Harry nie miał słodkich snów.
Louisa obudziły głośne krzyki. Szybko usiadł do pozycji siedzącej,
próbując przetrzeć zaspane oczy. Spojrzał na stolik na którym stał
zegarek, który na jasno-czerwono wyświetlał godzinę 3:52. Jęknął i wstał
z łóżka, i ruszył szybko do sypialni skąd dochodziły krzyki. Otworzył
drzwi i popędził do chłopca, który głośno krzyczał i się miotał po
łóżku. Łzy spływały po jego policzku, ale okazało się, że nadal śpi.
Louis usiadł na łóżku i uścisnął chłopca - Harry - powiedział Louis -
Haz, obudź się - Potrząsnął nim mocniej - Harry! - krzyknął wściekle
odwracając chłopca.
Trząsł się, a jego oczy były szeroko otwarte ze strachu i lśniące od
łez, przesunął się do tyłuo wezgłowie. Louis wczołgał się na łóżko i
usiadł obok Harry’ego, chłopiec mrugnął oczyma, kiedy Louis go objął,
ciało chłopaka zareagowało szlochem.
- Jest dobrze. Jest w porządku.
Mam Cię, jesteś bezpieczny. Nie skrzywdzę Cię kochanie. Pamiętasz,
obiecałem? - Louis szeptał czułe słówka do ucha chłopaka i starał się go
uspokoić. Tulił go w ramionach, kołysząc go w tą i z powrotem. Sięgnął
do futrzastych uszów Harry’ego, mając nadzieję, że to pomoże.
Zaczął spokojnie do niego śpiewać - Settle down with me, cover me up, cuddle me in. Lie down with me, and hold me in your arms - szloch Harry’ego ucichł, zamiast pozwolił mu trochę płakać. Louis nadal głaszcząc go w górę i dół, zaczął dalej śpiewać - And
your hearts against my chest, your lips pressed to my neck, I’m falling
for your eyes, but they don’t know me yet. And with a feeling I’ll
forget, I’m in love now- Oddech Harry’ego zaczął teraz wracać do normy - Kiss
me like you wanna be loved, you wanna be loved, you wanna be loved.
This feels like falling in love, falling in love, falling in love - gdy skończył śpiewać spojrzał na chłopca, który wpatrywał się w niego z zaciekawieniem.
- Louis…Co to miłość? - zapytał spokojnie Harry.
-
C-co - Louis zaczął się jąkać - Co masz na myśli przez ” Co to jest
miłość?” Nie wiesz, co to jest miłość? - zapytał Louis w szoku.
Harry tylko potrząsnął głową - Czy możesz mi powiedzieć, co to jest? Brzmi miło - zapytał Harry ciszej niż ostatnio.
-
Cóż, uhm, miłość jest…Hmmm…Jak to wyjaśnić? - Zapytał bardziej Louis
siebie - To uczucie , tak naprawdę. Oznacza, że bardzo ci na kimś zależy
i jesteś tam dla tej osoby, gdy potrzebuję pomocy. Miłość może być
romantyczna i można nią kochać swoją rodzinę. Myślę, że rzeczywistą
definicją miłości jest namiętne uczucie lub osobiste przywiązanie. Coś w
tym rodzaju. To naprawdę miłe uczucie. A inni ludzie też Cię mogą
kochać.
Harry patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami - Nigdy nie miałem
kogoś, kto by mnie kochał - wyszeptał tak cicho, że było to prawie
niesłyszalne.
- Och, Hazza - Louis przyciągnął bliżej siebie chłopca, tuląc go.
- Czy..Czy ty mnie kochasz Louis? - szepnął.
- Wiesz…myślę, że może - powiedział Louis z uśmiechem na twarzy - Kocham Cię Harry Edwardzie Stylesie.
Harry przyłożył nos nad brodę Louisa i zaczął go lizać. Louis wtedy
pomyślał, że Harry go po porostu całuje - Ja też Cie kocham Louis -
oznajmił Harry, liżąc go ponownie.
- Więc, Harry … Czy chcesz mi powiedzieć, dlaczego usłyszałem Cię krzyczącego i się obudziłem? - zapytał ostrożnie Louis.
- Miałem zły sen - stwierdził po prostu Harry, patrząc na słonia, by uniknąć wzroku Louisa.
- A..Co się działo dokładnie w tym śnie? - dociskał Louis, próbując się czegoś dowiedzieć.
-
Hmm.. To było… To było bardziej jak wspomnienie , cokolwiek to było -
westchnął Harry, wiedząc że musi to wyjść na jaw - Byłem, uhm… Kiedyś,
bardzo bity przez swoich właścicieli.
- Co ty masz na myśli przez ‘właścicieli’ - zapytał Louis.
- Typowych właścicieli. Pierwszym był Bill, a drugim Craig, a teraz ty nim jesteś - stwierdził loczek.
Louis spojrzał na niego przerażony tym co chłopak powiedział - Harry,
nie. Ja nie jestem Twoim właścicielem. Wcale nie mam ochoty Cię
kontrolować, lub byś był moim zwierzakiem - powiedział stanowczo szatyn.
Łzy Harry’ego już dawno skończyły lecieć, ale teraz jego oczy kolejny
raz zaczęły napełniać się łzami - T-To co mam zrobić? - szlochał -
Powinienem wiedzieć, że mnie nie chcesz - Krzyknął loczek i wycofał się z
uścisku Louisa do krawędzi łóżka.
- Co? Harry nie, nie, nie, nie.
Kochanie, nie o to mi chodziło. Chciałbym, ale nie jako twój właściciel.
Więcej przyjacielem, niż czymkolwiek. Tak jak wcześniej ci mówiłem,
chce Tobie pomóc, ale ty jesteś własną osobą. Nikt nie musi cię
kontrolować, kochanie - powiedział Louis, starając się pocieszyć
płaczącego chłopca - Tak jak wcześniej mówiłem, Kocham Cię. Musisz to
pamiętać, w porządku?
Harry powoli skinął głową, niepewny czy zaufać Louis’owi, nie odwracając się do starszego chłopca.
- Więc, masz zamiar opowiedzieć mi o moim śnie? - zapytał Louis.
-
Oh…umh…Tak, to było gdy mieszkałem z Bill’em, tak? Myślę, że miałem
wtedy 7 lub osiem lat - Zaczął Harry. Wyglądał jakby znalazł się we
własnym świecie, wyjaśniając to co się stało.
*Retrospekcja Harry’ego
Harry
miał wtedy siedem lat i w tamtym czasie żył z Bill’em. Kobieta, która
go przygarnęła była żoną Billa. Zmarła w zeszłym roku i od tego czasu
było piekło. Bill był gwałtowny i pił zdala od swoich problemów. Bill
pił wtedy z kumplami, zanim wrócił do domu, aby znaleźć Harry’ego, który
spał w małej klatce z ogonem owiniętym wokół siebie. Facet zawsze
zamykał go, gdy wychodził.
- Wstawaj
chłopcze! - krzyknął Bill. Harry przebudzony się przestraszył, gdy
uderzył z powrotem o ścianę klatki, chwytając go za ogon i przyciągając
go. Harry zawył, próbując wspiąć się dalej- Nie walcz ze mną chłopcze! -
krzyczał Bill, trzymając Harry’ego za kark przed mocnym uderzeniem w
brzuch. Harry zakrztusił się szlochem, nie móc złapać oddechu. Bill
upuścił i rzucił nim w drewnianą podłogę. Ustał na piersi Harry’ego,
miażdżąc mu przy tym płuca. Pochylił się i uderzył go w twarz, na co
chłopak ponownie krzyknął. Bill zdjął nogę z Harry’ego i wdepnął nią na
jego ogon. Harry jęknął próbując podnieść ogon spod nogi faceta, ale ten
kopnął go na dokładkę , a następnie splunął na jego twarz - Obrzydliwe -
wymamrotał. Złapał Harry’ego za włosy i wciągnął go z powrotem do
klatki. Rzucił go i zaplokował chłopca pełnego płaczu.
*Koniec retrospekcji.
Kiedy Harry skończył wyjaśniając swój sen, spojrzał w górę na Louisa. Starszy chłopak miał przepełnione oczy łzami.
-
O mój Boże, Hazz kochanie, to jest straszne. Tak mi przykro -
powiedział Louis, tuląc chłopca do swojej piersi. Kilka łez uciekło z
oczów Louisa i teraz przyszła kolej na Harry’ego, by go pocieszyć.
Wyciągnął rękę i otarł kciukiem łzę z jego policzka. Obiął Louisa i
przytulił go do siebie. Harry nadal miał swoje wątpliwości co do Louisa,
ale na razie odepchnął te myśli na bok.
- Chcesz ze mną zostać
dzisiejszej nocy, aniołku? - zaproponował Louis. Oczy Harry’ego
rozjaśniły się, a jego uszy ożywiły. Skinął głową natychmiast, co
sprawiło, że jego loki się zatrzęsły - No chodź, podnieś się -
powiedział Louis, poklepując Harry’ego po plecach.
Harry dostosował
się i wstał z kolan Louisa. Starszy wstał i rozciągnął swoje kończyny,
nie liczne stawy mu strzeliły, w tym procesie zabrał swoją dłoń z dala
od uścisku Harry’ego. Harry spojrzał sceptycznie, ale wziął jego w
każdym razie, przeciągając Louisa na łóżko.
To spowodowało, że Harry zderzył się z klatką piersiową Louisa, na co starszy fuknął śmiechem i owinął ramiona wokół Harry’ego.
Wyższy chłopaka zamarł, nie wiedząc co robić, ale pomyślał żeby
powtórzyć ten gest. Otoczył Louisa swoimi długimi ramionami, głowa
Louisa leżała na na zgięciu jego szyi. Louis odetchnął w skórę Harry’ego
na co chłopak mimowolnie zadrżał.
Usunął się z uścisku Harry’ego i wziął go za rękę, prowadząc ich do
swojego pokoju. Puścił dłoń Harry’ego i wpełzł do łóżka, dostając się
pod kołdrę. Jednak Harry wciąż stał na brzegu łóżka - Idziesz? - zapytał
Louis, podniósł przy tym kołdrę jako zaproszenie. Harry obszedł łóżko i
wszedł pod kołdrę, ale położył się blisko brzegu łóżka, a daleko od
szatyna, który odwrócił się twarzą do niego - Dlaczego jesteś aż tam? -
zapytał. Loczek odwrócił się do niego , wzruszając przy tym ramionami,
ale zachowując dystans.
- Chodź tu - powiedział Louis, otwierając ramiona w stronę chłopca.
Walcząc
spojrzał mętnie w jego oczy. Nie wiedział, dlaczego miałby mu ufać, ale
też nie wie dlaczego nie powinien. Dostawał piękno, za co był bardzo
wdzięczny. Ale czuł się jak ciężar, ciężar który jest na barkach
starszego.
Pozwolił myśli zostawić swój umysł i poczłapał w ramiona Louisa.
Chłopak owinął się wokół Harry’ego, silnymi ramionami obiął kruchego
chłopaka. Harry schował głowę pod podbródek Louisa, który głaskał
Harry’ego po plecach. Mógł powiedzieć, że chłopak był spięty, ale
uspokoił się tak szybko, gdy Louis pogłaskał go po ogonie. Wydał z
siebie cichy pomruk i przytulił się do obojczyka Louisa.
- Więc
zauważyłem, że nie mówisz zbyt wiele. Jest jakiś powód, dlaczego?-
zapytał szatyn. Harry spiął się na to pytanie, bo straszne wspomnienie
pojawiło się z powrotem w jego umyśle.
- Nie wolno mi było - wyszeptał.
- Co masz, przez to na myśli? - zapytał Louis.
- Jesteś pewien, że chcesz to usłyszeć? To nie jest bardzo szczęśliwa historia - oznajmił.
-
Nie, to jest w porządku. Będę słuchać. Lepiej jest o tym porozmawiać,
niż trzymać to w sobie - wyraził Louis, to co zawsze mówiła mu mama, gdy
miał trudny okres.
- To było, gdy mieszkałem z Craigiem - zaczął.
*Retrospekcja Harry’rgo.
Harry
miał jedenaście lat. Mieszkał z Craigiem przez prawie trzy miesiące.
Posiadał go odkąd Bill go wyrzucił. Mieszkał na ulicy, dopóki nie
znalazł go Craig. Wziął go i dał mu jedzenie i wodę oraz pozwolił mu
spać na kanapie. Harry był zadowolony podczas pierwszego tygodnia, ale
Craig później pokazał swoje prawdziwe obliczę. Traktował Harry’ego jak
zwierzę. Kazał mu się czołgać, karmiony był z talerzy bez sztućców i
miski do picia. On nigdy nie pozwolił mu mówić. To zaczęło się wtedy,
gdy Harry zaczął się pytać, czy może dostać coś do picia. Craig wstał i
górował nad chłopcem siedzącym na kanapie.
-
Czy mogę mówić lub coś powiedzieć? - wypluł. Harry spojrzał na niego z
szeroko otwartymi oczami. Był co najmniej zdezorientowany.
- Uh..N-Nie.. - zająknął się. Wtedy duża ręka weszła w kontakt z jego policzkiem.
-
Co ja kurwa powiedziałem?- krzyknął Craig. Przyciągnął Harry’ego za
jego koszule do szafy, po czym wepchnął go do środka. Zamknął drzwi i
wyszedł, zostawiając Harry’ego łkającego. Użył swoich ostrych pazurów
jako gwoździe do zamka przy drzwiach, ale nie zrobił nic, prócz starcia
farby i złamania pazurów. Zwinął się w małej, ciemnej szafie i płakał
myśląc, że spędzi tutaj noce i kolejne dni. Kiedy został wypuszczony
kolejnego dnia milczał. Nie na wszystko mu pozwalano. Harry był
spełniony, po prostu chciał mieć miejsce do spania.Wkrótce okazało się,
że Craig był ćpunem.Zawsze wciągał prochy nosem, lub je sobie
wstrzykiwał. Zawsze otrzymywał przemoc, gdy nie był wysoki, gdy zawsze
nie był zdolny do wycofania.
Mieszkał w tym
wszystkim do 17 lat. W przed dzień swoich urodzin uciekł.To było prawie
rok temu, widząc, jak to było w połowie grudnia. Urodził się na
początku lutego. Właściwie, pierwszego lutego tak dokładnie. Mieszkał na
ulicy przez cały ten czas.
*Koniec retrospekcji.
Ukończył historię i odetchnął, bo już tego nie trzyma w sobie. Louis przyciągnął go jeszcze mocniej do swojego ciała.
-
No Hazz. Możesz mówić tutaj jak najwięcej, proszę. Masz piękny głos i
nie chce by poszedł na marne - powiedział Louis, składając pocałunek
między uszami Harry’ego. Podniósł rękę z pleców chłopaka do jego uszów,
drapiąc go za nimi. Harry zaczął głośno mruczeć, gdy przytulił się
bliżej do ciała Louisa.
- Dobranoc, kochany kotku. Kocham Cię -
powiedział Louis do loków Harry’ego. Położył pocałunek na czubku jego
głowy, po czym zamknął oczy.
- Dobranoc Louis, ja też Cię kocham -Odpowiedział Harry marszcząc brwi. Louis robił to, co utrudniało mu w tym co miał zrobić.
Ręka Louisa zatrzymała ruchy we włosach Harry’ego i jego oddech się
wyrównał. Harry odliczył pół godziny, po czym uwolnił się z ramion
Louisa. Zastąpił swoje poprzednie miejsce poduszką i ostrożnie wylazł z
łóżka. Przeniósł się z powrotem do łazienki, aby znaleźć swoją czapkę.
Założył ją na uszy, upewniając się, że zostały ukryte na tyle dobrze,
zanim cicho podszedł do drzwi i się wymknął.
Louis miesza się w śnie myśląc,że właśnie usłyszał drzwi, ale
zignorował to i poszedł spać. Śnił o pewnym zielonookim kociaku, który
miał ciało chłopca.
Hejka! Pewnie dziwicie się, że od razu pojawiły się 2 rozdziały. Postanawiam Wam to wyjaśnić.
To opowiadanie tak właściwie miałam dodawać tylko na tumblrze, ale zmieniłam zdanie i od dzisiaj będę je dodawać na blogspocie.
Jeśli mogę to bardzo Was proszę o komentarze, bo one bardzo pomagają. Buziaki xx
piątek, 30 maja 2014
Rozdział 1 : Zagubiony i niepewny
To było na początku grudnia, kiedy Louis wracał do domu z pracy, tak jak
w każdym dniu. Tylko, że dziś zdecydował się pójść na skróty.
Wracał do domu z nocnej zmiany, więc chciał dostać się do mieszkania najszybciej jak to możliwe. Szedł właśnie skrótem, który prowadził go przez najgorszą część miasta. Szedł tylnią aleją, kiedy usłyszał szuranie. Poszedł za dźwiękiem, który doprowadził go do śmietnika, ale kiedy dotarł do śmietnika hałas ucichł. Zajrzał do niego, ale nic tam nie znalazł. Obszedł śmietnik od tyłu i zatrzymał się.
Spodziewał się, że znajdzie tam zwierzę lub coś innego , ale nie to. Zobaczył chłopaka, który był bardzo młody i wyglądał na kogoś kto chodzi jeszcze do szkoły. Louis próbował coś powiedzieć, ale jedynie co był w stanie robić to otwierać i zamykać usta. Jednak zebrał się w sobie i spróbował jeszcze raz.
- Cześć, zgubiłeś się?- zapytał. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko dalej kontynuował patrzenie w ziemię - Jak masz na imię?
Tym razem chłopak podniósł wzrok. Louis zamarł. Chłopak miał małe nacięcia na policzkach i siniaka po okiem. Widział, że jego ubrania zdecydowanie nie były odpowiednie na tą pogodę, miał tylko brudną białą koszulkę i podarte dżinsy. Włosy miał matowe, bez połysku, schowane pod starą, podartą beanie.
Ale poniżej oprócz kawałków nacięć, siniaków i brudu miał najbardziej genialną parę zielonych tęczówek, których Louis jeszcze nigdy nie widział. Choć te oczy były pełne strachu i bólu, wśród wielu innych rzeczy. Louis od razu chciał go przytulić, ale się powstrzymał.
- Masz jakieś imię? - zapytał zaciekawiony Louis. Chłopiec niepewnie skinął głową - Czy możesz mi powiedzieć jak ono brzmi? - Zaczął kręcić przecząco głową, ale potem zmienił zdanie i skinął.
- Harry - wychrypiał chłopiec. Jego głos był głęboki i poważny, brzmiał tak jakby nie mówił przez długi czas.
- Cóż, Harry. Chcesz iść ze mną do domu?- chłopak skrzywił się na to pytanie, tak jakby wiele złych myśli przeszło przez jego głowę. Louis to wyczuł - Nie skrzywdzę cię kochanie. Chcę ci pomóc. Masz dom? Albo rodzinę, do której mogę zadzwonić?- zapytał Louis.
- Nie - wyszeptał Harry i jego oczy zaczęły napełniać się łzami, gdy wspomnienia z jego dawnych domów przyszły mu do głowy.
Louis to zauważył i natychmiast przykucnął obok chłopca - Pójdziesz ze mną i dam ci kilka rzeczy. Dobrze skarbie?- powiedział słodko Louis do płaczącego chłopaka. Sięgnął do niego, by wytrzeć jego łzy, ale chłopiec się wzdrygnął - Cii, hej nie zamierzam cie skrzywdzić. Nigdy bym cię nie skrzywdził -Powiedział wycierając kciukiem łzy chłopca z policzka - Chodź złotko. Ktoś taki jak ty nie powinien być tutaj tak późno - Wstał i wyciągnął rękę w stronę chłopca, który ją chwycił.
Dopiero gdy wstał, zdał sobie sprawę że chłopak w rzeczywistości był od niego wyższy. Uśmiechnął się do chłopca i trzymając się za ręce ruszyli w stronę jego mieszkania.
Gdy zauważył, że chłopak się trzęsie, zdjął swój płaszcz i umieścił go na jego ramionach, widząc, że posiada dwie warstwy na sobie. Louis mógłby przysiąść, że usłyszał pomruk zadowolenia od chłopca, ale nie chciał o tym myśleć. Przyciągnął go bliżej do swojego ciała, dzieląc z nim ciepło.
- Jesteśmy już prawie na miejscu - powiedział Louis, gdy zbliżali się do jego mieszkania. Kiedy dotarli do drzwi, wypuścił dłoń Harry’ego by sięgnąć klucze. Otworzył drzwi i wszedł do środka chwytając dłoń Harry’ego ponownie i wciągając go za sobą.
- Więc - powiedział Louis, drapiąc się po głowie - To jest moje mieszkanie. Uhm.. Tam jest kuchnia - powiedział, wskazując w stronę drzwi, kiedy zaczął iść w głąb mieszkania. - Tam jest.. - Louis się zatrzymał, kiedy uświadomił sobie, że Harry wciąż stoi w drzwiach.
- Wszystko w porządku, skarbie? - zapytał.
Harry zaskomlał, spuścił wzrok na swoje nogi, łzy płynęły z jego oczu. Louis podbiegł do niego i przyciągnął go do uścisku, tuląc chłopca do piersi.
-Hej, hej .. Uspokój się. Jest w porządku. Jest dobrze. Mam cię. - powiedział Louis, przyciskając usta do czoła chłopaka. Harry odwrócił się do Louis’ego, kładąc głowę w zgięciu jego szyi, mocząc przy tym koszulę starszego chłopaka przez łzy i przyciskając ręce do jego koszuli.
- Co się stało? Czy możesz mi powiedzieć co się stało, kochanie? - Harry tylko potrząsnął głową, co znaczyło, że nie chce nic mówić - Jest w porządku. Nie musisz nic teraz mówić. Możesz powiedzieć kiedy tylko chcesz, w porządku? Harry niepewnie skinął głową.
- Umyjemy cie i damy ci świeże ubrania. Jak to brzmi?- Zapytał Louis. Harry przytaknął niepewnie do szyi Louis’ego - Chodź za mną - Louis chciał odciągnąć Harry’ego, ale chłopak zacisnął uchwyt na jego szyi - Och..Chodź - Louis uśmiechnął się, podniósł chłopca na ręce i zaniósł go do łazienki - Poczekaj tutaj, muszę iść po jakieś ubrania. Zaraz będę z powrotem - Oznajmił i ruszył przez hol do swojej sypialni, chwycił świeżą bieliznę, spodnie dresowe i sweter, który był na niego za duży.
Gdy Louis wrócił z powrotem do łazienki, spotkał się z czymś, czego nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Harry był zupełnie nagi. Miał siniaki i zadrapania, które zaśmiecały jego mleczną skórę na plecach. Przesunął wzrok w dół i dostał prawie zawrotu głowy. Harry miał długi ogon, który zaczynał się od jego pleców, tuż nad jego pupą.
Harry stał tak, że nie widział kiedy Louis wszedł do łazienki. Mógł jednak usłyszeć westchnienie i miękkie ‘oh’ które wydostało się z Louisa. Potrząsnął głową z oczami pełnymi strachu. Cofnął się dopóki nie został przyparty do krawędzi wanny i ściany. Louis zobaczył, że miał również dwa szpiczaste uszy, które wychodziły spod loków.
Louis zrobił krok w stronę Harry’ego, który zaczął się kulić. Osunął się po ścianie i zwinął w pozycji obronnej, starając się być mniejszy. Schował głowę między kolana i owinął dłonie wokół nich. Louis mógł usłyszeć szloch dochodzący z niego.
- Hej, nie ,Harry. Nie bój się. Nie zamierzam cię skrzywdzić. Mówiłem ci, że nigdy bym tego nie zrobił. Obiecuję. Chcę ci tylko pomóc, skarbie. Podejdź tu proszę. Chcę tylko zobaczyć, czy masz jeszcze jakieś inne obrażenia. Obiecuję, że chcę tylko pomóc. - powiedział czule Louis do chłopca. Harry, powoli podniósł głowę, która była spuszczona i spojrzał na Louisa, czerwonymi i załzawionymi oczyma.
- Obiecujesz? - zapytał, nie urywając kontaktu wzrokowego.
Louis natychmiast skinął głową - Tak, tak, oczywiście, Haz. - Uszka Harry’ego drgnęły na dźwięk przezwiska a niepewny uśmiech wkradł się na załamaną twarz chłopca. Otarł łzy, ale robiąc to, rozciął twarz, a Louis zauważył, że ma bardzo ostre paznokcie.
- Och, Hazza. Skaleczyłeś się. Chodź, chcę o Ciebie zadbać. - Powiedział czule Louis. Sięgną ręką w stronę chłopca, aby pomóc mu wstać. Harry złapał jego rękę, uważając na swoje paznokcie. Louis podszedł do wc i zamknął pokrywkę - Usiądź - powiedział, a Harry wykonał polecenie.
Louis podszedł do wanny i odkręcił kurek, w celu puszczenia wody. Podczas, gdy wanna się napełniała, usiadł na niej po prostu wpatrując się w Harry’ego. Lekki rumieniec wkradł się na policzki młodszego, który odwrócił wzrok.
Potem uświadomił sobie, że Harry nadal ma krew na twarzy. Wstał i podszedł do apteczki, wyciągnął z niej wodę utlenioną i waciki. Zwilżył wacik wodą utlenioną, a potem odwrócił się do Harry’ego. Uklęknął przed chłopcem i sięgnął wacikiem do nacięcia na twarzy. Harry skrzywił i jęknął się, gdy wacik zetknął się z jego raną - Tak wiem. Piecze trochę- powiedział Louis uśmiechając się do chłopca.
- Więc, ile masz lat, Harry?
- Siedemnaście…Tak myślę -powiedział z zaciekawieniem w oczach.
- Wiesz, czy masz jakieś drugie imię, lub nazwisko? - zapytał Louis, zanim odwrócił się i doczołgał się do wanny, by wyłączyć krany.
- Ehm..Harry Edward Styles - powiedział, marszcząc twarz, jakby nie mógł zapamiętać.
- Cóż Harry Edwardzie Styles, twoja kąpiel jest gotowa - powiedział Louis z uśmiechem. W oczach Harry’ego można było zobaczyć strach. Louis zauważył, że Harry wpatrywał sie w wodę w wannie. Potem to go uderzyło. Harry był w części kotem, a koty boją się wody (dop,tł: Łał Louis szybki jesteś). - Och, Harry. Wiem, że to wygląda strasznie, ale musisz się umyć. Jesteś cały brudny. Musisz być czysty. Zostanę, jeśli chcesz? - zapytał Louis. Harry natychmiast skinął głową i wyciągnął rękę do Louisa. Louis wstał z podłogi i podał Harry’emu rękę, podnosząc go do góry i prowadząc go do wanny.
Harry pomału podniósł nogę i włożył ją do wody. Skrzywił się trochę, ale po chwili zamoczył ją całą. Wszedł swoją drugą nogą, wzmacniając uścisk ręki na ręce Louis’ego. Ostrożnie opuścił się do wody i przesunął sie na sam koniec wanny, zginając nogi, bo są one za długie, aby mógł je wyciągnąć w pełni. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a z jego ust wyszedł cichy pomruk.
- Czuję się miło - oznajmił - Ciepłe - Zanurzył się w wodzie tak, że teraz woda sięgała mu do ramion.
- Czy wiesz jak umyć włosy? - zapytał Louis. Chłopiec spojrzał na niego z szeroko otwartymi oczami i pokręcił głową.
- Mogę? - zapytał z wątpieniem Louis, patrząc na niego czule. Powoli skinął i puścił rękę Louisa - Czy możesz się pochylić do przodu, kochanie? Muszę zmoczyć ci włosy - powiedział cicho Louis. Harry skinął głową i pochylił się trochę do przodu.
Louis złączył dłonie, nabrał w nie trochę wody z wanny, przenosząc ją na włosy Harry’ego i oblewając je. Robił to wielokrotnie, uważając, aby nie dostała się do twarzy chłopaka, aż jego włosy były w pełni mokre.
- W porządku? - zapytał z przejęciem. Harry pokiwał lekko głową, zaciskając zamknięte oczy.
Louis sięgnął po jedną z butelek, która stała na krawędzi wanny. Otworzył ją i wycisnął na dłoń pieniący się żel. Zaczął delikatnie szorować jego głowę szamponem, przeczesując palcami brudne loki.
Wtedy Louis usłyszał go ponownie.
Harry mruczał cicho z zamkniętymi oczami, a zadowolenie wypłynęło na jego twarz, sprawiając, że Louis się do siebie uśmiechnął. Delikatnie zaczął czyścić uszy Harry’ego, mycie zmierzwionego futra sprawiło, że Harry przestał mruczeć. Jego oczy szeroko się otworzyły i przyłożył ręce do ust, mocno się przy tym rumieniąc, chowając twarz przed Louis’em, który miał szeroki uśmiech na twarzy tak, że kąciki jego oczu się zmarszczyły.
- Przepraszam, przepraszam. Ja nie, nie chciałem. Proszę n-nie bij mnie - sapnął Harry, podnosząc wzrok.
- O nie, kochanie. Nie zrobiłeś nic złego. Nie możesz myśleć, że to jest coś czego nie możesz robić. To jest bardzo urocze - oznajmił Louis z bezczelnym uśmiechem.
Wyciągnął rękę i podrapał Harry’ego za uszami, powodując tym kolejne mruknięcia, które wydobywały sie z ust chłopaka. Curly ( od tł: w opowiadaniu, było napisane Curly, wiec postanowiłam tego nie zmieniać) nieśmiało uśmiechnął się do Louisa, bardziej wtulając się w rękę starszego. Louis zrozumiał prośbę chłopaka i dalej kontynuował głaszczenie go za uchem.
- Zamierzam ci teraz spłukać mydło z włosów. Czy to w porządku? Będziesz musiał przechylić głowę do tyłu tak, aby piana nie dostała się do twoich oczu - powiedział do chłopca, który wykonał jego polecenie i odchylił głowę do tyłu. Louis ujął trochę wody w dłonie i zaczął spłukiwać pianę. Kiedy skończył, spojrzał na wodę, która była już bardzo brudna i zmarszczył brwi.
- Hej Harry, możesz wstać? Mam pomysł - oznajmił. Harry złapał sie boków wanny i wstał. Louis schylił się do wody i wyciągnął wtyczkę. Woda zaczęła uciekać z wanny, przez co Harry cofnął się z dala od odpływu.
- Hej, hej. Uspokój się. To tylko odpływ. Jest w porządku - powiedział cicho Louis. Kiedy wanna była całkowicie sucha, odwrócił się w stronę prysznica. Włączył go, a woda zaczęła z niego strzelać, co spowodowało krzyk Harry’ego. Cały w dreszczach osunął się w rogu łazienki. Louis odwrócił twarz do drżącego chłopca.
- Co się stało Harry? - zapytał Louis kucając przy chłopcu.
- Nie, nie chce - wykrztusił wstrzymując oddech.
- Co? Prysznicu? To tylko woda kochanie. Tylko trochę wody. Obiecuję, że to miłe. Wystarczy tylko stanąć pod natryskiem. Obiecuję, to nie jest straszne - powiedział Louis do młodszego chłopca, pocierając w górę i w dół jego ramię, starając się go pocieszyć.
- Czy….Pójdziesz ze mną? - zapytał Harry, z błyszczącymi ze strachu oczyma.
- Och Harry. J-ja nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedział cicho Louis, patrząc w dół na swoje kolana.
- Proszę - wyszeptał Harry z patrząc na chłopaka z lśniącymi od łez oczami.
- Dobrze, w porządku. Tak, jasne, kochanie - oznajmił Louis z westchnieniem. Wstał i pociągnął Harry’ego z nim - Tak, trzymaj się - powiedział, zdejmując ubrania, ale pozostawiając bokserki. Wszedł pierwszy i stanął pod ciepłym strumieniem wody.
- Chodź kochanie. To nie jest złe. Chodź - powiedział. Harry powoli wszedł do prysznica i stanął na drugim końcu. Louis zatrzasnął za nim kurtyny, a Harry zwinął w siebie - Hej, chodź tutaj. Jest w porządku skarbie.
Harry powoli poczłapał w stronę Louis’ego i strugi wody. Wyciągnął rękę pod wodę i wzdrygnął się, ale wciąż przybliżał swoje ciało, aż znalazł się pod natryskiem i mocno zacisnął oczy, kiedy tam stał. Louis sięgnął po myjki i wylał na nie trochę żelu pod prysznic.
Podszedł, by wyczyścić skórę Harry’ego ale jak tylko Harry to zobaczył, otworzył szeroko oczy ze strachu i cofnął się do tyłu - Ja po prostu muszę cię umyć. W porządku kochanie? - zapytał łagodnie Louis. Chłopak kiwnął głową, powoli wracając na swoje dawne miejsce.
- Czy możesz się dla mnie odwrócić? - spytał. Harry powoli się odwrócił i teraz stał tyłem do szatyna.
Louis zaczął delikatnie przecierać skórę Harry’ego ostrożnie z powodu siniaków i zadrapań. Przetarł gąbką po ramionach i po bokach, upewniając się, że zmył cały brud. Wziął jakiś szampon i roztarł go, biorąc zmierzwiony ogon Harry’ego w dłonie i delikatnie pocierając ręką w górę i dół, uwalniając go od brudu i nieczystości. Odwrócił go i zaczął szorowanie na klatce piersiowej. Widział kilka ran i siniaków tu i tam porozrzucanych po ciele chłopaka. To nie wygląda na coś poważnego, więc nie potrzebuje konsultacji lekarza, bo szczerze mówiąc nie wie jak miałby, wyjaśnić „stan” Harry’ego. Zepchnął tę myśl na bok i skończył czyszczenie brzucha chłopaka. Potem uświadomił sobie, ze musi wyczyścić jego krocze - Hej, uhm… Harry? Czy uważasz, że możesz, um, umyć, ….siebie….tam….na….dole?
Harry spojrzał na niego z zaciekawieniem, ale potem do niego dotarło - Och, ehm tak, tak mogę to zrobić - powiedział, a rumieniec pojawił się na jego policzkach, rozprzestrzeniając się, aż w dół klatki piersiowej. Wziął gąbkę od Louisa i odwrócił się, aby się oczyścić. Umył również swoje nogi i tyłek.
- Nic sobie nie zrobiłeś?- zapytał Louis. Harry pokiwał głową. Louis odwrócił się i wyłączył krany. Odsunął zasłonę i wpuścił zimny podmuch powietrza, przez co Harry zaczął drżeć i przesunął się bliżej Louisa.
Louis wyszedł i złapał ze stojaka ręcznik dla siebie i Harry’ego. Owinął się nim wokół talii, a następnie otworzył, by Harry też mógł w niego wejść. Harry wyszedł z pod prysznica, wszedł pod ręcznik i poczuł jak ogarnia go ciepło. Wydał z siebie głośny pomruk i się w niego wtulił, zamykając przy tym oczy. Louis uśmiechnął się na widok tak dziecinnego zachowania.
- Idę się przebrać, ale twoje ciuchy są tutaj - powiedział, wskazując na ubrania, które leżały koło zlewu.
Chwycił jego brudne ubrania i wyszedł z pomieszczenia, by mógł się przebrać. Udał się do swojego pokoju, założył na siebie spodnie od piżamy i bluzkę. Następnie wyszedł, poszedł w lewo i ruszył do wolnej sypialni, by urządzić łóżko tak, aby Harry miał wystarczająco koców by nie zmarznąć. Kiedy skończył, udał się z powrotem do łazienki.
Harry podniósł ubrania, które Louis dla niego przygotował, a jego oczy się rozszerzyły. Nikt nigdy nie dbał o niego tak, jak Louis, za co był mu bardzo wdzięczny. Chciało mu się płakać, ale się powstrzymał. Zaczął się ubierać, a po chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Jesteś gotowy, Haz? -zapytał Louis przez drzwi.
- Prawie - pisnął Harry. Dokończył zakładanie spodni i otworzył drzwi, zauważając opartego Louisa o futrynę.
- Jesteś głodny kochanie? - zapytał. Harry nie zauważył wcześniej, że jest głodny, ale naprawdę był, skoro nie jadł nic od kilku dni. Skinął słabo głową, z szeroko otwartymi oczami - No to idziemy znaleźć coś do jedzenia. Jak to brzmi? - Harry skinął głową. Louis owinął rękę wokół talii chłopaka i poprowadził go do kuchni - Czy możesz usiąść kochanie? - Curly podszedł do stołu i usiadł. Louis udał się do lodówki. Po chwili coś z niej wyciągając - Czy pierś z kurczaka może być?
- Tak - oznajmił cicho Harry, patrząc w dół na kolana, gdzie były splecione jego ręce. On nigdy nie jadł kurczaka. Ale brzmiało, to wystarczająco dobrze.
Louis umieścił posiekanego kurczaka na talerzu, po czym włożył do kuchenki mikrofalowej. Odgrzał przez 30 sekund, a następnie go wyjął. Chwycił widelec i postawił na stole na wprost chłopaka w loczkach, ale Harry tylko siedział, wpatrując się w żywność.
- Coś nie tak kotku? - Zapytał Louis.
- J-ja nie wiem..jak - odparł smutno.
- Och kochanie, to jest w porządku. Pokażę ci - powiedział Louis podnosząc widelec. Wziął dużą dłoń Harry’ego i umieścił w niej widelec prawidłowo, po czym poprowadził rękę w duł kurczaka krojąc go nożem. Puścił i powiedział - Teraz, weź widelec do ust - Harry zrobił, jak mu kazano - Tak, tak. Dobry chłopak - Harry zamknął usta wokół widelca- Teraz wyciągnij widelec, ale utrzymaj na miejscu kurczaka - Harry zrobił tylko to. Odłożył widelec i żuł jedzenie w przemyśleniu. Jego oczy się zaświeciły i wziął więcej. Jęknął w smaku i szybko dokończył resztę. Zamknął oczy i uśmiechnął się do siebie, powodując również uśmiech na twarzy Louisa.
- Cóż myślę, że najwyższy czas iść do łóżka, kotku. Jest już dość późno - powiedział Louis dźwięcznie. Było już po pierwszej w nocy, a on był zmęczony. Harry przytaknął. Louis podniósł talerze i widelce, po czym zaniósł je do zlewu. Postanowił, że umyje je jutro rano - No chodź tu - powiedział z uśmiechem. Wyciągnął rękę w stronę Harry’ego, który od razu ją chwycił i zaprowadził go do dodatkowej sypialni
Otworzył drzwi - I to jest miejsce, w którym będziesz przebywać - włączył światło i Harry zajrzał do środka, na co uśmiechnął się na myśl o własnym pokoju. Louis uśmiechnął się łagodnie, a Harry puścił jego rękę i weszli w głąb pokoju.
Chodził wokół, patrząc na wszystko. To nie było zbyt wiele. Po środku znajdowało se łóżko z granatową pościelą. Kredens i biurko stały na przeciwległej stanie. Harry wspiął się na łóżko i wsunął pod kołdrę. Jego loki były porozrzucane po drugiej stronie poduszki. Louis podszedł i wsunął go głębiej.
-Dobranoc kotku. Słodkich snów - powiedział, całując go w czoło. Udał się do drzwi po drodze wyłączając światło. Poszedł do swojego pokoju i opadł na łóżko królewskiej wielkości, przed wczołganiem się pod kołdrę i zamknął oczy. Następnie zasnął.
Wracał do domu z nocnej zmiany, więc chciał dostać się do mieszkania najszybciej jak to możliwe. Szedł właśnie skrótem, który prowadził go przez najgorszą część miasta. Szedł tylnią aleją, kiedy usłyszał szuranie. Poszedł za dźwiękiem, który doprowadził go do śmietnika, ale kiedy dotarł do śmietnika hałas ucichł. Zajrzał do niego, ale nic tam nie znalazł. Obszedł śmietnik od tyłu i zatrzymał się.
Spodziewał się, że znajdzie tam zwierzę lub coś innego , ale nie to. Zobaczył chłopaka, który był bardzo młody i wyglądał na kogoś kto chodzi jeszcze do szkoły. Louis próbował coś powiedzieć, ale jedynie co był w stanie robić to otwierać i zamykać usta. Jednak zebrał się w sobie i spróbował jeszcze raz.
- Cześć, zgubiłeś się?- zapytał. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko dalej kontynuował patrzenie w ziemię - Jak masz na imię?
Tym razem chłopak podniósł wzrok. Louis zamarł. Chłopak miał małe nacięcia na policzkach i siniaka po okiem. Widział, że jego ubrania zdecydowanie nie były odpowiednie na tą pogodę, miał tylko brudną białą koszulkę i podarte dżinsy. Włosy miał matowe, bez połysku, schowane pod starą, podartą beanie.
Ale poniżej oprócz kawałków nacięć, siniaków i brudu miał najbardziej genialną parę zielonych tęczówek, których Louis jeszcze nigdy nie widział. Choć te oczy były pełne strachu i bólu, wśród wielu innych rzeczy. Louis od razu chciał go przytulić, ale się powstrzymał.
- Masz jakieś imię? - zapytał zaciekawiony Louis. Chłopiec niepewnie skinął głową - Czy możesz mi powiedzieć jak ono brzmi? - Zaczął kręcić przecząco głową, ale potem zmienił zdanie i skinął.
- Harry - wychrypiał chłopiec. Jego głos był głęboki i poważny, brzmiał tak jakby nie mówił przez długi czas.
- Cóż, Harry. Chcesz iść ze mną do domu?- chłopak skrzywił się na to pytanie, tak jakby wiele złych myśli przeszło przez jego głowę. Louis to wyczuł - Nie skrzywdzę cię kochanie. Chcę ci pomóc. Masz dom? Albo rodzinę, do której mogę zadzwonić?- zapytał Louis.
- Nie - wyszeptał Harry i jego oczy zaczęły napełniać się łzami, gdy wspomnienia z jego dawnych domów przyszły mu do głowy.
Louis to zauważył i natychmiast przykucnął obok chłopca - Pójdziesz ze mną i dam ci kilka rzeczy. Dobrze skarbie?- powiedział słodko Louis do płaczącego chłopaka. Sięgnął do niego, by wytrzeć jego łzy, ale chłopiec się wzdrygnął - Cii, hej nie zamierzam cie skrzywdzić. Nigdy bym cię nie skrzywdził -Powiedział wycierając kciukiem łzy chłopca z policzka - Chodź złotko. Ktoś taki jak ty nie powinien być tutaj tak późno - Wstał i wyciągnął rękę w stronę chłopca, który ją chwycił.
Dopiero gdy wstał, zdał sobie sprawę że chłopak w rzeczywistości był od niego wyższy. Uśmiechnął się do chłopca i trzymając się za ręce ruszyli w stronę jego mieszkania.
Gdy zauważył, że chłopak się trzęsie, zdjął swój płaszcz i umieścił go na jego ramionach, widząc, że posiada dwie warstwy na sobie. Louis mógłby przysiąść, że usłyszał pomruk zadowolenia od chłopca, ale nie chciał o tym myśleć. Przyciągnął go bliżej do swojego ciała, dzieląc z nim ciepło.
- Jesteśmy już prawie na miejscu - powiedział Louis, gdy zbliżali się do jego mieszkania. Kiedy dotarli do drzwi, wypuścił dłoń Harry’ego by sięgnąć klucze. Otworzył drzwi i wszedł do środka chwytając dłoń Harry’ego ponownie i wciągając go za sobą.
- Więc - powiedział Louis, drapiąc się po głowie - To jest moje mieszkanie. Uhm.. Tam jest kuchnia - powiedział, wskazując w stronę drzwi, kiedy zaczął iść w głąb mieszkania. - Tam jest.. - Louis się zatrzymał, kiedy uświadomił sobie, że Harry wciąż stoi w drzwiach.
- Wszystko w porządku, skarbie? - zapytał.
Harry zaskomlał, spuścił wzrok na swoje nogi, łzy płynęły z jego oczu. Louis podbiegł do niego i przyciągnął go do uścisku, tuląc chłopca do piersi.
-Hej, hej .. Uspokój się. Jest w porządku. Jest dobrze. Mam cię. - powiedział Louis, przyciskając usta do czoła chłopaka. Harry odwrócił się do Louis’ego, kładąc głowę w zgięciu jego szyi, mocząc przy tym koszulę starszego chłopaka przez łzy i przyciskając ręce do jego koszuli.
- Co się stało? Czy możesz mi powiedzieć co się stało, kochanie? - Harry tylko potrząsnął głową, co znaczyło, że nie chce nic mówić - Jest w porządku. Nie musisz nic teraz mówić. Możesz powiedzieć kiedy tylko chcesz, w porządku? Harry niepewnie skinął głową.
- Umyjemy cie i damy ci świeże ubrania. Jak to brzmi?- Zapytał Louis. Harry przytaknął niepewnie do szyi Louis’ego - Chodź za mną - Louis chciał odciągnąć Harry’ego, ale chłopak zacisnął uchwyt na jego szyi - Och..Chodź - Louis uśmiechnął się, podniósł chłopca na ręce i zaniósł go do łazienki - Poczekaj tutaj, muszę iść po jakieś ubrania. Zaraz będę z powrotem - Oznajmił i ruszył przez hol do swojej sypialni, chwycił świeżą bieliznę, spodnie dresowe i sweter, który był na niego za duży.
Gdy Louis wrócił z powrotem do łazienki, spotkał się z czymś, czego nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Harry był zupełnie nagi. Miał siniaki i zadrapania, które zaśmiecały jego mleczną skórę na plecach. Przesunął wzrok w dół i dostał prawie zawrotu głowy. Harry miał długi ogon, który zaczynał się od jego pleców, tuż nad jego pupą.
Harry stał tak, że nie widział kiedy Louis wszedł do łazienki. Mógł jednak usłyszeć westchnienie i miękkie ‘oh’ które wydostało się z Louisa. Potrząsnął głową z oczami pełnymi strachu. Cofnął się dopóki nie został przyparty do krawędzi wanny i ściany. Louis zobaczył, że miał również dwa szpiczaste uszy, które wychodziły spod loków.
Louis zrobił krok w stronę Harry’ego, który zaczął się kulić. Osunął się po ścianie i zwinął w pozycji obronnej, starając się być mniejszy. Schował głowę między kolana i owinął dłonie wokół nich. Louis mógł usłyszeć szloch dochodzący z niego.
- Hej, nie ,Harry. Nie bój się. Nie zamierzam cię skrzywdzić. Mówiłem ci, że nigdy bym tego nie zrobił. Obiecuję. Chcę ci tylko pomóc, skarbie. Podejdź tu proszę. Chcę tylko zobaczyć, czy masz jeszcze jakieś inne obrażenia. Obiecuję, że chcę tylko pomóc. - powiedział czule Louis do chłopca. Harry, powoli podniósł głowę, która była spuszczona i spojrzał na Louisa, czerwonymi i załzawionymi oczyma.
- Obiecujesz? - zapytał, nie urywając kontaktu wzrokowego.
Louis natychmiast skinął głową - Tak, tak, oczywiście, Haz. - Uszka Harry’ego drgnęły na dźwięk przezwiska a niepewny uśmiech wkradł się na załamaną twarz chłopca. Otarł łzy, ale robiąc to, rozciął twarz, a Louis zauważył, że ma bardzo ostre paznokcie.
- Och, Hazza. Skaleczyłeś się. Chodź, chcę o Ciebie zadbać. - Powiedział czule Louis. Sięgną ręką w stronę chłopca, aby pomóc mu wstać. Harry złapał jego rękę, uważając na swoje paznokcie. Louis podszedł do wc i zamknął pokrywkę - Usiądź - powiedział, a Harry wykonał polecenie.
Louis podszedł do wanny i odkręcił kurek, w celu puszczenia wody. Podczas, gdy wanna się napełniała, usiadł na niej po prostu wpatrując się w Harry’ego. Lekki rumieniec wkradł się na policzki młodszego, który odwrócił wzrok.
Potem uświadomił sobie, że Harry nadal ma krew na twarzy. Wstał i podszedł do apteczki, wyciągnął z niej wodę utlenioną i waciki. Zwilżył wacik wodą utlenioną, a potem odwrócił się do Harry’ego. Uklęknął przed chłopcem i sięgnął wacikiem do nacięcia na twarzy. Harry skrzywił i jęknął się, gdy wacik zetknął się z jego raną - Tak wiem. Piecze trochę- powiedział Louis uśmiechając się do chłopca.
- Więc, ile masz lat, Harry?
- Siedemnaście…Tak myślę -powiedział z zaciekawieniem w oczach.
- Wiesz, czy masz jakieś drugie imię, lub nazwisko? - zapytał Louis, zanim odwrócił się i doczołgał się do wanny, by wyłączyć krany.
- Ehm..Harry Edward Styles - powiedział, marszcząc twarz, jakby nie mógł zapamiętać.
- Cóż Harry Edwardzie Styles, twoja kąpiel jest gotowa - powiedział Louis z uśmiechem. W oczach Harry’ego można było zobaczyć strach. Louis zauważył, że Harry wpatrywał sie w wodę w wannie. Potem to go uderzyło. Harry był w części kotem, a koty boją się wody (dop,tł: Łał Louis szybki jesteś). - Och, Harry. Wiem, że to wygląda strasznie, ale musisz się umyć. Jesteś cały brudny. Musisz być czysty. Zostanę, jeśli chcesz? - zapytał Louis. Harry natychmiast skinął głową i wyciągnął rękę do Louisa. Louis wstał z podłogi i podał Harry’emu rękę, podnosząc go do góry i prowadząc go do wanny.
Harry pomału podniósł nogę i włożył ją do wody. Skrzywił się trochę, ale po chwili zamoczył ją całą. Wszedł swoją drugą nogą, wzmacniając uścisk ręki na ręce Louis’ego. Ostrożnie opuścił się do wody i przesunął sie na sam koniec wanny, zginając nogi, bo są one za długie, aby mógł je wyciągnąć w pełni. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a z jego ust wyszedł cichy pomruk.
- Czuję się miło - oznajmił - Ciepłe - Zanurzył się w wodzie tak, że teraz woda sięgała mu do ramion.
- Czy wiesz jak umyć włosy? - zapytał Louis. Chłopiec spojrzał na niego z szeroko otwartymi oczami i pokręcił głową.
- Mogę? - zapytał z wątpieniem Louis, patrząc na niego czule. Powoli skinął i puścił rękę Louisa - Czy możesz się pochylić do przodu, kochanie? Muszę zmoczyć ci włosy - powiedział cicho Louis. Harry skinął głową i pochylił się trochę do przodu.
Louis złączył dłonie, nabrał w nie trochę wody z wanny, przenosząc ją na włosy Harry’ego i oblewając je. Robił to wielokrotnie, uważając, aby nie dostała się do twarzy chłopaka, aż jego włosy były w pełni mokre.
- W porządku? - zapytał z przejęciem. Harry pokiwał lekko głową, zaciskając zamknięte oczy.
Louis sięgnął po jedną z butelek, która stała na krawędzi wanny. Otworzył ją i wycisnął na dłoń pieniący się żel. Zaczął delikatnie szorować jego głowę szamponem, przeczesując palcami brudne loki.
Wtedy Louis usłyszał go ponownie.
Harry mruczał cicho z zamkniętymi oczami, a zadowolenie wypłynęło na jego twarz, sprawiając, że Louis się do siebie uśmiechnął. Delikatnie zaczął czyścić uszy Harry’ego, mycie zmierzwionego futra sprawiło, że Harry przestał mruczeć. Jego oczy szeroko się otworzyły i przyłożył ręce do ust, mocno się przy tym rumieniąc, chowając twarz przed Louis’em, który miał szeroki uśmiech na twarzy tak, że kąciki jego oczu się zmarszczyły.
- Przepraszam, przepraszam. Ja nie, nie chciałem. Proszę n-nie bij mnie - sapnął Harry, podnosząc wzrok.
- O nie, kochanie. Nie zrobiłeś nic złego. Nie możesz myśleć, że to jest coś czego nie możesz robić. To jest bardzo urocze - oznajmił Louis z bezczelnym uśmiechem.
Wyciągnął rękę i podrapał Harry’ego za uszami, powodując tym kolejne mruknięcia, które wydobywały sie z ust chłopaka. Curly ( od tł: w opowiadaniu, było napisane Curly, wiec postanowiłam tego nie zmieniać) nieśmiało uśmiechnął się do Louisa, bardziej wtulając się w rękę starszego. Louis zrozumiał prośbę chłopaka i dalej kontynuował głaszczenie go za uchem.
- Zamierzam ci teraz spłukać mydło z włosów. Czy to w porządku? Będziesz musiał przechylić głowę do tyłu tak, aby piana nie dostała się do twoich oczu - powiedział do chłopca, który wykonał jego polecenie i odchylił głowę do tyłu. Louis ujął trochę wody w dłonie i zaczął spłukiwać pianę. Kiedy skończył, spojrzał na wodę, która była już bardzo brudna i zmarszczył brwi.
- Hej Harry, możesz wstać? Mam pomysł - oznajmił. Harry złapał sie boków wanny i wstał. Louis schylił się do wody i wyciągnął wtyczkę. Woda zaczęła uciekać z wanny, przez co Harry cofnął się z dala od odpływu.
- Hej, hej. Uspokój się. To tylko odpływ. Jest w porządku - powiedział cicho Louis. Kiedy wanna była całkowicie sucha, odwrócił się w stronę prysznica. Włączył go, a woda zaczęła z niego strzelać, co spowodowało krzyk Harry’ego. Cały w dreszczach osunął się w rogu łazienki. Louis odwrócił twarz do drżącego chłopca.
- Co się stało Harry? - zapytał Louis kucając przy chłopcu.
- Nie, nie chce - wykrztusił wstrzymując oddech.
- Co? Prysznicu? To tylko woda kochanie. Tylko trochę wody. Obiecuję, że to miłe. Wystarczy tylko stanąć pod natryskiem. Obiecuję, to nie jest straszne - powiedział Louis do młodszego chłopca, pocierając w górę i w dół jego ramię, starając się go pocieszyć.
- Czy….Pójdziesz ze mną? - zapytał Harry, z błyszczącymi ze strachu oczyma.
- Och Harry. J-ja nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedział cicho Louis, patrząc w dół na swoje kolana.
- Proszę - wyszeptał Harry z patrząc na chłopaka z lśniącymi od łez oczami.
- Dobrze, w porządku. Tak, jasne, kochanie - oznajmił Louis z westchnieniem. Wstał i pociągnął Harry’ego z nim - Tak, trzymaj się - powiedział, zdejmując ubrania, ale pozostawiając bokserki. Wszedł pierwszy i stanął pod ciepłym strumieniem wody.
- Chodź kochanie. To nie jest złe. Chodź - powiedział. Harry powoli wszedł do prysznica i stanął na drugim końcu. Louis zatrzasnął za nim kurtyny, a Harry zwinął w siebie - Hej, chodź tutaj. Jest w porządku skarbie.
Harry powoli poczłapał w stronę Louis’ego i strugi wody. Wyciągnął rękę pod wodę i wzdrygnął się, ale wciąż przybliżał swoje ciało, aż znalazł się pod natryskiem i mocno zacisnął oczy, kiedy tam stał. Louis sięgnął po myjki i wylał na nie trochę żelu pod prysznic.
Podszedł, by wyczyścić skórę Harry’ego ale jak tylko Harry to zobaczył, otworzył szeroko oczy ze strachu i cofnął się do tyłu - Ja po prostu muszę cię umyć. W porządku kochanie? - zapytał łagodnie Louis. Chłopak kiwnął głową, powoli wracając na swoje dawne miejsce.
- Czy możesz się dla mnie odwrócić? - spytał. Harry powoli się odwrócił i teraz stał tyłem do szatyna.
Louis zaczął delikatnie przecierać skórę Harry’ego ostrożnie z powodu siniaków i zadrapań. Przetarł gąbką po ramionach i po bokach, upewniając się, że zmył cały brud. Wziął jakiś szampon i roztarł go, biorąc zmierzwiony ogon Harry’ego w dłonie i delikatnie pocierając ręką w górę i dół, uwalniając go od brudu i nieczystości. Odwrócił go i zaczął szorowanie na klatce piersiowej. Widział kilka ran i siniaków tu i tam porozrzucanych po ciele chłopaka. To nie wygląda na coś poważnego, więc nie potrzebuje konsultacji lekarza, bo szczerze mówiąc nie wie jak miałby, wyjaśnić „stan” Harry’ego. Zepchnął tę myśl na bok i skończył czyszczenie brzucha chłopaka. Potem uświadomił sobie, ze musi wyczyścić jego krocze - Hej, uhm… Harry? Czy uważasz, że możesz, um, umyć, ….siebie….tam….na….dole?
Harry spojrzał na niego z zaciekawieniem, ale potem do niego dotarło - Och, ehm tak, tak mogę to zrobić - powiedział, a rumieniec pojawił się na jego policzkach, rozprzestrzeniając się, aż w dół klatki piersiowej. Wziął gąbkę od Louisa i odwrócił się, aby się oczyścić. Umył również swoje nogi i tyłek.
- Nic sobie nie zrobiłeś?- zapytał Louis. Harry pokiwał głową. Louis odwrócił się i wyłączył krany. Odsunął zasłonę i wpuścił zimny podmuch powietrza, przez co Harry zaczął drżeć i przesunął się bliżej Louisa.
Louis wyszedł i złapał ze stojaka ręcznik dla siebie i Harry’ego. Owinął się nim wokół talii, a następnie otworzył, by Harry też mógł w niego wejść. Harry wyszedł z pod prysznica, wszedł pod ręcznik i poczuł jak ogarnia go ciepło. Wydał z siebie głośny pomruk i się w niego wtulił, zamykając przy tym oczy. Louis uśmiechnął się na widok tak dziecinnego zachowania.
- Idę się przebrać, ale twoje ciuchy są tutaj - powiedział, wskazując na ubrania, które leżały koło zlewu.
Chwycił jego brudne ubrania i wyszedł z pomieszczenia, by mógł się przebrać. Udał się do swojego pokoju, założył na siebie spodnie od piżamy i bluzkę. Następnie wyszedł, poszedł w lewo i ruszył do wolnej sypialni, by urządzić łóżko tak, aby Harry miał wystarczająco koców by nie zmarznąć. Kiedy skończył, udał się z powrotem do łazienki.
Harry podniósł ubrania, które Louis dla niego przygotował, a jego oczy się rozszerzyły. Nikt nigdy nie dbał o niego tak, jak Louis, za co był mu bardzo wdzięczny. Chciało mu się płakać, ale się powstrzymał. Zaczął się ubierać, a po chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Jesteś gotowy, Haz? -zapytał Louis przez drzwi.
- Prawie - pisnął Harry. Dokończył zakładanie spodni i otworzył drzwi, zauważając opartego Louisa o futrynę.
- Jesteś głodny kochanie? - zapytał. Harry nie zauważył wcześniej, że jest głodny, ale naprawdę był, skoro nie jadł nic od kilku dni. Skinął słabo głową, z szeroko otwartymi oczami - No to idziemy znaleźć coś do jedzenia. Jak to brzmi? - Harry skinął głową. Louis owinął rękę wokół talii chłopaka i poprowadził go do kuchni - Czy możesz usiąść kochanie? - Curly podszedł do stołu i usiadł. Louis udał się do lodówki. Po chwili coś z niej wyciągając - Czy pierś z kurczaka może być?
- Tak - oznajmił cicho Harry, patrząc w dół na kolana, gdzie były splecione jego ręce. On nigdy nie jadł kurczaka. Ale brzmiało, to wystarczająco dobrze.
Louis umieścił posiekanego kurczaka na talerzu, po czym włożył do kuchenki mikrofalowej. Odgrzał przez 30 sekund, a następnie go wyjął. Chwycił widelec i postawił na stole na wprost chłopaka w loczkach, ale Harry tylko siedział, wpatrując się w żywność.
- Coś nie tak kotku? - Zapytał Louis.
- J-ja nie wiem..jak - odparł smutno.
- Och kochanie, to jest w porządku. Pokażę ci - powiedział Louis podnosząc widelec. Wziął dużą dłoń Harry’ego i umieścił w niej widelec prawidłowo, po czym poprowadził rękę w duł kurczaka krojąc go nożem. Puścił i powiedział - Teraz, weź widelec do ust - Harry zrobił, jak mu kazano - Tak, tak. Dobry chłopak - Harry zamknął usta wokół widelca- Teraz wyciągnij widelec, ale utrzymaj na miejscu kurczaka - Harry zrobił tylko to. Odłożył widelec i żuł jedzenie w przemyśleniu. Jego oczy się zaświeciły i wziął więcej. Jęknął w smaku i szybko dokończył resztę. Zamknął oczy i uśmiechnął się do siebie, powodując również uśmiech na twarzy Louisa.
- Cóż myślę, że najwyższy czas iść do łóżka, kotku. Jest już dość późno - powiedział Louis dźwięcznie. Było już po pierwszej w nocy, a on był zmęczony. Harry przytaknął. Louis podniósł talerze i widelce, po czym zaniósł je do zlewu. Postanowił, że umyje je jutro rano - No chodź tu - powiedział z uśmiechem. Wyciągnął rękę w stronę Harry’ego, który od razu ją chwycił i zaprowadził go do dodatkowej sypialni
Otworzył drzwi - I to jest miejsce, w którym będziesz przebywać - włączył światło i Harry zajrzał do środka, na co uśmiechnął się na myśl o własnym pokoju. Louis uśmiechnął się łagodnie, a Harry puścił jego rękę i weszli w głąb pokoju.
Chodził wokół, patrząc na wszystko. To nie było zbyt wiele. Po środku znajdowało se łóżko z granatową pościelą. Kredens i biurko stały na przeciwległej stanie. Harry wspiął się na łóżko i wsunął pod kołdrę. Jego loki były porozrzucane po drugiej stronie poduszki. Louis podszedł i wsunął go głębiej.
-Dobranoc kotku. Słodkich snów - powiedział, całując go w czoło. Udał się do drzwi po drodze wyłączając światło. Poszedł do swojego pokoju i opadł na łóżko królewskiej wielkości, przed wczołganiem się pod kołdrę i zamknął oczy. Następnie zasnął.
Zapowiedź
Tytuł: You Found Me
Autorka: Brianna
Oryginał: http://archiveofourown.org/works/847174/chapters/1618346
Zgoda na tłumaczenie: Jest!
Tłumaczka: @egualswallows
Paring: Larry Stylinson ( Louis Tomlinson, Harry Styles), Ziall Horalik (Zayn Malik, Niall Horan)
Opis: Pewnego dnia, kiedy Louis wraca z pracy, znajduje zmarzniętego, kruchego nastolatka. Nastolatka… z kocimi uszami i ogonem. Postanawia się nim zaopiekować i pokazać mu, co to miłość. Czy Harry zaufa Louisowi, mimo trudnej przeszłości w której ludzie wyłącznie sprawiali mu ból?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
