To było na początku grudnia, kiedy Louis wracał do domu z pracy, tak jak
w każdym dniu. Tylko, że dziś zdecydował się pójść na skróty.
Wracał
do domu z nocnej zmiany, więc chciał dostać się do mieszkania
najszybciej jak to możliwe. Szedł właśnie skrótem, który prowadził go
przez najgorszą część miasta. Szedł tylnią aleją, kiedy usłyszał
szuranie. Poszedł za dźwiękiem, który doprowadził go do śmietnika, ale
kiedy dotarł do śmietnika hałas ucichł. Zajrzał do niego, ale nic tam
nie znalazł. Obszedł śmietnik od tyłu i zatrzymał się.
Spodziewał
się, że znajdzie tam zwierzę lub coś innego , ale nie to. Zobaczył
chłopaka, który był bardzo młody i wyglądał na kogoś kto chodzi jeszcze
do szkoły. Louis próbował coś powiedzieć, ale jedynie co był w stanie
robić to otwierać i zamykać usta. Jednak zebrał się w sobie i spróbował
jeszcze raz.
- Cześć, zgubiłeś się?- zapytał. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko dalej kontynuował patrzenie w ziemię - Jak masz na imię?
Tym
razem chłopak podniósł wzrok. Louis zamarł. Chłopak miał małe nacięcia
na policzkach i siniaka po okiem. Widział, że jego ubrania zdecydowanie
nie były odpowiednie na tą pogodę, miał tylko brudną białą koszulkę i
podarte dżinsy. Włosy miał matowe, bez połysku, schowane pod starą,
podartą beanie.
Ale poniżej oprócz kawałków nacięć, siniaków i brudu
miał najbardziej genialną parę zielonych tęczówek, których Louis
jeszcze nigdy nie widział. Choć te oczy były pełne strachu i bólu, wśród
wielu innych rzeczy. Louis od razu chciał go przytulić, ale się
powstrzymał.
- Masz jakieś imię? - zapytał zaciekawiony Louis.
Chłopiec niepewnie skinął głową - Czy możesz mi powiedzieć jak ono
brzmi? - Zaczął kręcić przecząco głową, ale potem zmienił zdanie i
skinął.
- Harry - wychrypiał chłopiec. Jego głos był głęboki i poważny, brzmiał tak jakby nie mówił przez długi czas.
-
Cóż, Harry. Chcesz iść ze mną do domu?- chłopak skrzywił się na to
pytanie, tak jakby wiele złych myśli przeszło przez jego głowę. Louis to
wyczuł - Nie skrzywdzę cię kochanie. Chcę ci pomóc. Masz dom? Albo
rodzinę, do której mogę zadzwonić?- zapytał Louis.
- Nie - wyszeptał Harry i jego oczy zaczęły napełniać się łzami, gdy wspomnienia z jego dawnych domów przyszły mu do głowy.
Louis
to zauważył i natychmiast przykucnął obok chłopca - Pójdziesz ze mną i
dam ci kilka rzeczy. Dobrze skarbie?- powiedział słodko Louis do
płaczącego chłopaka. Sięgnął do niego, by wytrzeć jego łzy, ale chłopiec
się wzdrygnął - Cii, hej nie zamierzam cie skrzywdzić. Nigdy bym cię
nie skrzywdził -Powiedział wycierając kciukiem łzy chłopca z policzka -
Chodź złotko. Ktoś taki jak ty nie powinien być tutaj tak późno - Wstał i
wyciągnął rękę w stronę chłopca, który ją chwycił.
Dopiero gdy
wstał, zdał sobie sprawę że chłopak w rzeczywistości był od niego
wyższy. Uśmiechnął się do chłopca i trzymając się za ręce ruszyli w
stronę jego mieszkania.
Gdy zauważył, że chłopak się trzęsie, zdjął
swój płaszcz i umieścił go na jego ramionach, widząc, że posiada dwie
warstwy na sobie. Louis mógłby przysiąść, że usłyszał pomruk zadowolenia
od chłopca, ale nie chciał o tym myśleć. Przyciągnął go bliżej do
swojego ciała, dzieląc z nim ciepło.
- Jesteśmy już prawie na miejscu
- powiedział Louis, gdy zbliżali się do jego mieszkania. Kiedy dotarli
do drzwi, wypuścił dłoń Harry’ego by sięgnąć klucze. Otworzył drzwi i
wszedł do środka chwytając dłoń Harry’ego ponownie i wciągając go za
sobą.
- Więc - powiedział Louis, drapiąc się po głowie - To jest
moje mieszkanie. Uhm.. Tam jest kuchnia - powiedział, wskazując w stronę
drzwi, kiedy zaczął iść w głąb mieszkania. - Tam jest.. - Louis się
zatrzymał, kiedy uświadomił sobie, że Harry wciąż stoi w drzwiach.
- Wszystko w porządku, skarbie? - zapytał.
Harry
zaskomlał, spuścił wzrok na swoje nogi, łzy płynęły z jego oczu. Louis
podbiegł do niego i przyciągnął go do uścisku, tuląc chłopca do piersi.
-Hej,
hej .. Uspokój się. Jest w porządku. Jest dobrze. Mam cię. - powiedział
Louis, przyciskając usta do czoła chłopaka. Harry odwrócił się do
Louis’ego, kładąc głowę w zgięciu jego szyi, mocząc przy tym koszulę
starszego chłopaka przez łzy i przyciskając ręce do jego koszuli.
-
Co się stało? Czy możesz mi powiedzieć co się stało, kochanie? - Harry
tylko potrząsnął głową, co znaczyło, że nie chce nic mówić - Jest w
porządku. Nie musisz nic teraz mówić. Możesz powiedzieć kiedy tylko
chcesz, w porządku? Harry niepewnie skinął głową.
- Umyjemy cie i
damy ci świeże ubrania. Jak to brzmi?- Zapytał Louis. Harry przytaknął
niepewnie do szyi Louis’ego - Chodź za mną - Louis chciał odciągnąć
Harry’ego, ale chłopak zacisnął uchwyt na jego szyi - Och..Chodź - Louis
uśmiechnął się, podniósł chłopca na ręce i zaniósł go do łazienki -
Poczekaj tutaj, muszę iść po jakieś ubrania. Zaraz będę z powrotem -
Oznajmił i ruszył przez hol do swojej sypialni, chwycił świeżą bieliznę,
spodnie dresowe i sweter, który był na niego za duży.
Gdy Louis
wrócił z powrotem do łazienki, spotkał się z czymś, czego nigdy nie mógł
sobie wyobrazić. Harry był zupełnie nagi. Miał siniaki i zadrapania,
które zaśmiecały jego mleczną skórę na plecach. Przesunął wzrok w dół i
dostał prawie zawrotu głowy. Harry miał długi ogon, który zaczynał się
od jego pleców, tuż nad jego pupą.
Harry stał tak, że nie widział
kiedy Louis wszedł do łazienki. Mógł jednak usłyszeć westchnienie i
miękkie ‘oh’ które wydostało się z Louisa. Potrząsnął głową z oczami
pełnymi strachu. Cofnął się dopóki nie został przyparty do krawędzi
wanny i ściany. Louis zobaczył, że miał również dwa szpiczaste uszy,
które wychodziły spod loków.
Louis zrobił krok w stronę Harry’ego,
który zaczął się kulić. Osunął się po ścianie i zwinął w pozycji
obronnej, starając się być mniejszy. Schował głowę między kolana i
owinął dłonie wokół nich. Louis mógł usłyszeć szloch dochodzący z niego.
-
Hej, nie ,Harry. Nie bój się. Nie zamierzam cię skrzywdzić. Mówiłem ci,
że nigdy bym tego nie zrobił. Obiecuję. Chcę ci tylko pomóc, skarbie.
Podejdź tu proszę. Chcę tylko zobaczyć, czy masz jeszcze jakieś inne
obrażenia. Obiecuję, że chcę tylko pomóc. - powiedział czule Louis do
chłopca. Harry, powoli podniósł głowę, która była spuszczona i spojrzał
na Louisa, czerwonymi i załzawionymi oczyma.
- Obiecujesz? - zapytał, nie urywając kontaktu wzrokowego.
Louis
natychmiast skinął głową - Tak, tak, oczywiście, Haz. - Uszka Harry’ego
drgnęły na dźwięk przezwiska a niepewny uśmiech wkradł się na załamaną
twarz chłopca. Otarł łzy, ale robiąc to, rozciął twarz, a Louis
zauważył, że ma bardzo ostre paznokcie.
- Och, Hazza. Skaleczyłeś
się. Chodź, chcę o Ciebie zadbać. - Powiedział czule Louis. Sięgną ręką w
stronę chłopca, aby pomóc mu wstać. Harry złapał jego rękę, uważając na
swoje paznokcie. Louis podszedł do wc i zamknął pokrywkę - Usiądź -
powiedział, a Harry wykonał polecenie.
Louis podszedł do wanny i
odkręcił kurek, w celu puszczenia wody. Podczas, gdy wanna się
napełniała, usiadł na niej po prostu wpatrując się w Harry’ego. Lekki
rumieniec wkradł się na policzki młodszego, który odwrócił wzrok.
Potem
uświadomił sobie, że Harry nadal ma krew na twarzy. Wstał i podszedł do
apteczki, wyciągnął z niej wodę utlenioną i waciki. Zwilżył wacik wodą
utlenioną, a potem odwrócił się do Harry’ego. Uklęknął przed chłopcem i
sięgnął wacikiem do nacięcia na twarzy. Harry skrzywił i jęknął się, gdy
wacik zetknął się z jego raną - Tak wiem. Piecze trochę- powiedział
Louis uśmiechając się do chłopca.
- Więc, ile masz lat, Harry?
- Siedemnaście…Tak myślę -powiedział z zaciekawieniem w oczach.
-
Wiesz, czy masz jakieś drugie imię, lub nazwisko? - zapytał Louis,
zanim odwrócił się i doczołgał się do wanny, by wyłączyć krany.
- Ehm..Harry Edward Styles - powiedział, marszcząc twarz, jakby nie mógł zapamiętać.
-
Cóż Harry Edwardzie Styles, twoja kąpiel jest gotowa - powiedział Louis
z uśmiechem. W oczach Harry’ego można było zobaczyć strach. Louis
zauważył, że Harry wpatrywał sie w wodę w wannie. Potem to go uderzyło.
Harry był w części kotem, a koty boją się wody (dop,tł: Łał Louis
szybki jesteś). - Och, Harry. Wiem, że to wygląda strasznie, ale musisz
się umyć. Jesteś cały brudny. Musisz być czysty. Zostanę, jeśli chcesz? -
zapytał Louis. Harry natychmiast skinął głową i wyciągnął rękę do
Louisa. Louis wstał z podłogi i podał Harry’emu rękę, podnosząc go do
góry i prowadząc go do wanny.
Harry pomału podniósł nogę i włożył ją
do wody. Skrzywił się trochę, ale po chwili zamoczył ją całą. Wszedł
swoją drugą nogą, wzmacniając uścisk ręki na ręce Louis’ego. Ostrożnie
opuścił się do wody i przesunął sie na sam koniec wanny, zginając nogi,
bo są one za długie, aby mógł je wyciągnąć w pełni. Jego oczy
rozszerzyły się ze zdumienia, a z jego ust wyszedł cichy pomruk.
- Czuję się miło - oznajmił - Ciepłe - Zanurzył się w wodzie tak, że teraz woda sięgała mu do ramion.
- Czy wiesz jak umyć włosy? - zapytał Louis. Chłopiec spojrzał na niego z szeroko otwartymi oczami i pokręcił głową.
-
Mogę? - zapytał z wątpieniem Louis, patrząc na niego czule. Powoli
skinął i puścił rękę Louisa - Czy możesz się pochylić do przodu,
kochanie? Muszę zmoczyć ci włosy - powiedział cicho Louis. Harry skinął
głową i pochylił się trochę do przodu.
Louis złączył dłonie, nabrał w
nie trochę wody z wanny, przenosząc ją na włosy Harry’ego i oblewając
je. Robił to wielokrotnie, uważając, aby nie dostała się do twarzy
chłopaka, aż jego włosy były w pełni mokre.
- W porządku? - zapytał z przejęciem. Harry pokiwał lekko głową, zaciskając zamknięte oczy.
Louis
sięgnął po jedną z butelek, która stała na krawędzi wanny. Otworzył ją i
wycisnął na dłoń pieniący się żel. Zaczął delikatnie szorować jego
głowę szamponem, przeczesując palcami brudne loki.
Wtedy Louis usłyszał go ponownie.
Harry
mruczał cicho z zamkniętymi oczami, a zadowolenie wypłynęło na jego
twarz, sprawiając, że Louis się do siebie uśmiechnął. Delikatnie zaczął
czyścić uszy Harry’ego, mycie zmierzwionego futra sprawiło, że Harry
przestał mruczeć. Jego oczy szeroko się otworzyły i przyłożył ręce do
ust, mocno się przy tym rumieniąc, chowając twarz przed Louis’em, który
miał szeroki uśmiech na twarzy tak, że kąciki jego oczu się zmarszczyły.
- Przepraszam, przepraszam. Ja nie, nie chciałem. Proszę n-nie bij mnie - sapnął Harry, podnosząc wzrok.
-
O nie, kochanie. Nie zrobiłeś nic złego. Nie możesz myśleć, że to jest
coś czego nie możesz robić. To jest bardzo urocze - oznajmił Louis z
bezczelnym uśmiechem.
Wyciągnął rękę i podrapał Harry’ego za uszami,
powodując tym kolejne mruknięcia, które wydobywały sie z ust chłopaka.
Curly ( od tł: w opowiadaniu, było napisane Curly, wiec postanowiłam
tego nie zmieniać) nieśmiało uśmiechnął się do Louisa, bardziej wtulając
się w rękę starszego. Louis zrozumiał prośbę chłopaka i dalej
kontynuował głaszczenie go za uchem.
- Zamierzam ci teraz spłukać
mydło z włosów. Czy to w porządku? Będziesz musiał przechylić głowę do
tyłu tak, aby piana nie dostała się do twoich oczu - powiedział do
chłopca, który wykonał jego polecenie i odchylił głowę do tyłu. Louis
ujął trochę wody w dłonie i zaczął spłukiwać pianę. Kiedy skończył,
spojrzał na wodę, która była już bardzo brudna i zmarszczył brwi.
-
Hej Harry, możesz wstać? Mam pomysł - oznajmił. Harry złapał sie boków
wanny i wstał. Louis schylił się do wody i wyciągnął wtyczkę. Woda
zaczęła uciekać z wanny, przez co Harry cofnął się z dala od odpływu.
-
Hej, hej. Uspokój się. To tylko odpływ. Jest w porządku - powiedział
cicho Louis. Kiedy wanna była całkowicie sucha, odwrócił się w stronę
prysznica. Włączył go, a woda zaczęła z niego strzelać, co spowodowało
krzyk Harry’ego. Cały w dreszczach osunął się w rogu łazienki. Louis
odwrócił twarz do drżącego chłopca.
- Co się stało Harry? - zapytał Louis kucając przy chłopcu.
- Nie, nie chce - wykrztusił wstrzymując oddech.
-
Co? Prysznicu? To tylko woda kochanie. Tylko trochę wody. Obiecuję, że
to miłe. Wystarczy tylko stanąć pod natryskiem. Obiecuję, to nie jest
straszne - powiedział Louis do młodszego chłopca, pocierając w górę i w
dół jego ramię, starając się go pocieszyć.
- Czy….Pójdziesz ze mną? - zapytał Harry, z błyszczącymi ze strachu oczyma.
- Och Harry. J-ja nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedział cicho Louis, patrząc w dół na swoje kolana.
- Proszę - wyszeptał Harry z patrząc na chłopaka z lśniącymi od łez oczami.
-
Dobrze, w porządku. Tak, jasne, kochanie - oznajmił Louis z
westchnieniem. Wstał i pociągnął Harry’ego z nim - Tak, trzymaj się -
powiedział, zdejmując ubrania, ale pozostawiając bokserki. Wszedł
pierwszy i stanął pod ciepłym strumieniem wody.
- Chodź kochanie. To
nie jest złe. Chodź - powiedział. Harry powoli wszedł do prysznica i
stanął na drugim końcu. Louis zatrzasnął za nim kurtyny, a Harry zwinął w
siebie - Hej, chodź tutaj. Jest w porządku skarbie.
Harry powoli
poczłapał w stronę Louis’ego i strugi wody. Wyciągnął rękę pod wodę i
wzdrygnął się, ale wciąż przybliżał swoje ciało, aż znalazł się pod
natryskiem i mocno zacisnął oczy, kiedy tam stał. Louis sięgnął po myjki
i wylał na nie trochę żelu pod prysznic.
Podszedł, by wyczyścić
skórę Harry’ego ale jak tylko Harry to zobaczył, otworzył szeroko oczy
ze strachu i cofnął się do tyłu - Ja po prostu muszę cię umyć. W
porządku kochanie? - zapytał łagodnie Louis. Chłopak kiwnął głową,
powoli wracając na swoje dawne miejsce.
- Czy możesz się dla mnie odwrócić? - spytał. Harry powoli się odwrócił i teraz stał tyłem do szatyna.
Louis
zaczął delikatnie przecierać skórę Harry’ego ostrożnie z powodu
siniaków i zadrapań. Przetarł gąbką po ramionach i po bokach, upewniając
się, że zmył cały brud. Wziął jakiś szampon i roztarł go, biorąc
zmierzwiony ogon Harry’ego w dłonie i delikatnie pocierając ręką w górę i
dół, uwalniając go od brudu i nieczystości. Odwrócił go i zaczął
szorowanie na klatce piersiowej. Widział kilka ran i siniaków tu i tam
porozrzucanych po ciele chłopaka. To nie wygląda na coś poważnego, więc
nie potrzebuje konsultacji lekarza, bo szczerze mówiąc nie wie jak
miałby, wyjaśnić „stan” Harry’ego. Zepchnął tę myśl na bok i skończył
czyszczenie brzucha chłopaka. Potem uświadomił sobie, ze musi wyczyścić
jego krocze - Hej, uhm… Harry? Czy uważasz, że możesz, um, umyć,
….siebie….tam….na….dole?
Harry spojrzał na niego z zaciekawieniem,
ale potem do niego dotarło - Och, ehm tak, tak mogę to zrobić -
powiedział, a rumieniec pojawił się na jego policzkach,
rozprzestrzeniając się, aż w dół klatki piersiowej. Wziął gąbkę od
Louisa i odwrócił się, aby się oczyścić. Umył również swoje nogi i
tyłek.
- Nic sobie nie zrobiłeś?- zapytał Louis. Harry pokiwał głową.
Louis odwrócił się i wyłączył krany. Odsunął zasłonę i wpuścił zimny
podmuch powietrza, przez co Harry zaczął drżeć i przesunął się bliżej
Louisa.
Louis wyszedł i złapał ze stojaka ręcznik dla siebie i
Harry’ego. Owinął się nim wokół talii, a następnie otworzył, by Harry
też mógł w niego wejść. Harry wyszedł z pod prysznica, wszedł pod
ręcznik i poczuł jak ogarnia go ciepło. Wydał z siebie głośny pomruk i
się w niego wtulił, zamykając przy tym oczy. Louis uśmiechnął się na
widok tak dziecinnego zachowania.
- Idę się przebrać, ale twoje ciuchy są tutaj - powiedział, wskazując na ubrania, które leżały koło zlewu.
Chwycił
jego brudne ubrania i wyszedł z pomieszczenia, by mógł się przebrać.
Udał się do swojego pokoju, założył na siebie spodnie od piżamy i
bluzkę. Następnie wyszedł, poszedł w lewo i ruszył do wolnej sypialni,
by urządzić łóżko tak, aby Harry miał wystarczająco koców by nie
zmarznąć. Kiedy skończył, udał się z powrotem do łazienki.
Harry
podniósł ubrania, które Louis dla niego przygotował, a jego oczy się
rozszerzyły. Nikt nigdy nie dbał o niego tak, jak Louis, za co był mu
bardzo wdzięczny. Chciało mu się płakać, ale się powstrzymał. Zaczął się
ubierać, a po chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Jesteś gotowy, Haz? -zapytał Louis przez drzwi.
- Prawie - pisnął Harry. Dokończył zakładanie spodni i otworzył drzwi, zauważając opartego Louisa o futrynę.
-
Jesteś głodny kochanie? - zapytał. Harry nie zauważył wcześniej, że
jest głodny, ale naprawdę był, skoro nie jadł nic od kilku dni. Skinął
słabo głową, z szeroko otwartymi oczami - No to idziemy znaleźć coś do
jedzenia. Jak to brzmi? - Harry skinął głową. Louis owinął rękę wokół
talii chłopaka i poprowadził go do kuchni - Czy możesz usiąść kochanie? -
Curly podszedł do stołu i usiadł. Louis udał się do lodówki. Po chwili
coś z niej wyciągając - Czy pierś z kurczaka może być?
- Tak -
oznajmił cicho Harry, patrząc w dół na kolana, gdzie były splecione jego
ręce. On nigdy nie jadł kurczaka. Ale brzmiało, to wystarczająco
dobrze.
Louis umieścił posiekanego kurczaka na talerzu, po czym
włożył do kuchenki mikrofalowej. Odgrzał przez 30 sekund, a następnie go
wyjął. Chwycił widelec i postawił na stole na wprost chłopaka w
loczkach, ale Harry tylko siedział, wpatrując się w żywność.
- Coś nie tak kotku? - Zapytał Louis.
- J-ja nie wiem..jak - odparł smutno.
-
Och kochanie, to jest w porządku. Pokażę ci - powiedział Louis
podnosząc widelec. Wziął dużą dłoń Harry’ego i umieścił w niej widelec
prawidłowo, po czym poprowadził rękę w duł kurczaka krojąc go nożem.
Puścił i powiedział - Teraz, weź widelec do ust - Harry zrobił, jak mu
kazano - Tak, tak. Dobry chłopak - Harry zamknął usta wokół widelca-
Teraz wyciągnij widelec, ale utrzymaj na miejscu kurczaka - Harry zrobił
tylko to. Odłożył widelec i żuł jedzenie w przemyśleniu. Jego oczy się
zaświeciły i wziął więcej. Jęknął w smaku i szybko dokończył resztę.
Zamknął oczy i uśmiechnął się do siebie, powodując również uśmiech na
twarzy Louisa.
- Cóż myślę, że najwyższy czas iść do łóżka, kotku.
Jest już dość późno - powiedział Louis dźwięcznie. Było już po pierwszej
w nocy, a on był zmęczony. Harry przytaknął. Louis podniósł talerze i
widelce, po czym zaniósł je do zlewu. Postanowił, że umyje je jutro rano
- No chodź tu - powiedział z uśmiechem. Wyciągnął rękę w stronę
Harry’ego, który od razu ją chwycił i zaprowadził go do dodatkowej
sypialni
Otworzył drzwi - I to jest miejsce, w którym będziesz
przebywać - włączył światło i Harry zajrzał do środka, na co uśmiechnął
się na myśl o własnym pokoju. Louis uśmiechnął się łagodnie, a Harry
puścił jego rękę i weszli w głąb pokoju.
Chodził wokół, patrząc na
wszystko. To nie było zbyt wiele. Po środku znajdowało se łóżko z
granatową pościelą. Kredens i biurko stały na przeciwległej stanie.
Harry wspiął się na łóżko i wsunął pod kołdrę. Jego loki były
porozrzucane po drugiej stronie poduszki. Louis podszedł i wsunął go
głębiej.
-Dobranoc kotku. Słodkich snów - powiedział, całując go w
czoło. Udał się do drzwi po drodze wyłączając światło. Poszedł do
swojego pokoju i opadł na łóżko królewskiej wielkości, przed wczołganiem
się pod kołdrę i zamknął oczy. Następnie zasnął.
Mi się bardzo podoba :-)
OdpowiedzUsuńJest takie słodkie ;3
@ kc__Horan