środa, 2 lipca 2014

Rozdział 6 : Spacer w Zimową Krainę Czarów

Louis obudził się następnego ranka, przez słońce, które raziło go w oczy, ponieważ na nie zasłonił wczoraj żaluzji. Powoli zaczął otwierać oczy przystosowując je do światła. Kiedy jego oczy były już całkowicie otwarte, sapnął kiedy jego wzrok spotkał się z pustym łóżkiem.

Zrzucił z siebie kołdrę i wybiegł z pokoju, biegnąc przez korytarz. Zatrzymał się i westchnął. Harry spojrzał na niego z zaciekawieniem, zastanawiając się, co to za zamieszanie - Wszystko w porządku? - zapytał.

-Tak, tak. Po prostu przestraszyłeś mnie, to wszystko. Pomyślałem, że zostawiłeś mnie ponownie - odpowiedział zgodnie z prawdą Louis.

- Och,, nie. Nie, ja nie - Harry wstał z kanapy i ruszył w kierunku Louisa, zatrzymując się przed nim. Niepewnie objął mniejszego chłopca, który stojąc w miejscu zaczął się trząść. Louis natychmiast objął chude ciało Harry'ego, przyciskając go mocno do swojego ciała.

- Tak się bałem - szepnął do obojczyka loczka - Myślałem, że cię ponownie straciłem - miał łzy w oczach. Kilka spłynęło, mocząc koszulę Harry'ego. Chłopak odsunął się i spojrzał na szatyna, studiując jego twarz. Chwycił twarz Louisa w dłonie i wytarł łzy. Pochylił się i polizał go po kociemu po policzku. Louis uśmiechnął się i zamknął oczy, rozpływając się przy obecności Harry'ego.

- Obiecuję, że Cię ponownie nie opuszczę - obiecał Harry. Przyciągnął Louisa ponownie, owijając ramiona wokół jego szyi. Pogłaskał go po głowie, swoimi dużymi palcami. Louis przytulił się do szyi Harry'ego. Pocałował jego ciepłą skórę szyi, po czym się wycofał.

- Co powiesz kochanie na śniadanie? - zapytał Louis, przesuwając ręce w dół talii Harry'ego.

Harry pokiwał głową, a jasny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Szatyn odsunął się od loczka, ale złapał go za rękę i zaprowadził do kuchni.

- Są jaja i tosty, w porządku? - zapytał.

- Uhm..Jasne - Harry, nie do końca był pewien co to było.

Louis rzucił mu zaciekawione spojrzenie - Co?

- Ja...ja nie wiem dokładnie, co to jest - powiedział Curly.

- Naprawdę? - zapytał oniemiały Louis. Harry pokiwał głową - Cóż... nie wiem jak to wytłumaczyć, ale to jest naprawdę dobre - powiedział.

Louis podszedł do lodówki, wyciągając jajka i ser. Położył je na blacie obok kuchenki, wyciągając patelnię. Postawił ją na gazie psikając ją sprejem ( od tłum : chodzi tutaj o spraj, który można używać do smażenia zamiast oleju). Louis zaczął od rozbijania jajka na patelni. To samo zrobił z kolejnymi trzema i wyrzucił skorupki. Harry zafascynowany, oglądał to co robi Louis. Patrzył na niego uważnie, obserwując każdy jego ruch. Louis zaczął mieszanie jajka. Oderwał trochę sera i umieścił go w jajkach, mieszając ze sobą, odpowiednio je złączając.

Umieścił kilka tostów w tosterze i zdjął jajka z ognia. Wyciągnął dwa talerze i umieścił je na blacie. Wziął miskę z jajkami i umieścił trochę na każdym talerzu. Umieścił ją w zlewie i toster dał znać. Podszedł do tostera i wyjął tosty, umieszczając je na talerzach. Chwycił masło i widelce i zaniósł do stołu.  Położył talerze i widelce na stole, siadając obok Harry'ego, patrząc na młodego chłopca. Harry przyglądał się jedzeniu z zaciekawieniem.

- Pamiętasz, jak używać widelca? - zapytał Louis.

- Myślę, że tak - odpowiedział Harry. Delikatnie wziął widelec i przeniósł go do swoich jaj. Nabrał trochę ze swojego talerza i podniósł do ust. Włożył widelec do ust i wziął jedzenie, żując powoli. Gdy połknął, uśmiech rozświetlił jego twarz - To jest naprawdę dobre! - wykrzyknął.

Louis zaśmiał z entuzjazmu Harry'ego - Tak, to jest dobre - powiedział Louis z uśmiechem. Zaczął jeść własne śniadanie. Spojrzał na zielonookiego chłopca, który wpatrywał się uważnie w jego tosta. Uśmiechnął się do siebie, kiedy wyciągnął rękę i podniósł tosta do ust Harry'ego - Otwórz - powiedział.

Harry zrobił jak mu kazano, a Louis umieścił tosta w jego ustach. Harry schylił się nieco w dół, biorąc kęs grzanki i Louis ją pociągnął. Oczy chłopca się rozjaśniły, a jego uszy drgnęły.

- Bardzo to lubię - powiedział szczęśliwie Harry.

- Cóż, możesz mieć, kiedy tylko chcesz - oznajmił Louis, kładąc dłoń na ramieniu chłopca.

Harry uśmiechnął się do niego - Dziękuję, Louis - powiedział wesoło.

Louis uśmiechnął się do chłopa - Nie ma za co, kochanie - powiedział i pochylając się, by złożyć pocałunek na czole chłopca. Subtelny rumieniec wkradł się na policzki Harry'ego i szybko spuścił wzrok na swój talerz.

Louis uśmiechnął się do siebie i zabrał się z powrotem za jedzenie. Harry również zaczął jeść. Kiedy skończyli śniadanie, Louis wziął ich talerze do zlewu. Umył je i wyczyścił, a następnie je schował. Odwrócił się od zlewu i skrzyżował ręce na klatce piersiowej, patrząc na Harry'ego. Chłopiec nie zauważył, bo patrzał w dół, wiercąc się na krześle i bawił się swoimi rękoma. Spojrzał w górę, a jego oczy się rozszerzyły.

- Co? - zapytał.
 
- Nic - odpowiedział Louis z uśmiechem, po czym odwrócił się i spojrzał w okno - Jest śnieg! - zaczął piszczeć - Hazza! Spójrz! Jest naśnieżone! - podbiegł do stołu i chwycił Harry'ego za rękaw i zaciągnął go podekscytowany do okna. Wskazał na zewnątrz, na cały plac.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się na ten widok. Ziemia i drzewa, byłby pokryte na biało. Z gałęzi i domów zwisały sople. To było wspaniałe.

- To jest piękne - szepnął Harry.

- Tak! Chodź, Haz. Chcę wyjść na zewnątrz! - wykrzyknął Louis.

Harry odwrócił się i spojrzał na niego z szeroko otwartymi oczami - O..Ok - zająknął się.

Louis łapał go za rękę i pociągnął do sypialni. Podbiegł do swojej szafy i wyciągnął dwa ciepłe swetry. Podszedł do kredensu i wyciągnął dwie pary bluzek na długi rękaw, oraz dwie pary spodni dresowych i czapkę.

Połowę ubrań rzucił w stronę Harry'ego. Chłopak złapał wszystko z szokowanym wyrazem twarzy. Louis już zmienił swoje spodnie i miał już na sobie podkoszulek.

- No Haz! - powiedział, oszołomionym tonem w głosie.

Założył sweter przez głowę, wtedy zadzwonił jego telefon. Podszedł do nocnego stolika i sięgnął po telefon. Ekran wyświetlał " Mama"

- Muszę to wziąć - powiedział Louis, wychodząc z pokoju, by Harry mógł się przebrać - Cześć mamo! - wykrzyknął Louis do słuchawki.

- Cześć kochanie. Jak się masz? - spytała Jay.

- Fantastycznie, a ty mamo?

- Po prostu wspaniale. Napadało sporo śniegu. Czy tam gdzie jesteś, też? - zapytała.

- Tak! - wykrzyknął Louis - Haz i ja właśnie szykujemy się do wyjścia na dwór - powiedział radośnie.

- Haz? Kto to jest Haz? - zapytała Jay.

- Oh, uhm..On jest moim przyjacielem - powiedział Louis, drapiąc się po głowie.

- Twój przyjaciel, co? I dlaczego nigdy nie słyszałam o tym twoim "przyjacielu" - zapytała Jay. Louis słyszał zaciekawienie w jej głosie.

- Bo właśnie spotkałem go kilka dni temu - powiedział szczerze.

- Och. Gdzie się poznaliście? - spytała.

- Ehm...Ja może znalazłem go w alejce.... A może to coś w rodzaju przyprowadzenia go do domu, aby ze mną żył? - Powiedział bardziej pytając niż cokolwiek.

- Że co?- Jay zapytała zbyt głośno - Louisie Wiliamie Tomlinsonie. Co cię opętało, by tak zrobić? Nic cię nie nauczyłam? - powiedziała krzycząc do telefonu, na co Louis się skrzywił i odsunął telefon od ucha.

- Mamo..- jęknął - Obiecuję, że nie jest szalony. On po prostu był ...och...On mieszkał na ulicy od roku. Nie mogłem go tam zostawić. Nie spodziewasz się, jakie rzeczy działy się w jego domu. On ma tylko siedemnaście lat, mamo. Siedemnaście! Był ubrany w bluzkę i dżinsy. Na dworze, było bardzo zimno! Szczerze mówić, nie mogłem go tam zostawić. Wiem, że to nie jest najmądrzejsza rzecz. Ale on jest miły, choć trochę nieśmiały, ale to zrozumiałe. Nie mogłem tam zostawić,  kogoś takiego jak on. Ja po prostu nie mogłem.

- Co masz na myśli, przez " kogoś takiego jak on" ? zapytała podejrzliwie Jay.

- Uhm..To..To znaczy... Ty naprawdę nie będziesz w stanie mi uwierzyć - powiedział Louis do słuchawki.

- Spróbuj.

- On jest częścią kota? -powiedział Louis, a Jay zaczęła się śmiać - Wiem, że to dziwnie brzmi, ale przysięgam, że mówię prawdę. On jest jak hybryda.

- Tak, w porządku. Jasne, Lou - roześmiała się Jay.

- Przysięgam, mamo. Mogę wysłać ci zdjęcie, czy coś, ale teraz muszę iść - oznajmił Louis.

- Zdjęcie, Louis. Chcę zobaczyć tego chłopca. Jak się rzeczywiście nazywa? Poprosiła.

- Harry. Harry Styles. Kocham Cię mamo. Pa - powiedział Louis.

- Do widzenia, BooBear. Kocham Cię, kochanie - odłożyła słuchawkę i Louis zrobił to samo.

W tym czasie w sypialni Harry się przebierał. Zdjął piżamę i wciągnął na siebie spodnie dresowe. Jego ogon zwisał w powietrzu. Owinął go wokół ciała i gładził się nim, uśmiechając się do siebie. Założył koszulkę z długim rękawem na siebie, a następnie sweter. Udał się przed lustro i założył czapkę na głowę, więc jego uszy były ukryte. Potem rozległo się pukanie do drzwi.

- Haz, ubrałeś się? - zapytał Louis przez drzwi.

- Tak - odpowiedział. Drzwi się otworzył, a następnie wszedł Louisa. Harry zapytał - Wszystko w porządku?

- Tak, to była moja mama. Pytała o ciebie. Uhm.. Powiedziałem jej o twojej sytuacji.... Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. I tak jakbym te powiedział jej, że wyślę jej twoje zdjęcie.. - powiedział Louis. Oczy Harry'ego się rozszerzyły.

- C..Co? - zapytał, z przerażonym wyrazem twarzy - Co jeśli ona mnie wkręci? - powiedział. Louis podbiegł do niego i przyciągnął go do uścisku. Oczy Harry'ego łzawiły i pociągał nosem.

-Ciii ... Kochanie, nie. Ona nigdy by tego nie zrobiła. Obiecuję. Nie zrobi tego nawet za milion lat - Louis wsunął rękę pod czapkę Harry'ego. Zaczął gładzić chłopca po włosach, drapać za uszami, aby spróbować go uspokoić. Wypuścił powietrze ze świstem na ramie Louisa. Kilka łez uciekło z jego oczu ale szatyn szybko je otarł. Louis złożył pocałunek na głowie chłopca, starając się go uspokoić w każdy możliwy sposób - Chodź, kochanie. Będzie dobrze. Nic złego się nie stanie. Nikt cię nie zabierze. Obiecuję. Chodź. Musisz się uspokoić - Louis powiedział do loków Harry'ego. Zielonooki był zgarbiony i płakał w szyję szatyna. Louis był pieszczony przez włosy Harry'ego z jednej strony i głaskany po plecach z drugiej. Harry płacze, wkrótce zmienia się to w mamrotanie i katar. - obiecuje, że nic ci się nie stanie. Przysięgam na moje życie. Nie pozwolę cię nikomu ode mnie zabrać - Louis uspokaja.

Harry odsunął się - Dziękuję, Louis. Nikt nigdy nie był dla mnie tak miły - zielonooki pociągnął nosem. Loui otarł resztkę łez na twarzy chłopca i pocałował go w czoło, przed umieszczoną czapką na głowie.

- No chodź! Śnieg! - wykrzyknął Louis. Harry uśmiechnął się do Louisa.

- Poczekaj Louis. Co z moim ogonem? - zapytał Harry, ze smutnym wyrazem twarzy.

- Ach...Hm...No cóż, może go zwinąć - powiedział Louis - Zaczekaj, zaraz wracam - wyszedł z pokoju i poszedł do łazienki. Otworzył szafkę i zaczął szukać bandaża. Znalazł jeden i zaniósł go do swojego pokoju - Dobrze uh..podwiń trochę koszulę - Harry podwiną koszulę tak, że ukazywała kawałek jego ciała - Ułóż ogon tak, by było ci wygodnie - Chłopak dalej podwinął koszulę i zawinął ogon wokół swojego ciała na plecach. Louis stanął przed Harrym i sięgnął za siebie. Umieścił początek folii po jednej stronie ogona i przesunął wokół jego tułowia. Owinął wokół jego ciała w dół i zabezpieczył spinaczem - Czujesz się dobrze? Nie chciałbym przenieść go zbyt wiele - powiedział Louis.

- Jest w porządku. Trochę ogranicza, ale o to chodzi tak? - zapytał Harry z lekkim uśmiechem.

- Tak, możemy już iść? - zapytał podekscytowany Louis. Młodszy pokiwał głową. Szatyn złapał go za ramię i pociągnął go aż do drzwi i wręczył Harry'emu kurtkę.  Harry założył płaszcz, Louis otworzył drzwi.

Ogarnął ich zimny podmuch wiatru i zadrżeli. Harry wyszedł na mroźne powietrze , a za nim Louis, który zamknął za sobą drzwi. Szli ścieżką w dół, a na końcu skręcili w prawo. Szli ulicą do parku. Harry skulony blisko Louisa, atakując przy tym jego przestrzeń. Louis chwycił Harry'ego za rękę i zaczął nimi wymachiwać w tył i przód.

Kiedy dotarli do parku, Louis zaczął biec, ciągnąc za sobą Harry'ego aż dotarli do pola. Nagle się zatrzymał, a Harry w niego uderzył. Louis puścił rękę chłopca, rzucając się na ziemię, robiąc aniołki. Miał zamknięte oczy i szeroki uśmiech na twarzy.

Zatrzymał swoje ruchy i otworzył jedno oko, patrząc na Harry'ego - Co tam dokładnie robisz? - zapytał z zaciekawieniem.

- Ja..Uh..Nie wiem - odpowiedział Harry - A ty co tam robisz?-zapytał z zaciekawieniem.

- Robię aniołki na śniegu, głupcze! - powiedział radośnie Louis - Chodź. Pokażę ci! - chwycił dłoń Harry'ego i pociągnął go w dół obok siebie - Ok. Rozłóż ręce i nogi. Następnie po prostu ruszaj nimi w tą i z powrotem. W górę i dół w rodzaju ruchu - Harry zrobił to co Louis powiedział - Dobra, teraz się zatrzymaj - Louis wstał z miejsca i stanął nad Harrym. Trzymał jego ramiona, a następnie złapał go za ręce i podciągnął go - Uważaj! - wykrzyknął Louis. Zrobił krok do tyłu, a Harry podążył w jego ślady. Stali z twarzą w twarz, a ich oddechy mieszały się ze sobą -  Patrz - powiedział Louis, wskazując na ziemie obok nich. Harry odwrócił głowę i spojrzał w dół.

Uśmiech rozświetlił jego twarz - Są piękne - powiedział. Uścisnął rękę Louisa, którą teraz zauważył, ze wciąż ją trzyma. Odwrócił się twarzą do Louisa, który wciąż nadal patrzył się anioły. Louis odwrócił się do chłopca, po czym się uśmiechnął.

Louis figlarnie spojrzał na Harry'ego . Opadł na ziemię, ciągnąc go razem z nim. Harry wylądował na
szczycie Louisa. Obrócił się tak, że teraz on górował nad Harrym. Złapał ręce chłopaka i przeniósł je za jego głowę. Uśmiechnął się w dół do loczka, który miał przerażaną minę. Louis puścił ręce Harry'ego i odchylił się do tyłu.

Harry pochylił się na łokciach patrząc na szatyna - Jesteś szalony. Wiesz o tym?

Louis z turlał z Harry'ego i wylądował obok niego. Chwycił rękę lokowatego i zamknął oczy - Tak wiem - oznajmił. Leżeli w milczeniu przez chwilę, po prostu wygrzewając się w niskiej temperaturze i obecności drugiej osoby.

- Wiesz - zaczął Louis - To jest pierwsze miejsce, w którym zacząłem cię szukać.

- Ty szukałeś mnie? - zapytał zaskoczony Harry.

- Tak.  W nocy jak poszedłeś, a następnie z Zayn'em następnego dnia. I rzeczywiście chwilowo byłem bałaganem.

- Bardzo przepraszam. Ja po prostu..nie chcę ciebie wykorzystać,  lubię cię i dlatego odszedłem. Tak sądzę. Nie sądziłam, że to coś wielkiego, jeśli mam być szczery - powiedział cicho Harry.

Louis zwiększył uchwyt na ręce Harry'ego - Nigdy tak nie pomyślałem. Bardzo mi na Tobie zależy - powiedział.

- Ale dlaczego? - zapytał zaciekawiony Curly.

- Szczerze mówiąc - zaczął Louis - Ja naprawdę nie jestem zbyt pewny dlaczego. Ty mnie po prostu przyciągasz do siebie. To tak, jakby dziwne połączenie, czy coś takiego. Nie wiem.

- Cóż... Dziękuję....Mam na myśli opiekę - powiedział cicho Harry.

- Kocham Cię Haz - powiedział cicho Louis.

- Ja też Cię kocham, Louis - odpowiedział zielonooki.

- Możesz nazywać mnie Lou, jak chcesz - powiedział Louis  z uśmiechem. Harry podniósł głowę i spojrzał na niego.

- Okey, Lou - powiedział posyłając w jego stronę uśmiech.

Louis zaczął czuć, że śnieg przemaka przez jego ubrania i było mu mokro, oraz niewygodnie.

- Czy jesteś gotów, by wrócić do domu? - zapytał Louis. Otworzył oczy i spojrzał na Harry'ego.

- Tak, tak. Jestem cały mokry - odpowiedział Harry z niezadowolonym wyrazem twarzy.

Louis zaczął się śmiać i puścił dłoń Harry'ego. Podniósł się z ziemi, strzepując z siebie śnieg. Ponownie złapał Harry'ego za rękę i pomógł mu wstać z ziemi. Następnie zaczął otrzepywać ciało loczka ze śniegu. Harry wydarł z siebie pisk, gdy otarł ręką o jego tyłek, na co Louis do siebie zachichotał. Splótł razem im ręce i zaczęli iść drogą powrotną do mieszkania. Spacer był krótki, ale powietrze, było zimne, zwłaszcza, gdy wszystko było mokre.

Kiedy znaleźli się w środku mieszkania. Louis zaczął ściągać z siebie ubrania. Harry tylko tam stał, nie wiedząc co ma robić. Kiedy Louis skończył zdejmować spodnie, spojrzał w górę, aby zobaczyć patrzącego na niego młodszego chłopca.

Na jego twarzy pojawił się uśmieszek - Widzisz coś, co ci się podoba? - zapytał bezczelnie Louis. Policzki Harry'ego spłonęły rumieńcem.

- Jaa...Uh....Uhm - Harry zająknął się ( od tłum: No pięknie Louis, zawstydziłeś biednego Harolda)

- Spokojnie, Haz. Ja tylko żartowałem - powiedział Louis, kładąc dłoń na ramieniu Harry'ego - Ale muszę rozebrać cię z tych ubrań - powiedział, począwszy zdejmując kurtkę chłopca. Harry dał się rozbierać. Zdjął jego marynarkę i czapkę. Louis zdjął bandaż i rozwinął jego ogon - Myślę, że możesz sam zrobić resztę - powiedział z uśmiechem.

Harry otrząsnął się - Tak, tak. Oczywiście - powiedział. Zdjął swoje spodnie dresowe, podczas gdy Louis zaczął zbierać wszystkie ubrania. Louis wyciągnął rękę po spodnie dresowe zielonookiego.

- Chodź za mną - powiedział i ruszył do sypialni. Podszedł do kosza i wrzucił do niego ubrania, a następnie podszedł do komody. Wyciągnął ubrania dla obu z nich, podając jedne Harry'emu - Myślę, że pójdę pod prysznic. Potrzebujesz czegoś? -zapytał.

- Uh..Nie, ja nie. Czy to byłoby w porządku, jeśli poszedłbym pooglądać telewizję? - zapytał cicho Harry, patrząc w dół na stopy. Louis umieścił dwa palce pod brodą Harry'ego i podniósł jego głowę.

- Hej, nie musisz pytać - powiedział cicho Louis.Cmoknął go w czoło i ruszył do łazienki - Będę szybki - zawołał .

Harry stał jeszcze chwilę, po czym się ubrał. Poczłapał do salonu i skulił się na kanapie. Słyszał jak woda leci z prysznica i śpiew Louisa. Chwycił pilota i włączył telewizor. Znalazł coś do oglądania i zaczął oglądać.

Gdy ułożył się wygodnie, zadzwonił dzwonek do drzwi....


Hejka!! Witam z kolejnym rozdziałem. Na początku bardzo chcę podziękować za komentarze. To dzięki nim zmotywowałam się do szybszego tłumaczenia . Im więcej komentarzy, tym szybciej pojawi się nowy rozdział.
Mam nadzieję, że ucieszyło Was to, że Harry nie uciekł drugi raz od Louisa. 
Co do następnego rozdziału, to nie wiem kiedy się pojawi następny. To zależy od Was kochani. 
Życzę Wam miłych wakacji i żebyście podczas nich sobie wypoczęli.
Do następnego xx

2 komentarze:

  1. No więc powoem Ci,że uwielbiam Cię za tłumaczenie tego opowiadania. Ono jest takie urocze,o mój Boże,rozpływam się. Wgl to poprawiłaś mi humor i właściwie dobrze,że przeczytałam go dzisiaj,a nie wcześniej. Jest super xx czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku przepraszam, że nie skomentowałam od razu, ale być może zapomniałam :C mam trochę zalatane wakacje póki co i narobiłam sobie duużo zaległości w ff :C
    w każdym razie rozdział super! cieszę się, że Harry jednak został :3 miło się czyta, gdy między nimi się tak fajnie układa :3 czekam na więcej <3
    kocham Cię <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń