. Zayn zrobił to samo.
- Myślę, że idę się wykąpać - oznajmił Louis - Ale możesz zostać jeśli chcesz. Możemy zamówić kolacje czy coś.
- Tak, to brzmi dobrze -powiedział Zayn, a Louis ruszył w kierunku łazienki - Hej, Lou - zawołał po chwili Zayn. Szatyn odwrócił się, aby spojrzeć na chłopaka w krótko czarnych włosach - Jestem pewien, że możemy go znaleźć.
Louis posłał mu mały uśmiech - Mam nadzieję, że tak - wyszeptał.
Odwrócił się i ruszył do łazienki. Zamknął drzwi i podszedł do wanny. Odkręcił wodę i zaczął się rozbierać. Upewnił się, że ma ręcznik zanim wszedł do wanny. Nalał płynu do wody i szybko został wypełniony bąbelkami.
Kiedy wanna była pełna, wyłączył wodę. Zjechał w dół wanny tak, że woda dosięgała mu do podbródka. Zamknął oczy chcąc się zrelaksować. Potem rozległo się pukanie.
- Hej Lou, mogę wejść? - zapytał Zayn stojący za drzwiami.
- Tak, jasne stary- odpowiedział Louis.
Zayn otworzył drzwi i wślizgnął się do środka, a następnie ponownie zamknął drzwi. Zamknął pokrywę toalety i usiadł na niej.
- Zamówiłem coś do jedzenia - powiedział - Mówili, że za pół godziny powinno być.
- Okey. Coś potrzebujesz? Nie przeszkadza mi, że tu jesteś. Jestem tylko ciekawy - zapytał z wątpliwością.
Zayn otworzył usta, ale po chwili je zamknął. Starał się wymyślić jak powiedzieć to słowo.
- Więc...opowiedz mi o Harrym - powiedział ostrożnie.
- Oh... uhm...Tak, jasne - powiedział Louis - Cóż tak jak powiedziałem, Harry ma siedemnaście lat. Urodził się pierwszego lutego. Jego pełna nazwa to Harry Edward Styles. Oh uhm jest wysoki, wyższy ode mnie. Ma wspaniałe zielone oczy i czekoladowe loki. Jego uhm, jego uczy pasują do włosów, a jego ogon jest połączony z czernią i brązem. Myślę, że można powiedzieć, że jest chudy. Naprawdę chudy, pewnie przez to, że mieszkał na ulicy przez prawie - Louis skrzywił się przez to, że Harry znowu jest na ulicy - On był dużo nadużywany, w jego pozostałych rezydencjach. Zarówno jego właściciele byli dupkami. Jeden z nich był alkoholikiem i ćpunem. Drugi traktował go jak zwierzę. Kazał mu się czołgać i nic nie mówić. Możesz to sobie kurwa wyobrazić? Bo ja nie mogę. On jest naprawdę słodkim i bardzo miłym chłopakiem. Nie trochę pojęcia o paru rzeczach. Ale to chyba nikt go nie nauczył. On jest bardzo dobrą osobą. I po prostu mi go brakuję. Jest to dziwne, bo dopiero go poznałem. Ale to już wszystko. Wszystko, co mogę o nim powiedzieć - skończył Louis.
Zayn patrzył na niego dziwnym wzrokiem - Wygląda na to, że troszczysz się niego Lou - powiedział wdzięcznie.
Louis spojrzał na niego ze łzami w oczach - Zayn, ja naprawdę. Powiedziałem mu, że go kocham, ja to wiem. Myślę, że go rozumiem - powiedział Louis, a kilka łez spłynęło po jego policzku - Mi go, po prostu bardzo brakuje.
Zayn spojrzał na niego ze współczuciem - No cóż, nic nie możemy w tej chwili zrobić - powiedział.
-Tak...wiem - westchnął Louis - Czy możesz mi podać ręcznik? - zapytał. Pochylił się i wyciągnął korek z odpływu. Podniósł się i w stanął w wannie, biorąc ręcznik od Zayna. Poczochrał go po włosach i zawiązał ręcznik wokół swojej talii. Wyszedł z wanny i popatrzył prosto na Zayna.
- Dziękuję - szepnął cicho, patrząc w dół na swoje nogi.
- Proszę bardzo Lou. Wiesz, że cię kocham. Powiedział Zayn i objął Louisa. Chłopak schował głowę w jego ramieniu i zaciągnął się jego zapach. To było dla niego pocieszające. To sprawiło, że czuł się bezpiecznie. Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Jedzenie już jest - wymamrotał Zayn do włosów Louisa - Zajmę się tym, idź się ubrać - powiedział Zayn do Louisa i wyszedł z łazienki.
Louis za nie, ale udał się do swojego pokoju. Wyciągnął z szafki jakieś spodnie od piżamy i je ubrał. Poczłapał ze swojego pokoju, przez korytarz do salonu.
Zayn siedział na kanapie oglądając wiadomości. Były płyty, pudełko pizzy i dwie filiżanki herbaty na stole. Opadł obok Zayna i wtulił się w jego bok. Wyciągnął rękę aby otworzyć pizze i wyjął kawałek, umieszczając go na talerzu. Postawił talerz na kolanach i wziął pizze do ust. Wziął kęs i jęknął, zdając sobie sprawię, że nic nie jadł od wczoraj. Następnie Zayn wziął dwój kawałek pizzy.
Zjedli prawie w milczeniu, tylko parę razy rozmawiając o wiadomościach. Zjedli prawie całą pizze. Louis usiadł zadowolony z uśmiechem na twarzy, biorąc ostrożnie łyk herbaty. Odłożył kubek na stół i przytulił się do Zayna. Siedzieli tak po prostu przez chwilę, obserwujący tandetne reality show. Louis spojrzał na swój telefon i zobaczył, że jest 10:30 wieczorem.
- Robi się późno - powiedział - Możesz zostać, ale mam jutro pracę o 5 rano.
- Tak, brzmi dobrze Lou - odpowiedział Zayn. Uśmiechnął się do swojego przyjaciela, którego głowa spoczywała na jego kolanach. Pogładził palcami rękę Louisa, na co przeszły go ciarki - Chodź Lou, czas do łóżka - powiedział.
Louis usiadł i zebrał naczynia. Udał się do kuchni, a za nim Zayn niosący pudełka. Zayn wyrzucił pudełko, a Louis umył naczynia. Kiedy skończyli udali się do pokoju Louisa. Szatyn wpełzł do łóżka, a Zayn zrzucił swoje ubranie. Zawsze spał w bokserkach. Louis dowiedział się o tym jakiś czas temu. Zayn położył się po drugiej stronie łóżka, przyciągając do siebie Louisa, za brzuch i za na niego objął.
- Dobranoc Lou, kocham Cie - szepnął Zayn, całując tył głowy Louisa.
- Dobranoc Zayn, ja też Cię kocham - odpowiedział.
Zayn zasnął pierwszy, lekkie chrapanie uciekało z jego ust, a jego oddech uderzał w kark Louisa. Louis'owi, aby zasnął zajęło trochę czasu, odtwarzając wszystkie wydarzenia z dzisiejszego dnia, w kółko w głowie. W końcu zamknął oczy i zapadł w sen.
*
Harry spał cały dzień. Kiedy się obudził, było już dawno po zachodzie słońca. Wyplątał się ze swoich ramion przez rękaw bluzy Louisa. Wstał i się przeciągnął , przez co coś strzyknęło w jego plecach.
Westchnął , myśląc o wydarzeniach z poprzedniej nocy. Brakowało mu Louisa. On naprawdę to zrobił, ale musiał go opuścić. Louis był młody, prawdopodobnie musiał chodzić do pracy, miał przyjaciół i Harry nie chciał marnować jego życia. Więc wyszedł myśląc, że tak będzie prawdopodobnie najlepiej.
Szedł alejką na ulicę. Udał się w dół ulicy kopiąc jakiś kamyk tu i tam. Szedł przez kilka minut, aby znaleźć inną alejkę z dala od domu na resztę nocy. Skulił się na ziemi i zasnął w ciągu kilku minut. Jego sen był wypełniony Louis'em.
Od tłumaczki : Przepraszam, że bardzo długo musieliście czekać na kolejny rozdział, ale niestety musiałam pozałatwiać kilka spraw. Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba i dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziale. One naprawdę wiele dla mnie znaczą. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach napiszcie swoje nazwy tt w komentarzu. Do następnego xx
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)